Lady Gaga powraca z nowym albumem Mayhem i po raz kolejny udowadnia, że jest artystką nieprzewidywalną. Tym razem amerykańska piosenkarka zabiera nas w podróż przez glam rock z disco-funkiem z lat 70., syntezatory i dance-pop z lat 80., oraz industrialny eurohouse wczesnych lat 2000. Wszystko jest zebrane przez piosenkarkę w jedną całość, tworząc kontrolowany chaos, o którym mówi sam tytuł albumu. Już od pierwszego odsłuchu wiadomo, że Mayhem to płyta wymagająca czasu – początkowo może wydawać się za bardzo chaotyczna, ale im dłużej się jej słucha, tym bardziej hipnotyzuje.
Po singlowych zapowiedziach – wielu fanów, w tym i ja, spodziewało się, że Gaga pójdzie w mroczniejsze i cięższe brzmienia w stylu Disease, czy Abracadabra. Ostatecznie Mayhem jest eklektyczną mieszanką nostalgii do muzycznych początków piosenkarki, kiedy to grała w nowojorskich klubach, aż po brzmienia z jej pierwszych albumów – The Fame, The Fame Monster oraz Born This Way, jak i hołdem dla lat osiemdziesiątych. Album jest ukłonem w stronę Prince’a, Davida Bowiego, Michaela Jacksona, czy też zespołów The Cure i Radiohead, którzy od zawsze inspirowali artystkę i mieli ogromny wpływ na jej muzykę i osobowość.
Album otwiera Disease, czyli pierwszy singiel, który artystka wydała pod koniec października. Połączenie ciężkiego, pulsującego bitu z mrocznym klimatem spowodowało, że utwór już od pierwszego przesłuchania skradł moje serce. Właśnie takiej Gagi brakowało mi od lat! Tuż po nim wjeżdża Abracadabra – absolutny hit w stylu synth-popowym o tanecznym i szybko wpadającym do głowy refrenie, który przypomina stare produkcje Lady Gagi. Uważam to za jeden z najlepszych kawałków na albumie. Abracadabra jest tym, czym Poker Face było dla The Fame oraz Bad Romance na albumie The Fame Monster. Kwintesencja starej Lady Gagi. Nic dziwnego, że piosenka podbija listy przebojów na całym świecie i trenduje na TikToku. Odniosę się również do wyboru obu tych piosenek na single promujące najnowszy krążek piosenkarki – uważam, że to dosyć odważne wybory, patrząc na całość Mayhem.
Na albumie świetnie wypadają także kolejne dwa utwory – Garden Of Eden oraz Perfect Celebrity. Dwie perełki! Pierwszy zachwyca swoim klubowym brzmieniem i warstwowymi wokalami z magicznymi chórkami. Lady Gaga zaprasza w sposób taneczny do biblijnego raju, w którym może uwieść swojego partnera jak wąż kuszący Ewę do zjedzenia zakazanego owocu. Naprawdę ciężko oderwać się od tej melodii. Garden Of Eden kojarzy mi się z The Fame, ale z elementami ARTPOP. Perfect Celebrity to natomiast wejście w elektroniczny rock, w którego tekście piosenkarka odnosi się do życia pełnego fleszy i cienia sławy, w którym musi wybierać, kim jest – prywatnie Stefani Germanotta, zawodowo Lady Gaga. Ten kawałek jest niesamowity i oprócz interesującej warstwy lirycznej i melodyjnej, bardzo spodobał mi się tutaj wokal Gagi. Fani artystki z pewnością wychwycą również w utworze subtelne nawiązanie do jej niewydanej piosenki Princess Die z 2012 roku.
