Nie ma nic gorszego dla artysty niż przyklejona łatka: czy to konkretnego gatunku muzycznego, jakiejś wtopy, jakiegoś (zazwyczaj jednego) hitu z którym dana osoba się kojarzy… czy też występu, a co gorsza wygranej w talent show. Ile wtedy dany muzyk musi się natrudzić, żeby publiczność zobaczyła w nim artystę z krwi i kości. Żeby ludzie w końcu przestali pytać o jakiś durny program w telewizji, a zaczęli wypytywać o muzykę, która gra mu w duszy. Przy swoim debiucie Krzysztofa Zalewskiego pewnie nieraz i nie dwa irytowały takie pytania. Przy drugiej płycie – pokazał na co naprawdę go stać, a przy nowej, trzeciej – już nie musi nic nikomu udowadniać.
Krzysztof Zalewski to polski wokalista, który dał się szerokiej publiczności poznać dzięki wygranej w drugiej edycji Idola w 2003 roku. Nagle o artyście zrobiło się cicho. Powrócił dziesięć lat później z rewelacyjnym drugim albumem – Zelig wydanym przez Kayax w 2013 roku. Później artysta dużo koncertował, tym samym przypomniał o sobie ludziom, ale ślad Idola ciągnął się za nim niemiłosiernie. Po dobrze przyjętej płycie fani Zalewskiego chcieli więcej. Sam artysta udzielał się także w innych projektach m.in. w koncertach Męskiego Grania, czy wystąpił także w filmie Historia Roja. Dodatkowo, współpracował gościnnie przy kompozycjach nagranych przez Grubsona czy Natalię Kukulską.
Trzecia płyta Krzysztofa Zalewskiego zatytułowana Złoto swoją premierę miała 18 listopada 2016 roku. Krążek ukazał się nakładem wytwórni Kayax. Na wydawnictwie znajduje się 10 premierowych utworów, w tym duet z Natalią Przybysz. Album promowały do tej pory dwa single – Luka oraz Miłość Miłość. I to właśnie ta kompozycja otwiera krążek Złoto.
Trzeba przyznać, że wydawnictwo to jest zacne. Zalewski odważnie stawia krok na przód prezentując słuchaczom album kompletny, równy i przede wszystkim szczery. Piosenkarz nie boi się eksperymentów, za jakie pokochaliśmy go przy albumie Zelig. Tutaj też jest podobnie, ale warto odnotować, że artysta postanowił również dodać do tego wszystkiego elektronikę. Efekt jest niesamowity. Idealnym przykładem ilustrującym moją tezę jest utwór Uchodźca. Bez wątpienia można mieć wrażenie, że Zalewski mimo wszystko postawił na prostotę. Nie znajdziemy tu jakiś wyszukanych kompozycji, które nic do albumu nie wniosą. Nie brakuje również rocka i mocniejszych brzmień w chociażby utworach Głowa czy Na drugi brzeg. Dodajmy do tego wpadający w ucho refren, dynamiczne melodie i hit murowany. Złoto oprócz swojej rockowej strony ma również tą spokojniejszą, bardziej stonowaną, skupiającą się nie na zjawiskach, a na emocjach. Chłopiec, Podróżnik, Luka – są wręcz jak zwierzenia z potężnym ładunkiem zaufania do słuchacza.
Na Złocie znajdziemy jeden duet. Mowa tu o piosence Jak dobrze, która została nagrana we współpracy z Natalią Przybysz. Efektem ich wcześniejszej współpracy był także teledysk do Miłość Miłość, w którym piosenkarka gościnie wystąpiła. Wracając do utworu – nie da się ukryć, że ich głosy razem brzmią bardzo dobrze. Zaproszenie do Jak dobrze Natalii było strzałem w dziesiątkę. Wspólne zaśpiewanie frazy: „znowu widzę siebie jak psa, bez imienia i państwa” dają do myślenia, a cała kompozycja dzięki damskiemu wokalowi nabiera ciekawego charakteru.
Warstwa liryczna wręcz powala. Artysta nie boi się dosadności, jest szczery w swoich spostrzeżeniach. Porusza się po różnych sferach poczynając od codzienności (Otu) a kończąc chociażby na polityce (m.in. Uchodźca czy Polsko). Nie wstydzi się śpiewać także o swoich rozterkach w kompozycji Chłopiec.
Wokalnie jak zwykle petarda. Głos Zalewskiego na Złocie brzmi dosłownie jak… złoto. Piosenkarz bawi się wokalem na różne sposoby, modeluje go, nie ma oporów przed ukazaniem spokojnych emocji w kawałku Miłość Miłość, by zaraz wykrzyczeć całe zło światu w piosence Głowa. Zalewski jest bez wątpienia wszechstronnym wokalistą. Jego gra tonacjami wypada wręcz rewelacyjnie. Dzięki temu zabiegowi nie sposób nudzić się przy słuchaniu Złota.
Album Złoto to materiał nagrany przez kompletnego artystę, który dokładnie wie, co swoją twórczością chce przekazać słuchaczom. Zalewski odbył długą drogę od swojego debiutu – i dobrze. Mam wrażenie, że dopiero teraz możemy usłyszeć, co tak naprawdę gra mu w duszy. A gra mu wspaniale. Nie boi się poruszać trudnych tematów, pięknie przekazuje emocje, bawi się melodią – urzeka prostotą. Trzeci krążek w jego dyskografii jest tylko potwierdzeniem tego, co wypracował przy Zeligu. Spodziewaliśmy się dobrego materiału i taki właśnie dostaliśmy. Zalewski nie zawiódł i ponownie pokazał klasę. Trzyma się wytyczonej drogi, bacznie obserwuje rzeczywistość i bez skrupułów głosi w tekstach prawdę.
Jestem przekonana, że nikt nie przejdzie obojętnie obok Złota, a sam Krzysztof zostanie doceniony przez kogo tylko się da, bo zasłużył na to jak nikt inny. Brawo!

