Maggie Rogers – Heard It in a Past Life (2019), recenzja Sebastiana Torbicza

Od pewnego czasu jej kariera rozwija się w tempie zaskakującym dla niej samej. Tą artystką jest Maggie Rogers, która właśnie wydała swój debiutancki album studyjny. Jego tytuł to Heard It in a Past Life, a wyprodukowany został przez Capital Records. Wybór nazwy albumu nie był przypadkowy, gdyż odnosi się ona poniekąd do utworów wydanych już wcześniej, które znalazły się na krążku.

Maggie jest prężnie rozwijającą się artystką młodego pokolenia, wyrastającą na gwiazdę muzyki z pogranicza indie popu i muzyki alternatywnej. Jej kariera nabrała tempa za sprawą samego Pharrella Williamsa. Jak doszło do skrzyżowania się ich ścieżek? Otóż spotkali się oni na Uniwersytecie Nowojorskim. Rogers brała udział w zajęciach z ekspertem z zakresu komponowania, a był nim Williams, który oceniał kompozycje studentów. Artystka w 15 minut napisała utwór Alaska, który bardzo przypadł do gustu ekspertowi, był nim wręcz zachwycony. Od tamtego momentu wróżył jej wielką karierę, ze względu na wyjątkowy talent Maggie do tworzenia muzyki. Album oprócz wspomnianego utworu Alaska, zawiera również utwory takie jak One and Off, Give a Little, czy też Light On.

Całość otwiera Give a Little, jeden z utworów napisanych specjalnie na potrzeby nowego wydawnictwa. Bardzo spokojna, wpadająca w ucho kompozycja, z dużą ilością elektronicznego brzmienia i rytmicznym brzmieniem stopy. Overnight klimatem i stylem bardzo przypomina wcześniejszą kompozycję. Słuchając jego melodii, odnoszę wrażenie, jakby był jej kontynuacją melodyczną, lecz w nieco wolniejszym tempie. Kolejnym utworem jest The Knife, nie wnoszące nic nowego do albumu. Po nim zaś mamy wspominany już wcześniej utwór Alaska, który pozwolił Rogers wypłynąć. Tutaj w nieco odświeżonej wersji. Co warto zauważyć odbiegający już nieco od wcześniejszych kompozycji. Na całe szczęście! W tle słyszymy etniczne brzmienie bębenków. Tym co wpada w ucho, jest tu wokal artystki. Bardzo ciepła barwa, w wyższych rejestrach na refrenach jest piękna. Nie dziwię się, że spodobała się Pharrellowi.

Light On to utwór ze swoją historią. Jak mówi sama artystka opowiada on o jej ostatnich 2 latach życia. Skierowany jest do jej fanów, jako ukłon w ich stronę, ale także i wiadomość. Mówi w nim o tym, jak wiele się zmieniło, co niekiedy momentami było dla niej przerażające. Jeśli chodzi o same walory kompozycyjne, to jest to dla mnie jeden z lepszych utworów na krążku. Ciekawe powtórzenia głosu w refrenach, hipnotyzujące brzmienie, dobrze dobrane sample, gitara w tle. Następny utwór, Past Life, to bardzo spokojna ballada. Opowiadająca o minionym życiu. Możemy tu usłyszeć nieco inne brzmienie głosu Rogers. Całą tzw. magię robi tu fakt, że z instrumentów mamy tu samo pianino i piękną melodię. Po nim mamy znów elektroniczne, bardzo świeże brzmienie w utworze Say It. On and Off pochodzi z Ep-ki wydanej przez artystkę w 2017 roku. Na uwagę zasługują tu refreny z fajnym flow i energiczny, pulsujący bit. Dużo jest tu również zmian tempa, które pokazują wysoki kunszt artystki, poprzez zabawę rytmem.

Fallingwater zaprezentowane zostało w maju 2018 roku. Spokojna kompozycja, w której nie dzieje się wiele. Połowie utworu, mamy fajny zabieg polegający na spowalnianiu tempa, który daje dobry efekt, gdyż zaczyna w końcu coś się dziać. Kolejny utwór – Retrograde, od pierwszych dźwięków zwiastuje, że będzie się w nim działo coś ciekawego. Bardzo nowoczesne brzmienie, pojawia się gitara z zastosowaniem efektu mającego na celu delikatne rozstrojenie jej brzmienia. Burning to utwór inny od wszystkich na albumie. Jest on taneczny, nóżka sama podryguje w rytm muzyki. W tle pojawia się cały czas jeden motyw, a do tego inne instrumenty. Album zamyka Back in My Body. Bardziej alternatywne niż elektroniczne. Fajne brzmienie perkusji, pojawia się również solo gitary, dodające smaku kompozycji.

Słuchając całego albumu, momentami miewałem co do niego mieszane odczucia. Z jednej strony należy docenić (słusznie) kunszt kompozytorski i ogromny talent Maggie Rogers. Z drugiej zaś, czasem utwory bywały zbyt monotonne i podobne do siebie, dla przykładu trzy pierwsze kompozycje. Z pewnością krążek jest bardzo świeży w brzmieniu. To mieszanka różnych brzmień, elektroniki, indie, popu, trochę alternatywy. Kilka utworów zasługuje na specjalne wyróżnienie, chociażby Light On, On and Off czy też Retrograde. Pojawiają się i słabsze punkty. Gdy jesteśmy przy utworach, warto podkreślić, że artystka brała udział w pisaniu wszystkich tekstów, a także w procesie produkcyjnym. Podsumowując, na zakończenie dodam, że jeśli Maggie nie zatraci się w świecie show biznesu, dużych wytwórni i będzie podążać swoją drogą, to ma szanse na zrobienie dużej kariery. Album polecam wszystkim, którzy lubią odkrywać tych mniej znanych, muzyków młodego pokolenia.

oceny

autor recenzji

Sebastian Torbicz
Sebastian Torbicz
Muzykolog, absolwent KULu w Lublinie. W wolnych chwilach lubi słuchać Bon Jovi, Delty Goodrem, muzyki francuskiej i wielu innych artystów. Ulubione gatunki to rock i pop. Otwarty na poszukiwanie i odkrywanie nowości w muzycznym świecie. Prywatnie muzyk samouk.

Sprawdź nasze inne

Recenzje

Od pewnego czasu jej kariera rozwija się w tempie zaskakującym dla niej samej. Tą artystką jest Maggie Rogers, która właśnie wydała swój debiutancki album studyjny. Jego tytuł to Heard It in a Past Life, a wyprodukowany został przez Capital Records. Wybór nazwy albumu nie...Maggie Rogers - Heard It in a Past Life (2019), recenzja Sebastiana Torbicza