Lari Lu – 11 (2014), recenzja Łukasza Jankowskiego

Anna Józefina Lubieniecka to wokalistka o której mogliśmy niejednokrotnie usłyszeć. Dała się poznać w programie Szansa na sukces, potem stała się częścią zespołu Varius Manx. Teraz jako Lari Lu postanowiła zaprezentować swój długogrający debiut zatytułowany 11. Czy warto się z nim zapoznać? Zobaczmy.

Artystka postanowiła zrezygnować z medialnego szumu, by w ciszy pracować nad swoim pierwszym solowym wydawnictwem. Może to i dobrze, gdyż do rąk dostaliśmy krążek, który z przebojowością ma bardzo mało wspólnego. Lari Lu przedstawiła album kompletny, niebędący zbiorem wytworów muzyczno-podobnych, które z łatwością mogłyby zostać przebojami we wszystkich popularnych stacjach radiowych. Wokalistka postanowiła  pójść jednak inną drogą, która według mnie jest drogą słuszną. W rezultacie otrzymaliśmy dojrzały projekt, który w pełni docenia się jako całość, a nie tylko pojedyncze kawałki wyrwane z kontekstu. Już sam początek wprowadził mnie w niepowtarzalny klimat. Pierwsze minuty pokazują o co konkretnie chodziło wokalistce i po prostu zachwyca od pierwszych chwil. Zostajemy zabrani w niezwykła podróż po cudownej krainie, która obdarowała mnie ogromem emocji ukrytych w elektronicznym brzmieniu. Nie jest to jednak elektronika w czystej postaci, została ona połączona z żywymi instrumentami. Daje to bardzo ciekawy efekt, który po prostu zwala z nóg,

Muszę przyznać, że rzadko kiedy spotykam się z tak mocnym otwarciem albumu jakim niewątpliwie jest kompozycja Smok. Piosenkarka hipnotyzuje od pierwszych chwil zapoznawania się z tym numerem. Bardzo do gustu przypadł mi fakt, że Lari Lu postanowiła stopniowo dawkować emocje i nie odsłania wszystkich kart już w pierwszej piosence. Z każdym numerem zaskakuje coraz bardziej i dlatego warto zapoznać się z tym albumem od deski do deski. Każda z kompozycji jest przepiękną historią, którą wokalistka opowiada za sprawą genialnych tekstów w akompaniamencie fenomenalnych podkładów. Mój szacunek budzi to, że Anna nie dąży ślepo za światowymi trendami i nowinkami muzycznymi. Nie są one podstawą numerów, tylko były lekką sugestią podczas tworzenia wszystkich kawałków. Artystka od samego początku wiedziała jak te numery mają wyglądać i właśnie to zaprezentowała słuchaczom. Lari Lu zaprezentowała unikalną i wyjątkową całość, która pod względem muzycznym stoi na naprawdę światowym poziomie. Mimo tego we wszystkich numerach odnajdziemy polski charakter.

Wszystkie teksty zostały napisane w naszym rodzimym języku i dla mnie są po prostu wspaniałe. Mają swój wyjątkowy styl, który zachwyca niespotykanymi  dotąd opisami i metaforami. Ich poetyckość jest po prostu zaskakująca. Zachwycają liczne odniesienia do świata przyrody, bardzo często w numerach możemy zetknąć się z licznymi odniesieniami do świata zwierzęcego. Najlepszym tego przykładem jest już wcześniej wspomniany pierwszy numer, gdzie Anna wyśpiewuje: kiedy zmieniasz serce w sowę. Oczywiście takich elementów jest znacznie więcej, ale nie będę psuł przyjemności z ich własnego odkrywania. Muzyczny i tekstowy popis dostajemy już w pierwszej piosence, ale muszę przyznać, że im dalej tym możemy zapoznać się z jeszcze lepszymi kompozycjami. Swoją uwagę na pewno przykuwa emocjonalne Serce, które porusza za sprawą swojego tekstu. Lari Lu w fenomenalny i emocjonalny sposób wyśpiewuje pieśń do miłości swojego życia. Dalej możemy zapoznać się z singlowymi Ha Ha oraz Nad ziemią. Są to kolejne piękne kompozycje, które słucha się wyłącznie z największą przyjemnością. Warto zwrócić również uwagę na zakończenie albumu. Całość kończą Meduzy a po nim następują ponad dwie minuty wyciszenia za sprawą Lasu.

Lari Lu oddała nam do rąk wydawnictwo przepiękne, które zachwyca  kompozycjami kompletnymi. Przepiękna muzyka została połączona z tekstowym majstersztykiem. Tak dobra płyta  zdarza się bardzo rzadko i każdy musi się z nią zapoznać

lari lu

Czytaj również