Tegoroczne święta swoją muzyką postanowiła nam również umilić Lindsey Stirling. Skrzypaczka od dawna powtarzała, że chciałaby nagrać świąteczny album i w tym roku w końcu jej się to udało. Czas sprawdzić, czy płyta Warmer In The Winter jest w stanie wprowadzić słuchacza w świąteczny nastrój i oddać w pełni klimat tego okresu.
Swoją przygodę z muzyką Lindsey Stirling zaczęła podobnie do wielu znanych muzyków młodego pokolenia, od serwisu YouTube. Po kilku latach dziewczyna postanowiła spróbować swoich sił w talent show i wystąpiła w programie America’s Got Talent. Co prawda nie udało jej się wygrać, jednak niedługo po jego zakończeniu podpisała umowę z wytwórnią płytową, a w 2013 roku wydała debiutancki album zatytułowany Lindsey Stirling. Z kolejnymi latami kariera skrzypaczki wciąż nabierała tempa. Dziewczyna wyruszała w kolejne trasy, nagrała dwie płyty, Shatter Me (2014) oraz Brave Enough (2016) i wciąż nie mówiła dość. Od dłuższego czasu powtarzała również, że bardzo chce wydać świąteczny album i w 2017 roku w końcu dopięła swego. 20 października ukazał się jej czwarty studyjny album zatytułowany Warmer in the Winter.
Muszę przyznać, że po zobaczeniu tracklisty albumu byłem nieco rozczarowany. Po Lindsey spodziewałem się o wiele więcej oryginalnych kawałków, a tymczasem na płycie znajdują się tylko 3 stworzone przez nią kompozycje. Wielka szkoda, bo świetnie wychodzi jej tworzenie własnych świątecznych piosenek. Zacznijmy od najlepszej z nich, czyli Christmas C’mon. Gościnny udział w utworze wzięła Becky G, która swoim delikatnym wokalem idealnie wpasowała się w jego klimat. Utwór śmiało można zaliczyć do grona kompozycji, które jeszcze na długo przed grudniem sprawiają, że słuchacz zaczyna rozmyślać o świętach i nie może się już ich doczekać. Time To Fall In Love podobnie jak swój poprzednik również jest taneczną i radosną kompozycją, czyli dokładnie taką jakiej chcemy słuchać w święta. Co prawda pod względem lirycznym nieco kuleje, jednak na niektóre rzeczy można czasem przymknąć oko. Ostatnia oryginalna kompozycja nosi tytuł Warmer In The Winter. Największym plusem piosenki jest to, że śpiewa w niej sama Lindsey. Dziewczyna jest niezwykle utalentowaną skrzypaczką, ale ma również całkiem uroczy głos, którego powinna używać o wiele częściej.
Na płycie pojawił się jeszcze jeden muzyczny gość, Sabrina Carpenter. Ta młoda wokalistka doskonale spisała się w utworze You’re a Mean One, Mr. Grinch. Połączenie jej charakterystycznego wokalu ze skrzypcami Lindsey zaowocowało utworem, który miłośnikowi świątecznej muzyki zbyt szybko się nie znudzi. Na płycie nie mogło zabraknąć świątecznych hitów takich jak Let It Snow, Jingle Bell Rock czy All I Want For Christmas. Tak jak dwóch pierwszych utworów słucha się z przyjemnością i nie odczuwa się aż tak bardzo braku wokalu, to w ostatniej piosence historia jest już zupełnie inna. Niestety, wielki świąteczny hit, którego autorką jest Mariah Carey, zwyczajnie nie może się obyć bez wokalu. Na szczęście jest to jedyne większe potknięcie na tym albumie. Muzyka, którą tworzy Stirling, ma charakterystyczne brzmienie, które idealnie nadawałoby się do ścieżki dźwiękowej niejednego filmu czy gry. W takim klimacie utrzymane są utwory I Saw Three Ships i Carol Of The Bells. Nie zdziwię się, jak któregoś dnia, jej wersja tych kompozycji pojawi się w świątecznej bajce Disneya. Obie piosenki w pełni zasługują na takie wyróżnienie.
Słuchając kolędy Angels We Have Heard on High w wykonaniu skrzypaczki zrozumiałem dlaczego tak bardzo chciała nagrać świąteczny album. Dzięki tej płycie artystka mogła się pokazać też od łagodnej i wrażliwej strony. To niezmierna radość dla fana, gdy z każdym kolejnym albumem może odkrywać kolejne oblicze swojego idola. Trzeba przyznać, że Lindsey bardzo dobrze przemyślała również w jaki sposób rozpocząć i zakończyć album. Na start usłyszmy nieco mroczny i pełen zwrotów akcji utwór Dance of the Sugar Plum Fairy. Ostatnią kompozycją jest natomiast popularna kolęda, Silent Night, która stanowi perfekcyjne zakończenie. Po wszystkich tańcach i radosnym bieganiu wokół choinki można już zasiąść spokojnie przy stole, spędzić czas w rodzinnym gronie i zatracić się w spokojnej melodii.
Krótko mówiąc cieszę się, że mogłem usłyszeć ten album. Płyta Warmer In The Winter była warta tego długiego okresu wyczekiwania. Wydawnictwo jest swego rodzaju połączeniem spokojnych i kojących melodii z tanecznymi kompozycjami, przy których nogi rwą się do tańca. Dzięki temu oddaje ono idealnie klimat związany z okresem świąt. Teraz pozostaje mi jedynie czekać aż Lindsey zdecyduje się nagrać kolejny świąteczny album. Już teraz jestem pewien, że jeżeli poziomem będzie dotrzymywał kroku płycie Warmer In The Winter to z pewnością dołączę go do swojej kolekcji.

