Ożywiona odsłona Maggie. Maggie Rogers – Surrender, 2022 (recenzja)

Inne recenzje

Muzyka tej wokalistki nie jest dość znana w naszym kraju. Zdecydowanie bardziej rozpoznawalna jest na zachodzie. Z jej twórczością po raz pierwszy miałem styczność w 2019 roku, kiedy to recenzowałem jej debiutancki krążek Heard It In A Past Life. Zaś 29 lipca tego roku ukazał się jej najnowszy album Surrender. Jak nie ciężko policzyć, od tamtej pory minęło już trochę czasu. Myślę, że był to dla Maggie czas owocny pod względem rozwoju jako osobowości artystycznej.

Już od pierwszego utworu wyraźnie słyszę zmianę, w moim odczuciu na plus, jeśli chodzi o jej muzykę. Poprzedni album był dość niszowy nieśli chodzi o zebrany na nim materiał. Muzyka ta chociaż dobra, nie była jednak dla szerokiego grona odbiorców. Chociaż ten album też nie jest jakoś mocno nastawiony na mainstreamowych odbiorców. Na pewno brakuje mi tutaj przynajmniej jednego bangera, kompozycji, która miała by duże szanse stać się hitem. Rogers wierna jest jednak ścieżce muzycznej, którą obrała i chwała jej za to, bo to się ceni, gdy artysta nie podąża za tłumem, tylko tworzy tak, jak czuje.

Sporo kompozycji to tzw. „cicha woda”. Gdy zacząłem słuchać Anywhere With You, miałem ochotę przełączyć na kolejny utwór, gdyż początek jest tu bardzo zamulający i wprowadzający słuchacza w nostalgię. Podobnie jak i outro tejże piosenki. Z czasem jednak kiedy dochodzimy do refrenu następuje spory zwrot i do gry wchodzi gama instrumentów, które dodają dużego powera. Tego samego nie mogę powiedzieć o Horses. Pierwsze wersy zwrotki oparte są na melodii gitary akustycznej, nieco więcej życia dochodzi w refrenach. Jest to jednak ciut przy długa ballada bez czegoś urzekającego. Stracone 5 minut, jedynie głos Maggie zasługuje tu na uznanie, bo jej czysty wokal brzmi wyśmienicie, podczas wyciągania gór w refrenie. Nie dość, że są one czyste, to brzmią bardzo mocno, da się usłyszeć w jej głosie sporą głębię jak i fajne vibrato, które nie do końca jest takie wyraziste.

Album ten jest przeplatanką utworów o odmiennym charakterze. Żywe kompozycje, przeplatają się co chwilę z tymi smętnymi. Pomiędzy pojawiają się również niepasujące do żadnego z nich, mowa tu o I’ve Got A Friend. Jest to piosenka, która bardzo zaskakuje. Z jednej strony jest bardzo monotonna jeśli chodzi o motyw przewodni, czyli wokal Maggie z akompaniamentem gitary. Natomiast ciekawym dodatkiem jest tu pewien dysonans do reszty w postaci wstawek pianina, które momentami brzmi jak bardzo rozstrojone. Wstawki te są bardzo chaotyczne, być może zabieg polega na tym, by ten chaos w brzmieniu oddawał charakter utworu, a w zasadzie jego tekstu. Mimo wszystko, dzięki temu, chociaż trochę czuję, że jest w nim coś, co zwraca uwagę i zapada w pamięć. Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie bardzo energiczne Shatter. Takie połączenie lat 80tych i genialnego brzmienia syntezatorów, z nutką alternatywnych gitar. Do tego trochę efektu rotary i wyrazisty refren. Jak dla mnie bomba! No i oczywiście znów ten genialny wokal. Całość brzmi bardzo dobrze. Szkoda, że nie ma tu więcej takich kompozycji. Reszta kawałków nie ma w sobie właśnie tego czegoś, co przyciąga uwagę, a w tym wypadku ucho słuchacza. Magnetyzmu można by się doszukiwać w Honey, które brzmi jak hymn. Trochę w stylu rockowych ballad z lat dwutysięcznych, takich jak nagrywała Avrile Lavigne.
Zamykające płytę Symphony i Different Kind of World zamiast na koniec pobudzić jeszcze odbiorcę, to go usypiają. Niestety druga z wymienionych zdecydowanie bardziej jest w tym klimacie. Nie zmienia tego nawet zwrot akcji pod koniec i solo gitary z towarzyszeniem głębokiego basu i głośnej perkusji. W zasadzie, to nie wiem skąd tu pomysł na taką wstawkę, gdyż nie zmienia ona ogólnego odbioru utworu. Z piosenek, o których jeszcze mógłbym wspomnieć, że mi się spodobały, warto przytoczyć Want Want. Dobre rockowe granie, zajeżdża alternatywką, co bardzo mi się podoba. Rogers dobrze odnajduje się w takim brzmieniu. Gdy ma za sobą mocno brzmiące instrumenty i może do nich dodać swój równie mocny i przebijający się wokal.

Sama płyta nie jest zła. Jest to tak naprawdę jej drugi normalny album. Przez te 3 lata nastąpiła w niej duża przemiana, a w zasadzie nie przemiana. Myślę, że to złe słowo. Lepszym byłoby dojrzałość. Maggie bardzo dojrzała jako artystka, nie boi się eksperymentować, podążać swoją ścieżką. Podoba mi się jej otwartość i umiejętność łączenia różnych styli. Czy to w jednym utworze, czy na przestrzeni całego albumu. Wydanie Surrender zapewne nie sprawi, że Maggie będzie bardziej rozpoznawalna w tej części świata, natomiast jest to na pewno album, przy którym warto się na moment zatrzymać i posłuchać czegoś innego, niż to co zazwyczaj słyszymy. Trochę niszowego grania w słuchawkach nikomu nie zaszkodzi. Na koniec dodam tylko, że po głębszym namyśle mogę stwierdzić, że znalazłem tu jednak utwór, który może być i jest dla mnie bangerem na tej płycie. Tym utworem jest Shatter, które jest po prostu genialne i ma wiele twarzy, a także pokazuje wiele rodzajów emocji.

Maggie Rogers - Surrender
  • Data premiery: 29 07 2022
  • Single: Horses
Najlepsze utwory: Shatter, Anywhere With You
Najsłabsze utwory: Symphony, Begging for Rain


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Sebastian Torbicz
Sebastian Torbicz
Muzykolog, absolwent KULu w Lublinie. W wolnych chwilach lubi słuchać Bon Jovi, Delty Goodrem, muzyki francuskiej i wielu innych artystów. Ulubione gatunki to rock i pop. Otwarty na poszukiwanie i odkrywanie nowości w muzycznym świecie. Prywatnie muzyk samouk.

Czytaj również

Muzyka tej wokalistki nie jest dość znana w naszym kraju. Zdecydowanie bardziej rozpoznawalna jest na zachodzie. Z jej twórczością po raz pierwszy miałem styczność w 2019 roku, kiedy to recenzowałem jej debiutancki krążek Heard It In A Past Life. Zaś 29 lipca tego roku...Ożywiona odsłona Maggie. Maggie Rogers - Surrender, 2022 (recenzja)