L.Stadt postanowili zrobić sobie przerwę od autorskiego materiału i zainspirowani brzmieniem amerykańskich artystów wzięli na swój warsztat ich przeboje. Z jakim efektem? Zobaczmy…
Grupa L.Stadt nie kryje swojej fascynacji południową części Stanów Zjednoczonych. W wielu wywiadach wokalista Łukasz Lach podkreśla, że gdyby był w Austin i nie miał gdzie nocować z pomocą przyszłoby mu więcej znajomych aniżeli gdyby w takiej sytuacji był w Krakowie. EPka You Gotta Move to nic innego jak wydawnictwo inspirowane Ameryką i ukłon w stronę tamtejszych artystów. Tak mówi o tym sam Łukasz:
Zawsze patrzyliśmy w tamtą stronę. W stronę rdzennej Ameryki (…) Poczułem, że to świetny pomysł na mini album a przy okazji pretekst do zaśpiewania paru piosenek, które zawsze pragnąłem zaśpiewać. Odczuwam bliską więź z ich autorami więc był to też rodzaj hołdu, rozmowy z nimi – zwłaszcza, że wielu z nich nie ma już z nami.
Jako pierwszy singiel z niej poznaliśmy kawałek U.F.O. Chłopaki nadali mu świeżości i dynamiczności, dodając świetne klawisze, które zostały uzupełnione ciepłym, z efektem pogłosu wokalem Łukasza. Leather & Lace oryginalnie wykonuje Lee Hazlewood wraz z Niną Lizell. W tym przypadku nie będzie Niny, lecz Ania Dąbrowska. Powstała tutaj wspaniała, lekka ballada, a ich głosy idealnie ze sobą współgrają.
Słuchając tego wydawnictwa mam przed oczami koncert Łodzian w ramach festiwalu Open’er 2012. Gorące już zachodzące słońce, panowie na scenie głównej a ze sceny płyną do nas dźwięki Waitin’ Around To Die. W wykonaniu L.Stadt brzmi on pełniej, jest bardziej melodyjny. Nieczęsto mówi się, że cover przewyższa oryginał – tutaj chyba jednak pokuszę się o takie stwierdzenie.
Come Away Melinda to dobrze znana nam piosenka z anteny radiowej Trójki. Była też udostępniona jako drugi singiel zapowiadający ten minialbum. Bardzo przyjemne delikatne brzmienie okraszone znów wyróżniającym się na plus wokalem oraz dodającą czaru gitarą. Take Care z kolei jest utrzymana w minimalistycznej formie, a poszczególne partie tekstu są bardziej wyróżnione niż w oryginale – daje się je zauważyć od razu poprzez nagłą zmianę tempa i modulowanie głosem.
I’ll Say It’s My Fault wita nas delikatną gitara, a następnie przyspiesza tempo, a rytm pozwoliłby zapewne wykorzystać go na parkiecie. Kończący EPkę kawałek Kathleen zaczyna się nieco tajemniczo i niemal do końca oszczędny w dźwięki trzyma nas w tej tajemniczości.
Koniec. Chciałoby się powiedzieć dlaczego tak szybko? Coverowanie jak wiemy to nie jest prosta sprawa i często kończy się albo powielaniem stworzonej wersji, albo kompletną porażką. Panowie z L.Stadt uniknęli tego i dali nam kompozycje, które spokojnie mogłyby być ich własnymi. Włożyli w nie siebie i utwory nagrane w 1969 roku w tym momencie brzmią jakby powstały właśnie teraz. Pokazuje to także ponadczasowość tych kawałków. Nagrane tak dawno temu, ale nadal pamiętane i doceniane. Gdyby wszystkich coverowanie wychodziło jak tej grupie – jestem za tym aby takich EPek pojawiało się więcej.


