Kodaline – One Day at a Time (2020), recenzja Karoliny Babik

Inne recenzje

Dwa lata po premierze albumu Politics of Living, irlandzki zespół Kodaline powrócił z kolejną płytą – One Day at a Time. Panowie znani są w dużej mierze z chwytających za serce tekstów, które wzruszają przy każdym przesłuchaniu. Czy na nowym albumie znajdziemy kolejny wyciskacz łez?

One Day At A Time — Kodaline

Odpalając nowy album Kodaline nie liczyłam na spektakularne muzyczne doznania, a raczej dość proste kawałki, z dobrymi tekstami, które będą niosły za sobą pewne przesłanie i rozruszają moje emocje. Podobne doznania Panowie zapewnili mi bowiem poprzednimi albumami – z lepszym, czy gorszym skutkiem (odrobinę słabiej wypadł bowiem ich trzeci krążek).

One Day at a Time po części moje oczekiwania spełnił. Po części, bo w pewnej mierze pozostawił mnie z poczuciem niedosytu. Dlaczego? Rozłóżmy go na czynniki pierwsze…

Płytę rozpoczyna spokojny singiel Wherever You Are. Bardzo spodobała mi się jego budowa – od wstępnego oparcia na gitarze akustycznej, po energiczny ostatni refren, w którym na prowadzenie wychodzi perkusja. „Running blind in the dark / I will go to wherever you are” – tekst również nie zawodzi!

Sometimes to piosenka z optymistycznym wydźwiękiem – zarówno lirycznym, jak i muzycznym, której głównym przekazem jest to, by próbować zaakceptować w życiu złe dni oraz pozostać pozytywnym (tak też interpretuje ją sam Steve – autor). Ja ten optymizm kupuję! W kolejnym numerze – Saving Grace – znowu nieco zwalniamy i pozwalamy sobie na upust emocji w towarzystwie słów: „When you lose your feet, fall down to your kenes / And your heart’s about to break / I will be your saving grace”.

Prowadzeni przez gitarę akustyczną wczuwamy się w magiczny klimat następnego utworu – Say Something. Warstwa muzyczna stopniowo pozostaje wzbogacana, ale w tym utworze to przede wszystkim głos Steve’a rozczula słuchacza. Wokalista posiada ten cenny dar niezwykle szczerego, przekonującego wyrażania uczuć swoim wokalem, co doskonale słychać chociażby w tym kawałku.

The Evening zaspokaja muzyczne potrzeby słuchacza, serwując mu piękne dźwięki instrumentów smyczkowych, pianina i jak na Kodaline przystało – gitary. Z jednej strony tekst budzi nas do refleksji, z drugiej momentami taneczny charakter kompozycji sprawia, że wczuwamy się po prostu w jej brzmienie, zapominając o wszystkim innym. Równie ciekawie melodia wypada w kolejnej propozycji – pobudzającej wyobraźnię balladzie Spend It with You. Tu dodatkowo słyszymy też wspaniałe dęciaki (choć wybrzmiewają zdecydowanie za krótko).

Care niesie za sobą wyraźny powiew nowych inspiracji irlandzkiej grupy, tj. częstszego sięgania w kierunku popu, po dźwięki elektroniczne. Do mnie pomysł ten niezbyt trafia, choć i w tym numerze znajduję coś dla siebie – mocniejsza końcówka utworu brzmi zdecydowanie zadowalająco! Podobnie jest w przypadku kompozycji Heart Open. Piękny wokal Steve’a w połączeniu z brzmieniem pianina wypadają jak zawsze świetnie.  Nie ujęły mnie jednak elektroniczne efekty nałożone na drugi głos, który w zasadzie nie jest tu w ogóle potrzebny – w moim odczuciu w nieprzyjemny sposób zaburzył wydźwięk utworu.

Przedostatnia ścieżka stanowi kolejny przykład tego, że pod względem lirycznym Panowie od lat nie zawodzą: „I can see that all you need is everything I’ll never be / But everyone changes”. Proste, bolesne, życiowe słowa, których prostota działa na dodatkowy plus. Równie poruszający jest tekst ostatniego utworu – In the End: „In the end, we’ll sing our final song / We forgive, we forget, and move on”. Zabrakło mi tu jednak czegoś więcej w warstwie muzycznej. Szczególnie w ostatniej partii utworu, nieco irytującej wręcz syntezatorowym brzmieniem.

Nostalgiczna podróż po relacjach międzyludzkich – tak w skrócie opisałabym album One Day at a Time. Czy mnie poruszył? W niektórych momentach jak najbardziej. Czy jest najlepszym w dorobku Kodaline? Zdecydowanie nie.

Jak już wspominałam, mam spore odczucie niedosytu. Nie ma tu ballady, która wręcz rozrywa serce na kawałki, tak jak w przypadku np. High Hopes. Nie ma też na tyle skocznego numeru, przy którym nogi same rwą się do zabawy, jak przy Head Held High. Wciąż jednak nie jest to wydawnictwo, którego przesłuchania żałuję. Poruszający głos Steve’a i dobre teksty – to pozostaje w zasadzie niezmienne. Warstwa muzyczna, szczególnie ta sięgająca po nowe elementy, tym razem jednak wypadła wyjątkowo przeciętnie. Podsumowując całość – żadna z kompozycji nie wywarła na mnie aż tak mocnego wrażenia, jak niektóre z pozycji wydanych w ubiegłych latach.

Do niektórych piosenek z One Day at a Time pewnie będę jednak czasami wracać – utrzymując nadzieję, że kolejna płyta zachwyci mnie bardziej – tak jak wcześniejsze krążki Kodaline.

Kodaline - One Day at a Time
  • Data premiery: 12 06 2020
  • Single: Wherever You Are, Sometimes, Saving Grace
Najlepsze utwory: Wherever You Are, Sometimes
Najsłabsze utwory: Care, Heart Open


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

Dwa lata po premierze albumu Politics of Living, irlandzki zespół Kodaline powrócił z kolejną płytą – One Day at a Time. Panowie znani są w dużej mierze z chwytających za serce tekstów, które wzruszają przy każdym przesłuchaniu. Czy na nowym albumie znajdziemy kolejny wyciskacz...Kodaline - One Day at a Time (2020), recenzja Karoliny Babik