Polska scena alternatywna z roku na rok zyskuje na sile. Młodzi artyści szturmem podbijają rynek muzyczny, tworząc coraz to oryginalniejsze projekty. Jednym z nich jest kwartet Lor. Co prawda prężnie działa już od jakiegoś czasu, jednak niespodziewanie po sukcesie debiutanckiego Lowlight zapowiedział premierę EP-ki sunlight. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko przenieść się w muzyczną podróż do słonecznej krainy, stworzonej przez zespół.

Lor są jednymi z oryginalniejszych artystek współczesnego przemysłu fonograficznego w naszym kraju. Sama nazwa zawiera ostatni człon słowa folklor, jednak na próżno szukać inspiracji nim w ich muzyce. Mieszając odważnie folk z niewinnym popem skradły serca wrażliwych na piękno słuchaczy już od pierwszych melodii publikowanych w sieci. Na swoim koncie mają już większość największych polskich festiwali, koncerty za granicą i support przed występem norweskiej artystki – Aurory.
Tym razem dziewczyny zaserwowały nam coś odrobinę innego. Konsekwentnie pozostają w konwencji, którą stworzyły przy albumie Lowlight, jednak przy nowej muzyce czuć powiew świeżości.
Może dlatego, że jak same podkreśliły, jest to EP-ka mocno eksperymentalna. Po czterech latach „kiedy płyta?”, wreszcie miałyśmy tę płytę i mogłyśmy pracować zupełnie luźno, z myślą, że możemy zrobić cokolwiek zechcemy i kiedykolwiek zechcemy. Potraktujcie tę EP-kę jako eksperyment i jako zabawę, bo tym stała się dla nas muzyka.
Nikt nie miał wobec nich żadnych oczekiwań, a wszystkie utwory powstały z czystej pasji do tworzenia.

sunlight to nieco ponad kwadrans muzyki. Łącznie siedem kawałków, w tym trzy interludes, tworzy spójną całość. Jej tematyka oscyluje wokół Słońca, emocji oraz wrażeń, które przynosi gra świateł i ciepła. Już same tytuły nam o tym mówią, bo wiele z nich to interesująca gra słów, np. the sun is not my son. Płytę rozpoczyna interlude pt. welcome home, sun, które jest istnym wprowadzeniem do świata wykreowanego w tej płycie przez recytację definicji światła słonecznego na tle nastrojowej muzyki. Kolejnym utworem jest sun#2, moim zdaniem najlepszy. Jest to duet z innym świeżym artystą runforrest. Ich głosy wspaniale ze sobą współgrają, tworząc ciepły, melancholijny klimat. Uroku dodaje mu piękny tekst oraz poklatkowy teledysk nagrany przez same dziewczyny. suntescobar to następny czarujący utwór, którego melodia przenosi nas do zupełnie innej rzeczywistości, szczególnie ostatnie sekundy z ich hipnotyzującym rytmem spotęgowanym śpiewem. Dalej mamy smutne the sun is not my sun z dość surową warstwą muzyczną. Grają tu głównie skrzypce i pianino, co dodaje tragizmu do przejmującego wokalu. Już na półmetku jest pierwszy singiel bye bye, sun fransisco, którego hipnotyczna muzyka od razu wpada w ucho tak, że chce się słuchać jeszcze i jeszcze. Outro tworzy where did the sun go, przywodzące na myśl ostatnie chwile słońca na nieboskłonie, które zaraz ma zniknąć za horyzontem.
Największym plusem EP-ki jest właśnie ta spójność. Wszystkie utwory harmonijnie ze sobą współgrają, lecz każdy jest zupełnie inny. Ma inną warstwę muzyczną, ale również traktuje o innych emocjach, związanych ze Słońcem. Umiejętność pisania tekstów stoi na najwyższym poziomie. Już przy poprzedniej płycie dziewczyny zdały test z pisania po angielsku, a teraz jest nawet lepiej, ciekawiej. Chociaż osobiście chciałbym usłyszeć je po polsku, chociaż w jednym utworze. Takie nadzieje dał mi kawałek pt. słońce, jednak okazało się, że jest to przerywnik, w którym słyszymy błąd w nagrywkach na tle poważnych skrzypiec. To tylko dodaje autentyczności ich samodzielnej, nienarzuconej przez nikogo pracy.
Jeśli miałbym się czegoś przyczepić, to tylko długości. Wiadomo, że EP-ki nie są strasznie długie, jednak liczyłem na coś więcej. Cały materiał jest zamknięty w piętnastu minutach (razem z interludes) i choć niczego nie brakuje, czuję lekki niedosyt. Ale to pewnie dlatego, że uwielbiam muzykę Loru i mógłbym ich słuchać godzinami!
Podsumowując, „sunlight” to niesamowicie klimatyczna płyta ze spójnymi, nostalgicznymi utworami. Właśnie w tej pracy czuć ogromną pasję dziewczyn do tworzenia, bo choć od premiery ich albumu minął dopiero rok, one cały czas pracują nad czymś świeżym. Ten powiew świeżości przyniósł aż całą EP-kę. Wszystko stoi na najwyższym poziomie, a przecież było produkowane w domowych warunkach. Mądre teksty, melancholijna muzyka… Czego chcieć więcej? Kilku minut dłużej!
- Data premiery: 13 03 2020
- Single: bye bye sun francisco, sun#2

