Marcelina w Toruniu. Relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Jakuba Molina

W mojej głowie znajduje się lista polskich artystów, bez których nie wyobrażam sobie funkcjonować. Na pewno znajduje się na niej Marcelina, na której koncert w toruńskiej Od Nowie oczywiście się wybrałem. Przygotowaliśmy dla Was relację z tego wydarzenia oraz garść zdjęć od naszego fotografa.

Koncert rozpoczął się tuż po godzinie 20, ale już jadąc na niego dotarła do nas przykra wiadomość o śmierci Prince’a – wizjonera muzyki i jednego z największych artystów tego świata. Myślałem sobie jednak, że pójście na koncert w takiej chwili to nic złego. Prince cieszył się życiem, a muzykę traktował jak bóstwo, coś bez czego żaden śmiertelnik nie może żyć. Muzyka to też moje życie i obcowanie z nią wydaje się być jedną z podstawowych  i najważniejszych czynności.

Marcelina przyjechała do Torunia w ramach nowej trasy koncertowej, promującej ostatni album Gonić burzę. To właśnie głównie ten materiał usłyszeliśmy tego wieczoru. Było to także moje trzecie koncertowe zetknięcie się z wokalistką i dlatego mam pewien obraz jak kształtuje się koncertowo.  Przede wszystkim powiększył się skład zespołu, co mnie najbardziej cieszy. Więcej jest tu gitar, które bardzo zgrabnie się na siebie nakładają, a każda z nich brzmi również unikatowo. Doszły efekty świetlne, które w klimatycznej odsłonie klubu wyglądały bardzo obiecująco. Nie zmieniła się natomiast wielka charyzma samej Marceliny, która swoim głosem prezentuje muzycznie to, co ma nam do przekazania. Jej wokal jest wyjątkowy i w każdej sekundzie brzmi niezwykle apetycznie. Nie wspominając już o zabawnych wstawkach i opowiastkach między utworami – jest bardzo naturalna, nikogo nie udaje i swoim humorem zaraża innych. Same plusy!

Na scenie wybrzmiały oczywiście moje ulubione utwory z płyty. Zaczęło się od Chandry, która płynnie została kontynuowana kompozycją Świt. Nie zabrakło singlowego (i chyba najbardziej żywiołowego i głośnego) singla Nie mogę zasnąć, Liliowej, Kochaj albo puść czy otwierającego album Miły mój.  Wybrzmiało również moje albumowe zaskoczenie czyli Czarna Wołga – kompozycja tak odmienna i tak dobra w swojej prostocie. To mega zastrzyk energii. Całość poprzeplatana była starszymi kompozycjami. Na bis otrzymaliśmy znane wszystkim Karmelove i angielskie Me and My Boyfriend.

Koncerty Marceliny to gwarancja wielu niezapomnianych wspomnień koncertowych, więc jeśli jeszcze nie zjawiliście się na jej koncercie, to warto to zmienić. Na pewno nie będziecie zawiedzeni, bo Marcelina jest kochana.

Fot. Jakub Molin

 

Czytaj również