Lucy Hale – Road Between (2014), recenzja Joanny Gulewicz

Być może nazwisko panny Hale niewiele komukolwiek mówi. By nieco przybliżyć sylwetkę tej 25-latki z Memphis powiem, że to właśnie ona wciela się w rolę Arii Montgomery – jednej z głównych bohaterek w dość popularnym serialu dla nastolatek „Pretty Little Liars”.

Jak to się dziś często dzieje po kilku latach spędzonych na planie serialu Karen Lucille Hale (bo tak brzmi w rzeczywistości jej pełne imię) postanawia w końcu wydać debiutancką płytę. Pierwsze kroki w branży muzycznej ma już dawno za sobą, bo już w 2011 roku kilka nagranych przez nią kawałków trafia na soundtrack do A Cinderella Story: Once Upon a Song. Mimo to postać młodziutkiej aktorki pozostaje niezauważona i ginie w natłoku innych gwiazdeczek.

Na początku stycznia tego roku ukazuje się nareszcie debiutancki singiel panny Hale: You Sound So Good To Me a, jako że spotkał się z pozytywną opinią, już pół roku później Lucy kończy nagrywać swój pierwszy album. 3 czerwca nareszcie ukazuje się jej debiutancki krążek Road Between.

Może zacznijmy od okładki, na której przyodziana w białe zwiewne szaty aktorka stoi na skraju pustej drogi, a włos jej lekko na wietrze powiewa. Tak. Też spodziewałam się jakichś słodkich, nieco nostalgicznych i „pościelowych” popowych przyśpiewek. Tymczasem pierwszy kawałek, który jest równocześnie jej debiutanckim singlem twardo brnie w stylistykę country. Utwór ma dosyć chwytliwą, lekką melodię i faktycznie, jak na country przystało, idealnie nadaje się jako tło muzyczne wiejskich potańcówek. Niestety żadna z niej LeAnn Rimes i już od pierwszych taktów słychać, że panienka Hale nie prezentuje zbyt dobrych umiejętności wokalnych. Utwór ma sporo momentów wymagających użycia wysokich rejestrów wokalnych i to właśnie te partie obnażają swego rodzaju niewydolność głosu Lucy, który niestety nie wytrzymuje tego typu skoków i bardzo szybko się załamuje, czego nie są w stanie zatuszować nawet występujące w refrenach pomocnicze chórki.

Teledysk za to ma dosyć przyjemną postać, choć słoneczna przejażdżka grupy nastolatków wzdłuż pustej drogi wydaje się być wtórna względem podobnie skonstruowanego teledysku Katy Perry do Teenage Dream.

Nieco lepiej radzi sobie kawałek From The Backseat. Więcej tu brzmień gitarowych i jakby więcej przestrzeni, a dzięki zniwelowaniu wysokich rejestrów piosenkarce udaje się obejść problem skali swojego głosu z daleka. Wydaje się, że Lucy stara się w pewien sposób zbliżyć do Alanis Morisette, ale raczej bezskutecznie. Dość podobny typ muzyczny prezentuje Red Dress, w której nagrywaniu brał udział Joe Nichols oraz That’s What I Call Crazy.

Nervous Girls z kolei to klasyczna „pościelówka”. Wokalowi towarzyszy ledwie słyszalne brzdękanie na gitarze, gdzieniegdzie delikatne pianinowe wstawki i trochę syntetyzatorów. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie znaczna dysproporcja natężenia dźwięku tła względem głosu aktorki. W najmocniejszych momentach wokalnych, również tło staje się mocniejsze, przez co całość wydaje się technicznie raczej nieprzemyślana. Podobna „pościelowa” atmosfera panuje w Kiss Me, choć i tutaj wokal co jakiś czas jest zagłuszany zbyt mocnym tłem. Na tę samą modłę został zrobiony tytułowy utwór płyty Road Between.

Dosyć ciekawą propozycją wydaje się Goodbye Gone. Bliżej tu do mocnego kobiecego wokalu spod znaku LeAnn Rimes, co doskonale podkreśla wiodąca linia perkusji i gitary. Również Lie a Little Better stawia na zdecydowany, mocny wokal ale niestety melodia oparta o przechodzenie przez jedną gamę w górę, to znów w dół nie jest w stanie zaoferować absolutnie żadnego zaskoczenia a co więcej robi wrażenie mało melodycznego, bo wokal nie za bardzo potrafi się umiejscowić w tej kilkutonowej kompozycji i pojawia się tam, gdzie chyba najmniej się z nią zgrywa. Trudno powiedzieć czy ten brak melodyczności jest wynikiem kiepskiej kompozycji, czy może z braku słuchu muzycznego panny Hale.

Love Tonight za to wydaje się dość mocno nawiązywać do stylistyki Cheryl Crow ale i tutaj rezultat jest raczej opłakany. Wokal opiera się właściwie o zaledwie dwa chwyty gitarowe i to dosyć słabej proweniencji a całość wydaje się dosyć nużąca.

Niespodzianką jest ostatni kawałek z płyty – Just Another Song. Utwór ma dosyć ciekawą, wielopoziomową budowę i brzmieniem zbliża się do kołysanki. Wychodząc od niewinnej i słodkiej melodii i delikatnego wokalu rozwija skrzydła w refrenach, gdzie zmienia tonację i poszerza spectrum instrumentalne. Poza Lucy Hale nad kawałkiem pracował również Catt Gravitt, znany ze współpracy między innymi z Adamem Lambertem, czy Kelly Clarkson i być może to właśnie jemu należałoby przypisać sukces kompilacji.

Podsumowując płyta jest raczej zwyczajna, a panienka Hale moim skromnym zdaniem zdecydowanie lepiej radzi sobie z grą aktorską, niż ze śpiewem.

Dla tych, którzy są odmiennego zdania zapewne dobrą nowiną będzie fakt, że na 21 lipca została zaplanowana premiera kolejnego singla z płyty pt. Lie a Little Belter .

Lucy-Hale-Road-Between-Album-Cover-Art

Czytaj również