Linkin Park – Living Things
- Artysta: Linkin Park
- Tytuł: Living Things
- Data premiery: 2012 roku
- Gatunek: Alternatywny rock
- Długość: 36:59
- Wytwórnia: Warner Bros.
- Single: Burn It Down, Lost in the Echo
- Ocena: 7.5/10
Dwanaście lat temu, rynek muzyczny zyskał bardzo dobrze zapowiadający się zespół, jakim jest Linkin Park. Albumem Hybrid Theory weszli z mocnym przytupem na światową listę grup z wielką przyszłością. Dwa miesiące temu, zespół z Agoura Hills, wydał swój piąty studyjny album. Pytanie brzmi jednak, czy potwierdzili nim swoją innowacyjność i pomyślowość, czym zupełnie dominowali nad swoją konkurencją?
Po świetnym A Thousand Suns, Linkin Park kazało czekać blisko dwa lata na swoją kolejną produkcję. Pierwsze, co zdecydowanie rzuca się w oczy, to długość omawianego albumu. Tylko 37 minut, na które fani musieli czekać bardzo długo. Czy to wystarczy, aby zaspokoić fanów na ten kolejne lata, bez nowego krążka?
Płytę otwiera kawałek Lost in the Echo. Moim zdaniem, mocne rozpoczęcie tego longplay’a. Zespół zdecydował, że będzie to drugi singiel promujący ten album, co jest zdecydowanie dobrym krokiem. Również wybór Burn It Down na pierwszy utwór, promujący krążek był dobrym zabiegiem. Kawałek jest w stanie zachęcić słuchaczy, którzy nie byli pewni czy LP wygra dobrą produkcję. Burn It Down może w tym momencie posłużyć jako przykład, jak wygląda krążek Living Things – przeplatany rap Mike’a z głośniejszym wokalem Benningtona, jeśli chodzi o samą muzykę, jest świetna, co tu więcej mówić…
Muszę przyznać, że Lies Greed Misery jest dość dziwnym utworem… Dziwnym, a zarazem najgorszym z całego albumu. Kawałek ten, odstaje od reszty i można go raczej traktować jako eksperyment, próbę połączenia muzyki elektronicznej z nisko strojonymi gitarami… Nie brzmi to jednak dobrze, więc najlepiej jak utwór ten zostanie zapomniany.
I’ll Be Gone, zdecydowanie przypomina klimatem utwory z płyty Minutes to Midnight, która została wydana w 2007 roku, co zdecydowanie można zaliczyć do plusów. Castle of Glass to, muszę przyznać, pierwszy kawałek z Living Things, który usłyszałem i muszę przyznać, że dla mnie jest to najlepsza produkcja z całego longplay’a. Spokojny, łagodny utwór, z chwytliwym podkładem, zaliczam do zdecydowanych zalet tego albumu. Mogę śmiało podejrzewać, że Castle of Glass będzie trzecim singlem z Living Things i może on trafić do naprawdę wielkiej liczby odbiorców, bo ma on zadatki na pojawienie się na szczytach list przebojów.
Victimized… i po spokojnym Castle of Glass dostajemy ciężkie brzmienia, rodem z Hybrid Theory. Zaraz później, Roads Untraveled, czyli kolejny spokojny utwór. Widać, że LP na tym krążku lubi bawić się klimatami, i raz prezentuje nam ciężki, metalowy utwór, aby zaraz zaprezentować spokojny, wyciszający numer. Myślę, że jest to bardzo dobre zagranie, bo każdy może tu coś znaleźć dla siebie, nieważne, jakiej muzyki jest pasjonatem.
Kolejne piosenki, Skin to Bone i Until It Breaks są zupełnymi przeciwieństwami. Pierwsza z wymienionych, jest zupełnie podobna stylowo do utworów z A Thousand Suns, w drugim natomiast można zauważyć świetną formę Mike’a, który doskonale skleja zwrotki. Na końcu kawałka, czeka nas niespodzianka. Jest to outro, wykonane przez Big Bad Brada, które brzmi tutaj doskonale.
Living Things zamyka Powerless i poprzedzające intro – Tinfoil. Spokojne, przypominające brzmienia z poprzednich longplay’ów zakończenie albumu. Jako ciekawostkę mogę dodać, że utwór ten, zagościł w soundtracku do filmu o Abrahamie Lincolnie.
Na Living Things wiele osób długo czekało. Czy się zawiedli? Moim zdaniem nie powinni. Album ma może i kilka słabych stron, jednak jako całość, oceniam go bardzo pozytywnie. Fakt, gatunkowo krążek odstaje od poprzednich, jednak świat cały czas idzie do przodu, więc sam zespół również powinien się zmieniać, co doskonale im wychodzi. Wiele osób twierdzi, że Linkin Park od tego momentu zacznie produkować muzykę pop. Niektóre kawałki może i przypominają ten typ muzyki, jednak na Living Things tak naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie, bo mamy tu i lekkie brzmienia, i mocne utwory, a także wpadające w ucho piosenki. Teraz jedynie, pozostaje czekać kolejne dwa, może trzy lata, na kolejny krążek Linkin Park.