PERFECT CELEBRITY ZACZĘŁO SIĘ JAKO ELECTRO GRUNGE. INSPIRACJĄ BYŁA DLA MNIE PIOSENKA NEVER ENOUGH OD THE CURE, KTÓRĄ GRAŁAM W SWOIM MIESZKANIU MILION RAZY, ZANIM ZACZĘŁAM ŚPIEWAĆ PO BARACH. KIEDY NAGRAŁAM TĘ PIOSENKĘ, POMYŚLAŁAM, ŻEBY ZMIENIĆ CAŁE BRZMIENIE NOWEJ PŁYTY I NADAĆ JEJ TAKI TYTUŁ, ALE TO NIE BYŁBY CHAOS, KTÓRY PLANOWAŁAM. MAYHEM TO PRAWDZIWY CHAOS, KTÓRY POLEGA NA TYM KIM JESTEM Z WIELOMA KONCEPCJAMI NARAZ.
– zdradziła artystka podczas wywiadu z Zane’em Lowe dla Apple Music.
Z pewnością, na wyróżnienie zasługuje także utwór Killah wyprodukowany przez francuskiego producenta Gesaffelsteina. W momencie ogłoszenia przez piosenkarkę oficjalnej listy utworów Mayhem byłem przekonany, że będzie to bardzo mroczny kawałek, w związku z obecnością Gesaffelsteina na utworze i bardzo się zaskoczyłem… piosenka jest wciągająca, ale przy pierwszym przesłuchaniu może wydawać się dziwna, przez to ile rzeczy dzieje się naraz. Brzmi jak kawałek wyjęty prosto z katalogu Prince’a. Wokale Gagi w tym utworze są totalnie nieprzewidywalne – artystka bawi się w nim swoim głosem, szepcze, a później krzyczy, kiedy to muzyka przyśpiesza. Jeśli nie jesteście przekonani do tego utworu po pierwszym przesłuchaniu, to nic, jeszcze się wciągniecie.
Piosenki takie jak Vanish Into You, LoveDrug i Don’t Call Tonight przy pierwszym odpaleniu płyty brzmiały dla mnie bardzo podobnie. Wszystkie utwory łączy beat ściągnięty żywcem z lat osiemdziesiątych. Do tej pierwszej piosenki jednakże bardzo szybko się przekonałem, dzięki jej chwytliwym i melancholijnym zwrotkom, w których artystka wspomina chwile szczęścia i miłości kontrastując to z zimnem upływającego czasu, który doprowadza do ogromnej tęsknoty. Ten utwór jest dla mnie nostalgią w czystej postaci – jest lato, zachodzi słońce, a ten utwór gra w tle w samochodzie. Don’t Call Tonight ma natomiast przecudowny bridge, w którym mocno słychać inspirację Daft Punk. Przez chwilę nawet pomyślałem, że współuczestniczyli w tworzeniu tej piosenki i sprawdzałem jej producentów. LoveDrug wypada z tej trójki najgorzej, ale i tak ma swój urok – i tutaj również, jak i w przypadku Vanish Into You, wolę zwrotki.
Jeśli chodzi o klimat lat osiemdziesiątych to największe wrażenie zrobił na mnie utwór Zombieboy. To synthwave’owy popowy utwór, bardzo taneczny, ale z lekkim nastrojem starych klasyków filmowych – horrorów Johna Carpentera albo albumu Thriller od Michaela Jacksona. Początek piosenki skojarzył mi się natomiast od razu z Hollaback Girl od Gwen Stefani, wydanego w 2005 roku. Odnośnie poprzednich nawiązań do króla muzyki pop, to czuć go również w utworze Shadow Of A Man. Bardzo dobry, energiczny kawałek w stylu Jacksona. Przyznam jednak, że po zapowiedzi piosenki w filmie z trasy koncertowej Chromatica Ball, liczyłem na zupełnie inny klimat i tym razem Gaga ponownie mnie zaskoczyła.
