Nie jest tajemnicą, że Beyoncé (dziękujemy, Beyoncé) stanowi inspirację dla wielu dzisiejszych gwiazd. O swoim uwielbieniu dla artystki otwarcie mówi również Lizzo i podkreśla, że to właśnie jej twórczość znacząco wpłynęła na nowy album.

W porannej audycji radiowej The Breakfast Club Lizzo opowiedziała o procesie twórczym stojącym za nadchodzącą płytą Love in Real Life. Gwiazda przyznała, że zmagała się z niskim poczuciem własnej wartości i lękiem społecznym, co doprowadziło do izolacji. Te doświadczenia były bezpośrednim skutkiem pozwu wytoczonego przez członków zespołu.
Bałam się iść, bo szczerze mówiąc, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Myślałem, że ludzie mogą rzucać we mnie pomidorami, nie miałem pojęcia, co o mnie myślą.
zdradza Lizzo.
Przełom nastąpił, gdy trasa koncertowa „Renaissance World Tour” Beyoncé zawitała do rodzinnego Houston. Lizzo wybrała się na show incognito i spotkała ją tam wyjątkowa niespodzianka.
Na koncercie ludzie okazywali mi tyle miłości, mówili takie rzeczy jak: „Wspieramy cię”, „Otrząśnij się z tego gówna” i „Kochamy cię”. Rozpłakałam się. Tak właśnie wygląda prawdziwa miłość. Nie można znaleźć jej w internecie, taką miłość można doświadczyć tylko w prawdziwym życiu. Wiedziałam, że muszę napisać o tym album.
Artystka przyznała, że to właśnie tamto doświadczenie stało się impulsem do rozpoczęcia prac nad nowym albumem. Pytania o prawdziwą miłość i autentyczne relacje stały się dla niej drogowskazem.
Love in Real Life to piąty krążek w dyskografii Lizzo, którego premiera przewidziana jest na lato 2025 roku. Płytę zapowiadają dwa single: tytułowy utwór oraz Still Bad.
Zobaczcie pełną rozmowę dla The Breakfast Club.

