Fanom polskiego rocka zespołu Lipali nie trzeba przedstawiać. Jednak gdyby ktoś nie był słuchaczem tego rodzaju muzyki, Lipali to nic innego jak jeden z projektów Tomka „Lipy” Lipnickiego, założony na początku tego stulecia. Pod koniec listopada zeszłego roku wydali szósty w swojej karierze album. Aczkolwiek zwolenników Lipy odeślę do słuchania Illusion. Chyba, że pogodzą się z faktem, iż Fasady to coś więcej niż tylko brudne gitarowe riffy.
Nie mówię, że na płycie brakuje tego typowego rockowego grania, ale od samego początku słychać, że jest to coś innego, nowego. Utwór Ludzie 1.2, rozpoczynający Fasady, to dźwięki niemal plemienne, przynajmniej podczas zwrotek. Na szczęście nie zabrakło tutaj mocnej strony Lipali, którą słychać głównie w refrenach. Do tych ostrzejszych brzmień można również zaliczyć Wolność, z bardzo intrygującym instrumentalem w środku utworu, składającym się z gitary brzmiącej trochę jak w progresywnym graniu i syntezatorem imitującym dźwięk klaskania. Tą część muzyki progresywnej słychać również w zwrotkach Krajobrazu bez człowieka, przejawiającej się głównie w dźwięku gitary. W refrenach możemy spokojnie wrócić do ostrego rocka. Natomiast Kumulacja osadzona jest w głębi grungu.
Na tych czterech utworach można zakończyć recenzję, dla tych, którzy Lipali nieodmiennie kojarzyć będą z stricte rockową muzyką. W tym momencie w Fasadach pojawia pewnego rodzaju nostalgia, a muzyka staje się bardziej eksperymentem, dla którego rock jest tylko gruntem. A gdyby tak… to kompozycja z melodyjnym wokalem, do której momentami wkrada się trochę mocniejszej gitary i wyraźniej brzmiącej perkusji. Chłopcy rozpoczynają przyjemne dźwięki gitary. A kiedy człowiek już myśli, że usłyszy balladę, utwór przeradza się w ciekawie brzmiącą kompozycję, rozrastającą się z każdą sekundą. Gdybyście jednak mieli ochotę posłuchać ballady stworzonej przez Lipali, warto sięgnąć po Wschód. Delikatne dźwięki klawiszy, bas, spokojna gitara i przepiękne smyczki. Naprawdę nie potrzeba nic więcej do wykreowania tak pięknej, a zarazem nostalgicznej atmosfery. Na krążku mamy jeszcze Kawy dwie. Utwór nieco bardziej wyrazisty, odbiegający od standardowej spokojnej piosenki.
Słuchając Fasad znajdziemy również dwa anglojęzycznej utwory. Sunrise i Lava Love, w którym najbardziej zadziwia pojawiające się swingowe brzmienie. Na deser pozostaje Tuż za Twoim progiem. Kiedy pierwszy raz przesłuchiwałam płyty i nadszedł czas właśnie na ten utwór, myślałam, że ktoś przełączył Fasady na stację radiową. Bo kto pomyślałby, że Lipali nagrają utwór rozpoczynający się jak zwykła popowa piosenka. Na dodatek z gwizdami kojarzącymi się co najmniej z nadejściem wiosny. Na szczęście klimat zmienia się wraz z kolejnymi dźwiękami.
Co istotne – ten album należy przesłuchać w samotności, w zamkniętym pokoju. Tylko wtedy zrozumie się sens tekstów. A dawno nie słyszałam tak dobrej warstwy lirycznej utworów. Szczególnie warto zwrócić uwagę na kompozycje Ludzie 1.2, Kawy dwie, a także przewrotną Kumulację. Jednak sedno Fasad słychać przede wszystkim w A gdyby tak… .
Album jest na pewno odmienną częścią twórczości Lipali. Przypuszczam, że zagorzali fani zespołu słuchając Fasad mieli mieszane odczucia, gdyż w tej muzyce i tekstach słychać o wiele większą dojrzałość. Ciężko jest dokładnie opisać wszystkie utwory, znajdujące się na płycie, gdyż w każdym z nich znajduje się coś charakterystycznego, co odróżnia go od pozostałych. Pomimo pojawiającej się niesamowitej różnorodności dźwięków płyta jest spójna, a przede wszystkim zaskakująca i intrygująca. Nie ośmielę się powiedzieć, że to najlepszy album Lipali (jak do tej pory).


