Koncert duetu Smolik / Kev Fox w Warszawie, relacja Katarzyny Turowicz

Cieszący się niesłabnącym zainteresowaniem, ogromnym uznaniem i dużą popularnością duet Smolik / Kev Fox jest obecnie w trakcie swej jesiennej trasy koncertowej. Zdobywcy Fryderyka 2015 w kategorii Najlepszy album alternatywny za płytę Smolik / Kev Fox 4 listopada wystąpili w warszawskim klubie Palladium.

Wraz z nastaniem jesieni, muzycy przenoszą się wraz ze swoją muzyką pod dachy klubów. Tej cyklicznej migracji zawsze towarzyszy ogłaszanie tras koncertowych. Muszę przyznać, ujawnienie szczegółów jesiennego tournée przez duet Smolik / Kev Fox było jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie tej jesieni, a koncert formacji w warszawskim klubie Palladium przerósł moje najśmielsze oczekiwania.

Piątkowy wieczór w Palladium rozpoczął występ formacji Makabreski. Projekt stworzony przez Natalię Grosiak i Bolka Makabreski jest obecnie w trakcie promocji swego debiutanckiego wydawnictwa. Nie powinno więc być zaskoczeniem, że krótki, ale jakże intrygujący set wypełniły utwory pochodzące z najnowszego krążka. Warszawska publiczność usłyszała m.in. utwory Smalczyk Walczyk czy Motyle na chwile. Wykonywanym przez kolektyw utworom towarzyszyły emitowane przez projektor filmy-opowieści stanowiące swoiste tło, scenografię, wizualną oprawę słów i dźwięków, które w połączeniu z finezyjną grą świateł stworzyły wyjątkowy klimat. Trwający nieco ponad pół godziny występ rozbudził apetyt na więcej.

Po delikatnym, a jednocześnie przerażającym w swej treści występie formacji Makabreski, przyszedł czas na drugi support. W tej roli na scenie Palladium pojawiła się formacja Patrick the Pan prezentująca nieco ostrzejszą stylistkę świetnie kontrastującą z poprzedzającym ją projektem, dzięki czemu publiczność nie doznała uczucia męczącej, nieruchomej powtarzalności. Dynamiczny zespół, a szczególnie charyzmatyczny lider i wokalista grupy Piotr Madej, zaserwował ogromną porcję energii i rozkołysał warszawską publiczność przed głównym koncertem.

Kilka minut po 21.00 rozpoczęła się właściwa część wieczoru w Palladium. Po dość tajemniczym prologu z mglistego półmroku kolejno zaczęli wyłaniać się muzycy i wtedy nastąpiło coś, czego chyba nikt się nie spodziewał. Jako pierwszy rozbrzmiał zupełnie nowy utwór zatytułowany Big Black Salami, który wraz z wykonanym w późniejszej części koncertu numerem noszącym tytuł White Salami, zwiastują nowy album duetu, który ukaże się najprawdopodobniej w przyszłym roku. Niewielki przedsmak nadchodzącej płyty idealnie wpisał się w setlistę koncertu, którą w głównej mierze stanowiły utwory pochodzące z debiutanckiego krążka, jak chociażby Mind The Bright Lights, Help Yourself czy fenomenalny Run.

Warszawski koncert duetu to także fantastyczni goście. Niezwykle precyzyjnie skonstruowana fuzja dźwięków, osobowości i głosów stanowiła niemal fundamentalny filar świetnej jakości tego koncertu. Na scenie wraz ze Smolikiem i Foxem pojawił się jako pierwszy niezwykle charyzmatyczny John Porter. Tego wieczoru nie zabrakło też Natalii Grosiak w utworze Hollywood. Jednak prawdziwa ekstaza nastąpiła wraz z realno-cyfrowym pojawieniem się na wysokim podeście w głębi sceny oraz na wyświetlanym w tle obrazie enigmatycznej Y z formacji Bokka. W takim wykonaniu Regretfully Yours zyskało całkowicie nowy, niemal pozaziemski wymiar.

 

Należy też koniecznie zaznaczyć, że polsko-brytyjski kolektyw tworzą fantastyczni aranżerzy. Wzięcie na warsztat jakiegokolwiek czyjegoś utworu jest zawsze stąpaniem po cienkim lodzie, do którego podchodzę ze zwiększoną dozą sceptycyzmu. Smolik i Fox dokładnie wiedzą, gdzie należy stawiać kroki, by nie narazić się na śmieszność i bylejakość, a efektem tego były niesamowite covery zagrane na bis. Jednym z nich był wykonany z pomocą Johna Portera utwór Come Together legendarnej grupy The Beatles, natomiast drugim został zmysłowy, eteryczny utwór Chrisa Isaaka zatytułowany Wicked Game.

Zarówno Fox, jak i Smolik idealnie czują się na scenie. Autentyczna, spontaniczna konferansjerka dodawała uroku oprawie wieczoru. Dodatkowym atutem było umiejętne nawiązanie interakcji ze zgromadzoną publicznością, czego dowodem były żywe reakcje audytorium, które – co warto dodać – stanowili nieprzypadkowi, dobrze znający twórczość duetu, ale także ich gości, ludzie.

Jesienna trasa koncertowa duetu Smolik/Kev Fox wyznacza pewną ruchomą, płynną, jeszcze niepewną granicę między starym a nowym, przyszłością a przeszłością, pożegnaniem z tym, co było a nieśmiałym powitaniem tego, co przed. Formacja pewnie stąpa po muzycznej pięciolinii, co zresztą słychać i widać. Niecierpliwie czekam na więcej.

Czytaj również