Małe Miasta – MM (2014), recenzja Tomasza Pawelca

Ich historia potoczyła się szybko. Przygarnięcie przez dużą wytwórnię, wydanie singla, płyty i nagłe wyprzedanie całego nakładu. To ostatnie należy traktować, co prawda z przymrużeniem oka, ponieważ album MM został wydany w ilości 500 egzemplarzy. Alkopoligamia trochę zaryzykowała, ale się opłaciło. Choć dwaj Mateusze zabrali się za modne ostatnio w polskiej muzyce schematy, brzmią niesamowicie świeżo.

Gdy przeczytałem na fejsbukowym profilu Alkpoligamii, że ktoś do nich dołączył, przyjąłem to z entuzjazmem. W moim mniemaniu jest to bowiem wytwórnia idąca w jakość, nie ilość. Jednak nigdy nie mieli do czynienia z nikim spoza świata hip-hopu. Aczkolwiek Ten Typ Mes nie raz udowadniał, że uwielbia wyzwania i eksperymenty. A te najczęściej kończyły się pozytywnie.

Chłopaków łączyło zamiłowanie do multimediów. Jeden grafik, drugi zafascynowany tworzeniem animacji. Mateusz Holak odpowiadający obecnie za wokal i teksty, do tej pory był członkiem Kumka Olik. Drugie „M” to Mateusz Gudel odpowiedzialny za stronę producencką. Małe Miasta przypominają mi duet Majid Jordan, który tak bardzo mnie oczarował w 2014 roku.

Pierwsze starcie z twórczością duetu było dość obojętne. Zainteresowali, ale nie wciągnęli. Jak się okazało, debiutancki singiel, Małe Miasta trzeba połączyć z odsłuchem całej płyty. Ciężki, pełen syntezatorów utwór nie każdemu od razu przypadnie do gustu. Jest to jednak cały worek świeżych jak na polski rynek muzyczny dźwięków. Kawałek poruszający codzienne dylematy ludzi małych miast.

Na początku recenzji padło stwierdzenie, że duet skorzystał ze znanych na rodzimym rynku schematów. Twórczość Małych Miast, choć tak nowoczesna, przypomina projekt Doroty Masłowskiej Mister D. czy nawet Karoliny Czarneckiej, która zdobyła popularność poprzez nieprawidłową interpretację jej największego hitu przez Internautów. W tym przypadku również mamy sporo wersów o problemach otaczającego świata, także tych urojonych. Sporo ironii, sporo zabawy słowem. Różnica polega na tym, że choć twórczość obu pań przesłuchałem, szybko ją odstawiłem. Umówmy się, nie jest to muzyka do słuchania na dłuższą metę. Pośmialiśmy się z samych siebie i tyle. MM to natomiast świetnie wyprodukowany album, któremu nie potrzebne są karykaturalne teledyski.

Na uwagę zaskakuje dobór gości. Gdy spojrzałem na setlistę, od razu zainteresowała mnie kolaboracja z Klaudią z xxanaxx i Mesem. Rzeczywiście, kawałek Ciepło-zimno jest jednym z najciekawszych. Mały misz masz. Świetna zwrotka Piotra o niszczeniu przestrzeni publicznej coraz to bardziej irytującymi billboardami a na deser kojący głos Klaudii. Chyba najłatwiejszy w odbiorze utwór z potencjałem singlowym. Zresztą, z najnowszych informacji wynika, że klip jest już w drodze! W Nienawidzę Niezalu trochę rozczarował mnie W.E.N.A., tak jakby na siłę chciał pokazać, że rzeczywiście jest tym „raperem od butów”, czemu zresztą w zwrotce zaprzecza. Przy Abelu wypadł dość blado.

Polska jest gotowa na taką twórczość. Trudną, ale wykonaną ze starannością o każdy detal. Widać to po momentalnym wyprzedaniu całego limitowanego nakładu. Obecnie trwa walka o pojedyncze egzemplarze MM. A warto taką kopię mieć, bo jest świetna nie tylko od wewnątrz. Opakowanie również cieszy oko. Twórczość znad Wisły jak zwykle żyje własnym życiem. Choć był to ogólnie nie najlepszy muzyczny rok, projekty made in Poland były całkiem ciekawe. Było kilka ciekawych premier, a Małe Miasta znajdują się w ścisłej czołówce.

Czytaj również