Drugi album to zdecydowanie jeden z najważniejszych momentów w karierze każdego muzyka. Często jest to okres decydujący o dalszej karierze. Nie bez powodu wielu z nich słusznie twierdzi, że na przygotowanie debiutanckiego krążka masz całe życie. Dzieło numer dwa to już zupełnie inna bajka. Tworząc je musisz wszystko zaczynać od początku. Bez jakiejkolwiek taryfy ulgowej. Ba! Do tego dochodzi też presja. Tym większa, jeśli debiutanckie dzieło było dziełem udanym. Tak było w przypadku zespołu Kodaline. Pora więc odpowiedzieć sobie na pytanie: jak Irlandczycy poradzili sobie z syndromem drugiego albumu?

Zespół postawił na zmiany. Po emocjonalnym, spokojnym In A Perfect World, Kodaline postanowili spróbować czegoś innego. Nowy album to dzieło zdecydowanie mocniejsze w brzmieniach, dojrzalsze i bardziej wyraziste. Słychać to już od pierwszych dźwięków.
Coming Up For Air rozpoczyna piosenka Honest, będąca zarazem pierwszym singlem promującym wydawnictwo. Warto pamiętać, że otwierający album numer powinien spełniać kilka podstawowych cech. Nie musi to być od razu najlepszy kawałek na płycie, winien to być jednak utwór na tyle dobry i przekonujący, żeby zainteresował każdego potencjonalnego słuchacza w taki sposób, aby chciał on wejść w krążek głębiej i usłyszeć resztę. Kodaline podjęli tutaj słuszną decyzję. Honest to naprawdę dobra zapowiedź tego, co czeka odbiorcę dalej. Ciche, spokojne dźwięki zwrotek i potężnie brzmiący refren, którego trudno nie zapamiętać. To coś, czego było niewiele na ich debiutanckiej płycie.
The One jest zdecydowanym ukłonem w stronę In A Perfect World (m.in. High Hopes czy All I Want) oraz ukazaniem tego, w czym Kodaline czuje się naprawdę dobrze, czyli w utworach wrażliwych, subtelnych i przepełnionych emocjami. Niestety, piosenka od strony produkcyjnej pozostawia wiele do życzenia. Tym bardziej, jeżeli posłuchamy wersji live z Ocean Way, udostępnionej na krótko przed premierą albumu. Co tu dużo pisać, jest zdecydowanie lepsza. W studyjnej wersji razi przede wszystkim zbyt płaski, przytłumiony (!) wokal Steve’a Garrigana, który zwyczajnie zabija klimat utworu i prawdziwość emocji. Zabieg (z wokalem) najprawdopodobniej celowy, zupełnie jednak nieudany. Szkoda, szkoda, szkoda.
Grupa Irlandczyków coraz pewniej kroczy po muzycznym lądzie, szukając swojego własnego, idealnego dla nich brzmienia. Młode zespoły mają jednak to do siebie, że czerpią inspirację z muzyki innych zespołów. Nie da się nie porównywać Garrigana i reszty zespołu do twórczości chociażby Coldplay, Keane, U2 czy nawet Maroon 5. Mieszanką tego wszystkiego jest popowo-rockowe Human Again – utwór, który zaskoczy bez wątpienia niejednego słuchacza. Mocny gitarowy riff i Garrigan niczym frontman z prawdziwego zdarzenia. To coś nowego, jeżeli chodzi o Kodaline. Coś jaśniejszego, odważniejszego i bardziej porywającego.
Za jeden z najbardziej wyrazistych momentów uznać należy Coming Alive, mające ogromną szansę stać się numerem must have, jeżeli chodzi o przyszłe koncertowe setlisty zespołu. Refren świetnie sprawdzi się w trakcie stadionowych momentów i porwie tłumy niczym największe hity Chrisa Martina i spółki. Grzechem byłoby nie wspomnieć o pozytywnie nakręcającym Ready, które tylko utwierdza w przekonaniu, iż Kodaline ma coraz bardziej realne szanse na ogromną i obiecującą koncertową karierę.
Zainteresowanie może wzbudzać również inspirowane bez wątpienia dźwiękami Muse – Lost. To przykład świetnie wyprodukowanej i przemyślanej piosenki, od początku do końca brzmiącej bardzo dobrze. Murowany kandydat na kolejny singiel, który ma szansę ukazać szerszej publiczności inną, nieco ciemniejszą i mocniejszą stronę Kodaline.
Jeżeli jednak nie trafiają do kogoś ostrzejsze brzemienia zespołu z Dublina, szansy na płacz nie będzie. Muzycy zadbali również o to. Everything Works Out In The End, Better czy Love Will Set You Free to „stare” dobre Kodaline z debiutanckiego longplaya. Ich melancholijne, akustyczne nagrania mają niewątpliwie jedną zauważalną cechę – świetnie nadają się na utwory do filmowych ścieżek dźwiękowych (chociażby All I Want i film Gwiazd Naszych Wina).
https://www.youtube.com/watch?v=Y_Q9-pKXNnA
Kodaline mieli twardy orzech do zgryzienia. Musieli zmierzyć się z widmem słynnego drugiego albumu. Walki nie przegrali. Czy więc odnieśli zwycięstwo? Odpowiem dyplomatycznie: prawie. Coming Up For Air słucha się naprawdę łatwo i przyjemnie, nie ma jednak momentów zwalających z nóg. To krążek dobry, solidny i dobrze rokujący na przyszłość, mogący się podobać. Cieszy niewątpliwie to, że młody zespół dojrzewa w tę pozytywną stronę. Czego więc jeszcze mógłbym życzyć Irlandczykom? Popracowania mocniej nad stroną liryczną, której nazwać złą nie mam prawa, aczkolwiek będącą czasami nieco zbyt infantylną. Jednego jestem za to pewien. Kodaline rośnie w siłę i jeżeli pociągną w odpowiednim momencie za odpowiednie sznurki, nikt i nic ich nie zatrzyma.


