Bastille – VS. (Other People’s Heartache, Pt.III) (2014), recenzja Joanny Gulewicz

Znamy ich od dosyć niedawna, bo co prawda Bastille powstało jeszcze w roku 2010-tym ale serca szerokiej publiczności Brytyjczycy podbili dopiero na początku zeszłego roku singlem Pompeii, dzięki któremu krążek Bad Blood dotarł na honorowe 1-sze miejsce brytyjskiej listy UK Albums Chart, zgarniając tym samym podwójną platynę. Chwytliwe, niebanalne melodie i całkiem niezła oprawa muzyczna porwały tłumy a świat niemal oszalał na ich punkcie! 9-tego grudnia powrócili z trzecim już mixtapem zatytułowanym VS. (Other People’s Heartache, Pt. III). Co możemy na nim znaleźć?

Otwierający płytę utwór Fall Into Your Arms nagrany wespół z The Gemma Sharples Quartet to urzekająca zarówno instrumentarium jak i nastrojowością kompilacja godna najznamienitszych soundtracków filmowych. Zachwycające i pełne wewnętrznego napięcia partie instrumentalne zogniskowane wokół przejmujących smyczków i pełnego pogłosów, rozchwianego i jakby niewyraźnego wokalu to prosta a jednocześnie trafiająca w najgłębiej tajone uczucia propozycja. Całość została utrzymana w tonacji molowej i mimo, że partie smyczkowe stopniowo wzrastają zgodnie ze wznoszeniem się gamy, każda kolejna całostka rozpoczyna się coraz niżej, dzięki czemu konsekwentnie zostaje utrzymany nastrój ponurego, refleksyjnego zasępienia.

W nie pozbawionym drobnego rockowego „pazurka” Bite Down usłyszymy nieco hipisujące siostry Haim. Utwór bazuje na dynamizującej perkusji, której wtóruje nieco spóźniony względem kolejno rozpoczynających się taktów wokal. Utrzymana w durowej tonacji całość czyni wrażenie rozlewającej się w rozleniwieniu kompozycji doskonałej jako podkład muzyczny ostatnich minut tych wszystkich całonocnych, wyczerpujących nasiadówek, kiedy nikt nie ma już siły się podnieść ale wszyscy chcą się bawić dalej.

Bad News to kolejna beztroska i leniwa propozycja. Tym razem w pracy nad kawałkiem pomagał MNEK, znany z udział w projektach takich sław jak Olly Murs, Sub Focus, czy Naughty Boy. Kompozycja konsekwentnie trzyma się powolnej, rozlewającej się wzdłuż utworu linii melodycznej, z równie kołyszącym i kojącym wokalem MNEK-a i subtelnymi dubstepowymi wtrętami. Propozycja idealna na wieczorne świąteczne spacery.
Zbliżona konstrukcja występuje w Axe To Grind. Również i tutaj dźwięki powoli sączą się z utworu i pomimo mocno dynamizującego automatu perkusyjnego powolna, wręcz „lejąca się” wokaliza i stonowane elementy dubstepowe spowalniają dynamikę utworu.

The Driver dzięki tak charakterystycznemu dla Bastille chwytowi rozwijania wokalu zarówno pod względem natężenia jak i wspinania się po pięciolinii zbliża się do najbardziej znanych kawałków artystów. Także tutaj jednak utwór wydaje się niespiesznie ciążyć ku kolejnym taktom, wstrzymywany delikatnie wraz z nastaniem partii refrenowych i nabierający tempa wraz z ich rozwojem, bo ponownie zwinąć się do subtelnego, kilkudźwiękowego prymarnego tworzywa otwierającego kolejne zwrotki.

Singlowe Torn Apart to pełna dynamizmu kompozycja, która z cała pewnością nie bez powodu została wybrana na singiel. Skoczna, elektroniczna linia wiodąca z mocno zaznaczonym rytmem i charyzmatyczny, pełen żywiołowych wykrzyknień w refrenach wokal wydają się być receptą na sukces.
Warto rzucić okiem na teledysk, skupiający się na zobrazowaniu miłosnych wzlotów i upadków wciąż zmieniających się aktorów, stanowiących chyba całkiem niezłą próbę reprezentującą ogół populacji. Niebanalnie, choć chyba i nie tak obezwładniająco innowacyjnie, jakby panowie sobie tego życzyli, bo sam pomysł mocno przypomina nieco już zakurzony teledysk do Beautiful Christiny Aguilery.

Nikogo zapewne nie zdziwi fakt, że Torn Apart, Pt. II jest oczywiście bliźniaczym bratem Torn Apart. Różnica polega na instrumentarium i wewnętrznym dynamizmie utworu. Podczas gdy Torn Apart jest kawałkiem na poły klubowym, mocno zelektronizowanym i napędzanym silnie zrytmizowanym automatem perkusyjnym, bazą Torn Apart, Pt. II jest kojące i nieco spowolnione względem poprzednika instrumentarium, z jedynie niewielką domieszką elektroniki. Z całą pewnością obie wersje są warte wysłuchania.

Jedna z ciekawszych propozycji na krążku – Weapon, to ciemna, agresywna i gęsta od emocji kompozycja nagrana wraz z amerykańską raperką – Angel Haze. Buńczuczne, wypełnione skargą i niecierpliwością partie wokalne świetnie współgrają ze stonowanym głosem Dana Smitha. Linia melodyczna jest tak naprawdę jedynie nieistotnym tłem utworu, bo najbardziej ogniste i z całą pewnością najciekawsze emocje rozgrywają się w muzycznym dialogu tych dwóch wokaliz.

Zamykający album utwór Remains to urzekająca i pełna niekrytej melancholii kompozycja bazująca na subtelnie rozwijającej się linii gitary i wciąż wzrastającej w natężeniu wokalizie, która niespiesznie porusza się do przodu. Dzięki rozszczepieniu linii melodycznej i wokalizy w partiach refrenowych, utwór zyskuje głębię i przestrzeń, pomimo skąpych, wydawałoby się, środków wyrazu. W kawałku oprócz znanego nam doskonale głosu Dana Smitha usłyszymy również Rag N Bone Mana i Skunk Anansie. Kawałek z całą pewnością wart polecenia.

Podsumowując krążek VS. (Other People’s Heartache, Pt. III) to kawał całkiem niezłej roboty. Dobra oprawa muzyczna, ciekawe rozwiązania techniczne i ta urokliwa, wdzięczna, półsenna mgiełka opalizująca świątecznym zapachem cynamonu i świeżym śniegiem to zapewne jedna z ciekawszych propozycji końca roku.

Czytaj również