Łąki Łan – Armanda (2012), recenzja Magdy

Łąki Łan zapowiadali tę płytę jako „wielkie zaskoczenie” i po przesłuchaniu mogę to tylko potwierdzić. Płyta zachwyca i to bardzo, lecz czy mogliby oni stworzyć coś, co będzie banalne i przewidywalne? Chyba nie.

Płyta Armanda ukazała się 13 listopada nakładem EMI Music Polska i jest to już trzecia płyta w dorobku grupy Łąki Łan. Zespół pokazuje na niej swoje różne oblicza oraz proponuje przeróżną stylistykę od elektronicznych beatów po hiphopowe akcenty, których jest w niej nie mało.

Płytę otwiera przebojowy Łan Pała i mocno zaostrza apetyt na resztę materiału. Już tutaj mamy styczność z mocnym imprezowym beatem, o którym wspominałam wyżej. Widzimy więc, że zespół jak kameleon – odnajduje się w każdym gatunku. Pozycja druga to Lovelock, którego początek całkowicie kojarzy mi się z Rammstein’em, a electro rytmy na wpół przerywane nawijką Paprodziada idealnie się uzupełniają. Po chwili atmosferę uspokaja mrukliwy Dziadarap, a wokal delikatnie ociera się o gitary przyprawione czystą elektroniką.

Łan For Me to kawałek zrobiony naprawdę na światowym poziomie, którego nie powstydziłaby się żadna międzynarodowa gwiazda. Ten bit w tle i całość podsycona elektroniką wprowadza w stan maksymalnego wyczilowania  – chłopaki trzymają naprawdę wysoki poziom. Z kolei w Infinite oraz w Pompeje Łąki zwalniają tempo i dają możliwość złapania oddechu i otarcia z czoła potu. Klawisze delikatnie wspierają się o perkusję, co idealnie ze sobą współgra. Sundown to ponownie dobra gitara, ciepły wokal, a wszystko to wprowadza w trans, tak jak i synthpopowy Pleń, gdzie Paprodziad ujawnia po raz kolejny swój hiphopowy talent.

http://youtu.be/YVrVyyL_5r0

Jammin’ to pozycja którą doskonale wszyscy znają, choćby nawet z koncertów bo to obowiązkowy punkt na setliście każdego z występów. Bije od niego wielka energia i już po pierwszych dźwiękach możemy się poczuć jakbyśmy byli właśnie pośród łąkowej publiczności.  Nawet tekst składający się z 6 słów bije na głowę, długie wywody na temat nieudanej miłości. Całość zwieńcza tytułowa chillwave’owa Armanda ze świetnymi klawiszami i wokalem znów na najwyższym poziomie.

http://youtu.be/2lkMmEEHWIw

Łąki Łan to fenomen na polskiej scenie muzycznej. Są oni godni zauważenia i pochylenia się nad ich propozycjami. Chociaż zresztą, czy jest ktoś kto nie kojarzy Mega Motyla, Jeżusia Mariana czy Ponia Kolnego? Odpowiedź jest jedna, tak jak i na pytanie czy warto sięgnąć po to wydawnictwo. Oczywiście, że tak.

Z okazji wydania nowego krążka zespół wyruszył trase go promującą :

Czytaj również