Lilly Hates Roses – Mokotów (2015), recenzja Marty Mrowiec

Lilly Hates Roses zauroczyli mnie swoim debiutanckim krążkiem dwa lata temu. Something to Happen to album, do którego często wracam, i który bardzo lubię. Przyszedł czas na drugi krążek. Dzisiaj premierę miał Mokotów. I znowu dałam się oczarować, wciągnąć i przeżyć ten album razem z duetem.

Lilly Hates Roses, czyli poznańsko – toruński duet stworzony przez  Kamila Durskiego i Kasię Golomską.  Zespół wygrał konkurs Make More Music, organizowany przez Empik i podpisał kontrakt płytowy z Sony Music Poland. Tym samym mieli możliwość wydania swojego debiutanckiego albumu. Przyczyniło się to do tego, że zaistnieli na rynku muzycznym, a co ważniejsze w świadomości słuchaczy. Po dwóch latach od pierwszego albumu przyszedł czas na drugi. Otrzymaliśmy Mokotów, czyli zbiór 11 kompozycji. To ponownie wspaniała podróż po różnorodnych i wysublimowanych dźwiękach, momentami niezwykle spokojna i nostalgiczna, miejscami nieco zwariowana. Lilly Hates Roses pokazali, że ciągle się rozwijają i tworzą rzeczy nowe, jednak nadal pasujące do nich i swojej twórczości, którą przedstawili nam na debiucie.

Kamil Durski i Kasia Golomska to nieprzeciętny duet, w którym podobne gusta i wrażliwość na muzykę tworzą spójną całość z nieokiełznaną kreatywnością, swobodą tworzenia, a przede wszystkim szczerym przekazem. To właśnie prawda jest jedną z najważniejszych cech brzmienia Lilly Hates Roses. Ich piosenki z łatwością przechodzą z lekkiej i przyjemnej stylistyki znanej choćby z dokonań Angusa i Julii Stone’ów, do gorzkich, czasem smutnych wyznań jak u Sun Kil Moon. Wszystkie oblicza Lilly Hates Roses mają jednak ten sam wspólny mianownik –prawdę.

Debiutancki album Something To Happen, zebrał wiele pochlebnych recenzji. Podczas jego tworzenia zespół pracował z Maciejem Cieślakiem, członkiem legendarnej Ścianki i współtwórcą albumów takich grup jak Myslovitz, Lenny Valentino czy Kristen. Tym razem Lilly Hates Roses połączyli siły z Bogdanem Kondrackim, producentem i kompozytorem, który współpracował z takimi artystami jak  Monika Brodka, Smolik, Dawid Podsiadło czy Ania Dąbrowska. Te wielkie nazwiska mówią same za siebie, nie trzeba chyba przypominać sukcesu jaki osiągnął Dawid Podsiadło. Bogdan Kontracki zna się na rzeczy. Dodając do tego doświadczenie duetu zebrane przy nagrywaniu debiutu, wiele koncertów, także poza granicami Polski oraz występy na największych krajowych festiwalach otrzymujemy album spójny, przemyślany i doskonale nagrany.

Album otwiera Feng Shui, w którym wokal Kasi przypomina mi Marcelinę. Sam utwór jest niezwykle melodyjny, jednak stonowany. Po nim wpadamy w wir zwariowanego Spiders and Snakes. Bardzo skoczny numer, który szybko wpada w ucho. Przeplatające się wokale stanowią dla siebie idealne uzupełnienie. Męski, niski głos Kamila oraz miejscami dziewczęcy śpiew Kasi idealnie – i co ważne – w naturalny sposób ze sobą współgrają. To napędza cały album stanowiąc o jego sile. Z pędzących pająków i węży wpadamy w rytmiczne Predictible. Na uwagę zasługuje również duet z Dawidem Podsiadło. Lifeboat to klimatyczny numer, w który artysta świetnie się wpasował. Generalnie na albumie mamy względnie spokojne utwory, kilka z nich jest bardziej energicznych dzięki czemu album nie nuży.

Cieszę się, że Lilly Hates Roses zdecydowali się na kilka utworów w rodzimym języku. Mokotów urzeka nastrojem, dojrzałością i instrumentalną oszczędnością. Dość silna na świecie scena akustycznego indie-folku nie ma w Polsce zbyt wielu reprezentantów. Stąd tym bardziej cieszy pojawienie się Lilly Hates Roses i fakt, że się odnaleźli na rynku i nadal tworzą świetne utwory. Jestem zauroczona!

mokotow

Czytaj również