Z zawodu hydraulik. Jednak ktoś postanowił go obdarzyć wyjątkowym głosem, który z pewnością nie jednej kobiecie zawrócił w głowie. Marek Dyjak, bo o nim mowa, to artysta, który twardo stąpa po wyznaczonej drodze, nie dając się komercyjnym pokusom. Poza działalnością wokalną skomponował muzykę do przedstawień teatralnych (między innymi do Mistrza i Małgorzaty w reżyserii Andrzeja Marczewskiego), miał również epizod aktorski. W 2012 wyśpiewał wraz z Katarzyną Nosowską singiel Ognia! na Męskim Graniu. Wykonał wyjątkowy cover Sic!’a zespołu Hey i Na zakręcie, które wykonuje Krystyna Janda.
Artysta po roku wrócił z nowym albumem. W 2016 roku zaprezentował Pierwszy śnieg. Teraz zaprosił nas do nowej, muzycznej degustacji. Czynni słuchacze pana Marka z pewnością od razu stwierdzą, że gdzieś to już słyszeli. I słusznie! To nowa wersja debiutanckiego albumu Sznyty z 1997 roku. Sama nazwa budzi u mnie przemyślenia. Sznyta to blizna, która jest po prostu efektem samookaleczenia. Ma ona świadczyć o odwadze odporności. Po przesłuchaniu całego albumu myślę, że jest to bardzo trafny tytuł, a dlaczego? To pozostawię do przemyślenia Wam.
Album składa się z 12 utworów, które przesiąknięte są charakterystyczną manierą, mocnym, zachrypniętym głosem.
Autorem tekstów jest Jan Kondrak. Słuchając muzyki, zwracam szczególną uwagę na słowa, kompozycję, sens. W tym przypadku teksty nie są przegadane, traktują o ważnych sprawach. Wnikliwi słuchacze z pewnością zauważą grę słów, prześmiewczy ton i ukryte zaproszenie do zabawy:
Na miarę wieków, potwornie wstałem lustro widziało, aż popękało
Chciałabym wyróżnić kilka utworów z tej płyty, które można przesłuchać na samym początku. Żołnierzyk i Laleczka to ballada, rzekłabym nawet w stylu Kultowym. Delikatna, zwrotkowa melodia, głos pana Dyjaka, i dźwięki gitary- tworzą wyjątkową pozycję. Kołysanka dla Księżniczki Romi to niemal recytowane wyznanie, które przynajmniej mnie przenosi w odległe czasy i dziecięcymi oczkami widzę prostą sytuację liryczną. Dla bardziej wnikliwych- zdaję sobie sprawę, że tor interpretacyjny z pewnością nie jest tak błahy. Zgoda na Antypodach, kawałek, który chyba najlepiej oddaje kunszt artysty. Tutaj najwyraźniej można zauważyć potęgę głosu i zakochać się w tej chrypce! Natomiast Pieśń Rezerwisty ma tak chwytliwą melodię, rytm, że od pierwszego odsłuchu słuchacz uzależnia się, a po drugim zaczyna nucić! Twórczość artysty od kilku lat nie jest mi obca, ale nie wiem, jak to się stało, że przez te lata nie natrafiłam na tę piosenkę!
Sam artysta mówi o albumie tak:
Nagrywając tę płytę byłem chłopcem 20 letnim, nie wiedziałem jeszcze zbyt dużo o muzyce. Szukaliśmy wtedy z Adamem tropu, który miał prowadzić mnie do muzyki Joe Cockera. Ta próba się nie udała, powstała płyta zupełnie inna niż się spodziewaliśmy. Jaka? Teraz macie kolejną szansę to usłyszeć.
Trudno o obiektywną ocenę, jeśli chodzi o twórczość pana Marka. Jestem absolutną fanką jego głosu, a Na zakręcie w jego interpretacji mogłabym słuchać 24 godziny na dobę. Jednakże nie jestem zwolenniczką tworzenia reedycji, poprawy czegoś, co pierwotnie było dobre. Wracając, Sznyty jest to idealna pozycja na zimę. Z pewnością muzyka w tle stworzy niesamowity klimat i pozwoli lepiej znieść chłód i mrok zimowy. Jeśli ktoś w swojej dyskografii nie ma albumu z 1997 roku, to dobra okazja, by to zmienić. Wrażliwy słuchacz z pewnością nie jeden raz powróci do tej pozycji.

