Leona Lewis – Christmas, With Love (2013), recenzja Filipa Wiącka

Ostatnie lata w karierze Leony Lewis nie należały do zbytnio udanych. Jej album Glassheart przepadł na listach przebojów, wokalistka od dawna nie miała też przeboju na miarę Bleeding Love czy Better in Time. Zanim jednak artysta ostatecznie rozstała się z Syco Records, dali jej jeszcze jedną szansę. Nagranie świątecznego krążka. Niestety – i tu Leona poległa.

Od czasu wydania płyty Echo w 2009 – średniej, dużo słabszej od świetnego, debiutanckiego Spirit – Leona Lewis zwyczajnie nie ma szczęścia. Ani do producentów, ani do tekściarzy, ani do przebojów, co najbardziej widać chyba na przykładzie albumu Glassheart. Rozstrzał gatunków, klimatu, ballady obok dubstepu, nawet remiks Collide z Avicii. Koniec końców krążek i tak był jednym z lepszych wydanych w 2012 (cudowne utwory takie jak Come Alive czy I to You uratowały sytuację), jednak widać było, że w obozie Lewis coś wyraźnie nie gra. Czy zmienił to świąteczny album?

Zestaw piosenek nagranych przez wokalistkę nie zaskakuje. Na Christmas, With Love nie mogło zabraknąć takich utworów jak najpiękniejsze kolędy O Holy Night oraz Silent Night. Znalazło się tu także miejsce dla klasycznego Ave Maria i piosenek coverowanych już setki razy (Christmas (Baby Please Come Home), White Christmas). Dopełnieniem albumu są trzy nowe kompozycje napisane przez samą Leonę.

Jako że autorskie kompozycje są w mniejszości, to właśnie od nich zacznę. Singlowy kawałek One More Sleep jest piosenką, która z miejsca trafić by mogła do centrum handlowego. To bardzo płaska, wymuszona i banalna pozycja. Leona śpiewa bez emocji, pojawiają się kiczowate dzwoneczki, a jedyne, co numer ma wspólnego ze świętami, to powtarzane wielokrotnie słowo Christmas. Znacznie lepszą piosenką jest Mr Right. To całkiem pogodne, radosne nagranie, które szybko wpada w ucho i nie wywołuje grymasu w przeciwieństwie do pierwszego singla. O ile jednak One More Sleep i Mr Right to przebojowe nagrania, tak w zupełnie w innym kierunku zmierza Your Hallelujah. To bez wątpienia najpiękniejsza kompozycja zawarta na Christmas, With Love. Uwagę zwraca nawet nie tyle romantyczny tekst czy ładna melodia, co przepiękne wykonanie Leony. Jej muzyka tak powinna brzmieć zawsze.

Poza Your Hallelujah tylko kilka piosenek na dłużej przyciągnęło moją uwagę. Przede wszystkim jest to O Holy Night. Uważam, że to ogólnie jedna z najpiękniejszych kolęd. A jak jeszcze wykonuje ją ktoś tak niesamowicie utalentowany jak Leona Lewis, to nie sposób nie pokochać. Trudno przejść obojętnie także obok zaśpiewanej niemalże a capella wersji Silent Night. Najbardziej jednak zaskakuje Ave Maria. Ta klasyczna kompozycja to niewątpliwie najtrudniejszy ze wszystkich świątecznych szlagierów. Wokalistka nie tylko utworowi podołała – ona wyniosła go na zupełnie nowy poziom. W Ave Maria śpiewa niemalże operowo! Pokazała, że jej wokal może przybierać najróżniejsze barwy, za co należy jej się ogromny szacunek.

Kompletnie nie przypadła mi do gustu ostatnia część albumu. Niestety, dużo utworów z Christmas, With Love brzmi tak, jakby artystce zabrakło już pomysłu na kolejne piękne ballady. Zupełnie nie przekonuje mnie hałaśliwa i chaotyczna wersja Winter Wonderland. Całkiem podobne (i niestety nie lepsze) jest Christmas (Baby Please Come Home). Przyjemnie zaczyna się I Wish It Could Be Christmas Everyday. Już po chwili przeradza się jednak w kolejny nijaki kawałek do przesłuchania i zapomnienia. Rozczarowało mnie ponadto wykonanie White Christmas. Leona spłaszczyła ten dobry bądź co bądź numer i sprawiła, że cała jego magia gdzieś uleciała. Szkoda, że aranżacje utworów na Christmas, With Love nie powalają. Zupełnie zmarnowano także potencjał zaproszonej orkiestry.

Kilka pięknych ballad, cała masa zapychaczy i trzy autorskie kompozycje przygotowane specjalnie na album Leony Lewis. Tak w dużym skrócie prezentuje się płyta Christmas, With Love. Na krążku zupełnie nie czuć świątecznej atmosfery. Zamiast tego podczas słuchania longplaya towarzyszyło mi dosyć nieprzyjemne wrażenie, że nagrano go wyłącznie w celu załatania dziury budżetowej. Świąteczne albumy są przecież lubiane i chętnie kupowane. Jako jednak że już jutro święta życzyłbym sobie (i Leonie), by jej przyszłoroczny krążek powalił nas na kolana.

Leona-Lewis-Christmas-With-Love-2013

Czytaj również