Kobieta z Wydm – Bental (2017), recenzja Karoliny Młynarskiej

0
282

Śmiem twierdzić, że miłośnikom polskiej muzyki alternatywnej oraz poezji śpiewanej osoby o nazwisku Błażej Król przedstawiać nie trzeba. Wydał trzy solowe płyty, a ponadto był członkiem grup Kawałek Kulki, Lauda oraz UL/KR. Pomimo tych licznych projektów powołał do życia nowy, tym razem o nazwie Kobieta z Wydm, do którego należą także Iwona Król oraz Mateusz Rychlicki. Ich debiutancki album Bental to zestaw jedenastu prawdziwie niebanalnych utworów, które wzbudzają ciekawość jak mało co.

Jeżeli miałabym określić Bental jednym słowem, brzmiałoby ono: minimalizm. To jedyne adekwatne określenie, które przychodzi mi do głowy, ale jednocześnie nieco nagina ono prawdę, gdyż w warstwie muzycznej wiele się dzieje, a artyści nie ograniczają się do małej liczby instrumentów. W innych aspektach pojęcie minimalizmu jak najbardziej znajduje swoje odzwierciedlenie: w tytułach piosenek (Amnezja, Przeciął, Nie dość), w oszczędnych, ale silnych tekstach utworów (Pyk), w emocjonalnych, ale nieprzesadzonych wokalach (Nuda) czy nawet na okładce.

Pomimo tego przodującego minimalizmu, nie sposób jednoznacznie zdefiniować ten album. Jest niebanalny, chwilami nieco dziwny i niespotykany, pod pewnymi względami innowacyjny i świeży. Słuchasz tej płyty i tak naprawdę nie jesteś do końca pewien, czego się spodziewać. I chyba właśnie to jest tutaj najfajniejsze.

Podczas słuchania towarzyszyły mi emocje, które dotąd nie były obecne przy obcowaniu z muzyką. Górowało głębokie zainteresowanie, tuż za nim był niepokój czy konsternacja, chwilami pojawiały się dyskomfort. Mogłoby to świadczyć o wątpliwej jakości płyty, ale nie w tym przypadku. Jeszcze żadna muzyka nie wzbudziła we mnie takich odczuć, dlatego tak chętnie do Bentala powracam.

Trudnym zadaniem jest wyróżnienie konkretnych utworów jako tych najlepszych. Wszystkie trzymają wysoki poziom, każdy jest na swój sposób wyjątkowy, a razem tworzą zgraną całość. Początkowe Strasz mnie jest mocną propozycją, trochę creepy – groźną i lekko niepokojącą. Właśnie tutaj pojawił się wspomniany wcześniej dyskomfort. Swoją ciekawą melodią Przeciął kojarzy mi się z ciemnym, jesiennym i deszczowym zaułkiem; recytowany Pyk ma kosmiczny wydźwięk, jest jakby z innego wymiaru; A co jeśli powaliło mnie końcówką; Nuda natomiast jest tworem najbardziej powściągliwym, ale równocześnie robi największe wrażenie, przekazuje najsilniejsze emocje i najmocniej wżyna się w umysł.

Przyjrzyjmy się warstwie tekstowej. Opisałam ją wcześniej jako minimalistyczną, ale to nie wystarczy. Cechuje się także esencjonalnością, treściwością oraz siłą przekazu. Pełno w niej metafor, niekonwencjonalnych rozwiązań, a sama w sobie jest bardzo tajemnicza. W Amnezji Król wypowiada nasyconą emocjami wiązkę różnych zdań, niczym w obłędzie: Tutaj / Wiem / Nie pamiętam / Który? Co? Nie wiem / Tak, tak, boję się / Nie, dziękuję / Proszę, proszę. Z kolei Iwona Król w Pyku recytuje mechanicznym, pozbawionym uczuć głosem: Nie jesteś pewna (…) Chodź / Do krwi drapiesz (…) Zasługujesz na więcej / Bez reszty / Ćśśś, chodź.

Kobieta z Wydm i Bental wywarli na mnie spore wrażenie. Nie przekonali mnie do siebie od razu, ale coś ciągle nakazywało mi wracać i próbować jeszcze raz zaprzyjaźnić się z tym dziwacznym światem różnorodnych dźwięków. Co prawda Bental nie jest płytą, której mogłabym słuchać na co dzień, przy robieniu zakupów czy podczas nauki – potrzebny jest odpowiedni nastrój, chwila, chęć. Z pewnością nie jest to płyta dla wszystkich, jest raczej niszowa, która nie każdemu się spodoba. Niemniej jeżeli szukacie muzycznych eksperymentów, nieszablonowych rozwiązań oraz niecodziennych emocji, spróbujcie. Dla kogoś, kto dotychczas nie miał styczności z twórczością Błażeja Króla, półgodzinna przygoda z Bentalem może okazać się czymś naprawdę godnym przeżycia.