Piosenka How Bad Do U Want Me wydawała mi się w dniu premiery albumu jego najsłabszą częścią. Utwór strasznie przeciętny i przewidywalny, ale po kilku przesłuchaniach ma w sobie coś uroczego i niewinnego. Jest to może po części zależne od jego pozycji na albumie, gdyż utwór znajduje się między piosenkami skupiającymi się w głównej mierze w swoich brzmieniach na latach osiemdziesiątych. Mam nawet wrażenie, że Gaga ułożyła piosenki na płycie tak, aby przechodziły one stopniowo w inny nastrój. Może dlatego, druga część płyty wypada troszkę gorzej? How Bad Do U Want Me brzmi trochę jak soundtrack do amerykańskiego filmu z początku lat 2000 o nastolatkach, którzy założyli własną kapelę rockową w liceum. Widziałem w internecie opinie, że piosenka przypomina niektórym muzykę Taylor Swift – ja osobiście tego tak nie słyszę, ale może warstwa liryczna ma ten vibe?
Album zamykają trzy ballady. The Beast to dla mnie wolniejsza siostra utworu Monster z 2009 roku. Piosenka wprowadza bardzo tajemniczą atmosferę. Choć narazie niedoceniana, to spodobała mi się. Blade Of Grass to totalne arcydzieło z przepięknym tekstem. To taka power ballada na pianinie, która z jednej strony wzbudza niepokój, a z drugiej bardzo wzrusza. Utwór jest ponoć ulubieńcem Lady Gagi z wszystkich piosenek na nowej płycie i opowiada o jej niedawnych zaręczynach z Michaelem Polansky.
JAKO AUTORKA TEKSTÓW PIOSENEK, CZERPIĘ INSPIRACJĘ Z ŻYCIA I TAK BYŁO W PRZYPADKU BLADE OF GRASS. BYŁAM W OGRODZIE Z MICHAELEM, GDY ZAPYTAŁ MNIE JAK CHCIAŁABYM, ŻEBY MI SIĘ OŚWIADCZYŁ. POWIEDZIAŁAM: „PO PROSTU WEŹ ŹDŹBŁO TRAWY I OWIŃ JE WOKÓŁ MOJEGO PALCA”.
– zdradziła piosenkarka.
To chyba najlepszy utwór na płycie pod względem warstwy lirycznej. Piosenkarka śpiewa o tym, że w miłości potrzebuje tylko drugiego człowieka, bez diamentowych pierścionków, ponieważ do szczęścia wystarczy jej to samo powietrze i wspólne zestarzenie się, aż śmierć ich nie rozłączy. Na sam koniec mamy Die With A Smile z Bruno Marsem – wielki hit i piękne domknięcie albumu. Ta piosenka od samego początku zajęła szczególne miejsce w moim sercu. Tekst równie, jak przy Blade Of Grass jest przecudowny.
Podsumowując, Mayhem to album, który zaskakuje swoją różnorodnością. Krążek jest nierówny przez ilość gatunków, które artystka do niego wrzuciła, ale jest przy tym w pełni świadoma swojego artyzmu i kontroluje zamierzony chaos. Twórczość Gagi dojrzewa razem z nią. Płyta zyskuje dla mnie z każdym kolejnym przesłuchaniem. Może i nie otrzymaliśmy w pełni dark-popowego projektu, ale i w tym wydaniu Lady Gaga jest równie świetna. Czuć, że potrzebowała tej płyty i dobrze się przy niej bawiła w czasie tworzenia, gdyż od zawsze podkreślała, jak bardzo artyści z tamtych lat zbudowali jej muzyczną twórczość. Ja równie świetnie bawię się przy jego słuchaniu, a to w muzyce pop jest najważniejsze. Album nie przebił dla mnie kultowego Born This Way z 2011 roku, ale trzeba przyznać, że jest on bardzo dobrym albumem i solidnym dodatkiem do jej dyskografii. Na Mayhem każdy znajdzie coś dla siebie… w końcu to kontrolowany chaos!
- Data premiery: 07 03 2025
- Single: Disease, Abracadabra
