Zapewne wielu z was krążyło po głowie pytanie kim tak naprawdę jest Madison Beer? Do niedawna również je sobie zadawałem i choć czysto biograficznie potrafię już na nie odpowiedzieć, tak muzycznie jeszcze nie ma jasnego rozwiązania tej zagwozdki. Debiutancki album Madison Life Support to z pewnością dobre zamknięcie jej dotychczasowej działalności, tylko czy to jednoczesne narodziny nowej gwiazdy muzyki pop?

Madison Beer to prawie że dwudziestodwuletnia, urodzona w Nowym Jorku wokalistka, która jak większość jej rówieśników, muzyczną przygodę rozpoczęła wraz z prezentowaniem wokalnych umiejętności na swoim kanale YouTube. Jej pierwszym realnym krokiem ku karierze piosenkarki był wydany w 2013 roku debiutancki singiel Melodies oraz utwór We Are Monster High, promujący serię lalek „Monster High”. Od tego momentu, Beer konsekwentnie uzupełniała swoje muzyczne CV, zarówno wydając w roku 2018 epkę As She Pleases oraz kilkanaście samodzielnych singli, jak również śpiewając u boku Davida Guetty, Jaxa Jonesa, czy biorąc udział muzycznym projekcie K/DA. I tak nastał rok 2020, kiedy to wraz z premierą singla Good In Goodbye, Madison rozpoczęła promocję swojego debiutanckiego krążka, który ostatecznie trafił do nas pod koniec lutego roku 2021.
Life Support to wbrew moim przypuszczeniom, bardzo solidny kawałek muzyki, co nie tylko zaskakuje, ale również i cieszy. Nie znajdziemy tu pomysłów od czapy, kiepskich melodii i nienatchnionych tekstów – wprost przeciwnie, jest porządnie, schludnie i co najważniejsze, przyjemnie dla ucha. Produkcja tego krążka jest wprost wyśmienita, co w dodatku jest również zasługą samej Madison, za co ogromny szacunek. Pomimo, że Beer nadal ma stosunkowo niewielkie doświadczenie w tworzeniu muzyki, tak stanęła na wysokości postawionego przez siebie zadania. Jeśli chodzi o styl jej albumu, tak nie tylko postawiła ze swoimi współproducentami na znane już poniekąd rozwiązania, ale i doszło w ich obrębie do kilku mniejszych lub większych eksperymentów, co się zdecydowanie opłaciło. Life Support to niezwykle kompleksowy i spójny album, który zawiera w sobie sporą dawkę dobrze przemyślanych melodii, pięknie okraszających proste historii o młodocianej miłości.
Jednak recenzja tego albumu nie może się obyć bez akapitu, gdzie odniosę się do mniejszych, bądź większych inspiracji Madison Beer, a w szczególności tej Arianą Grande. Tak, Madison wielokrotnie przypomina, zarówno melodycznie, jak i wokalnie, Arianę. Gdybym był bardziej wredny, bez ogródek powiedziałbym, że Beer to Grande dla biedoty, jednak tego nie zrobię, bo sprawa jest bardziej skomplikowana. Będąc zapalonym krytykiem muzycznym, potrafię odróżnić od siebie obie panie, jednak dla laika sprawa nie jest już tak jasna, czego przyczyną wydaje się sama Madison. Słuchając niektórych z jej piosenek, nie wiedząc kto je realnie śpiewa, bez zawahania powiedziałbym, że Ariana. To tak jak ze śmiechem, jest zaraźliwy, a gdy jest ktoś, kogo lubimy i podziwiamy, nie sposób w pewnym momencie nie śmiać się tak jak oni właśnie. Madison raczej nieumyślnie kopiuje Arianę, bo po prostu korzysta z tego, co Grande już stworzyła, nie umiejąc jeszcze odnaleźć samej siebie w tych konkretnych dźwiękach. Na ile to kwestia produkcji, zamierzony zabieg, czy chwilowa maniera – nieważne, z czasem powinna przerodzić się w coś naprawdę autorskiego, w końcu każdy gdzieś zaczynał. Tym bardziej, gdy album Beer rezonuje również z takimi inspiracjami jak Melanie Martinez, Lana Del Rey z czasów Born To Die, Kanye West, czy nawet motywami muzycznymi z filmów o Bondzie.
Czysto muzycznie Life Support stoi gdzieś pomiędzy popem, R&B i wszystkimi ich alternatywnymi odmianami. Jak najbardziej wpisuje się to w aktualne muzyczne trendy, a jednocześnie Madison próbowała, z mniejszym lub lepszym efektem, odnaleźć siebie w tych tendencjach. Ostatecznie wyszło pół na pół – dużo inspiracji Arianą, trochę Chloe X Halle oraz vibe wspomnianych już wcześniej Melanie oraz Lany. Tekstowo również nie mogę mieć większych zastrzeżeń. Są one poprawne i przyjemne – to nie żadna poezja, ale na szczęście nie jest to też wyliczanka. Skoro nie zostałem zanudzony ani melodią ani tekstem, a w dodatku miałem na czym ucho zawiesić, to nic tylko się z tego cieszyć.
Gdybym miał wybierać najlepsze piosenki znajdujące się na Life Supprot, to postawiłbym na cztery z nich. Po pierwsze BOYSHIT, który nijak ma się co do pozostałych utworów. Pop w swej najbardziej ekstatycznej i radosnej formie, w dodatku o bardzo feministycznym wydźwięku. Nie sposób było mi się mu oprzeć – jest fantastyczny. Po drugie, Follow The White Rabbit – najbardziej eksperymentalny, a jednocześnie najbardziej charakterystyczny utwór, który po prostu nie ma sobie równych. Po trzecie Selfish, czyli piękna, acz skromna i prosta ballada o miłości. Po czwarte Stained Glass, które jest bardzo bliskie kultowego w moim mniemaniu Runaway Kanye Westa. Mimo podobieństw, jest równie ciekawy i niesztampowy, jak jego inspirator. Na końcu pochwalę również The Beginning, gdzie Madison niezwykle eterycznie prezentuje swoje wokalne umiejętności i wywołała bardzo rzadkie u mnie ciarki – szacuneczek.
Life Support to dla mnie całkiem spora niespodzianka. Madison Beer nie okazałą się kolejną muzyczną lasencją, która śpiewa to, co jej każą. Madison wiedziała, co chce osiągnąć za sprawą swojego debiutu i w głównej mierze się jej to udało. Nic tylko gratulować i życzyć dalszych sukcesów, bo te w mojej opinii wydają się wielce prawdopodobne. Takie wsparcie mojego życia jest jak najbardziej pożądane.
- Data premiery: 26 02 2021
- Single: Good In Goodbye, Selfish, Baby, BOYSHIT
