Ke$ha oprócz zapasu brokatu na kilka lat ma także spore możliwości wokalne, jest kreatywna, za każdym razem nieco inna. Swoją osobowością od początku zachęcała do zabawy, sprawiała, w moim mniemaniu, bardzo pozytywne wrażenie. Jak znika, to prawie w ogóle o niej nie słychać – z resztą o jej umiejętności zapadania się pod ziemię podczas przerwy między promocją albumów pisałem w swoim niedawnym felietonie.
Po debiucie jakim był album Animal wydała EP-kę Cannibal – teraz nadszedł czas na Warrior. Sam tytuł albumu niesamowicie mnie nakręca do jego odsłuchania. Przed czym Ke$ha chciała nas ostrzec? Na pewno nie przed rozczarowaniem. Dźwięki na płycie mają kolor – ba – całą ich paletę!
Wokalistka zaprasza do płyty tytułowym utworem – Warrior. Lubię takie dźwiękowe kombinatorstwo. Ke$ha śpiewa tu na podkładzie techno – nieco drapieżniej we zwrotkach łagodząc całość przy refrenie. Pod koniec pojawiają się dźwięki, które określiłbym jako muzyka przepuszczona przez dziurawe sito – dało to bardzo dobry efekt, coś w stylu piosenkarki.
Pierwszym singlem z płyty została kompozycja Die
Na drugi singiel został wybrany utwór C’mon. Jest to najsłabsza piosenka na płycie, mimo, to trudno ją totalnie odrzucić i skrytykować. Ke$ha mogłaby powyciągać z albumu prawdziwe asy, a tak raczy nas utworem oscylującym pomiędzy stylistyką Animal a Cannibal. Niech pokaże co najlepsze! W końcu jakby nie było należy do grona gwiazd nie krajowego, nie kontynentalnego, a światowego popu. Utworem, który pokazałby słuchaczom, że Ke$ha może stworzyć co innego, przełomowego jest Love Into the Light. Do pierwszej minuty wokalistka zwodzi nas melancholijnym wokalem, a finał, czyli refren, to przepiękne zwieńczenie całości utrzymane w rockowym nieco alternatywnym klimacie. Ciarki gwarantowane. Udowadnia to, że Ke$ha rozwija się i nie jest wierna tylko popowi, który na dłuższą metę będąc osamotniony dźwiękowo od większej ilości gitar czy lepiej brzmiącej perkusji staje się męczący, jałowy, nijaki. Każdy artysta, aby zachować progres w swojej twórczości musi wręcz wdawać się w romanse z innymi gatunkami. Rihanna tak zrobiła w Rated R z dubstepem i od tamtej pory nie stworzyła lepszego albumu; Ke$ha robi podobnie i właśnie takie zbaczanie z popu jest tu gwarantem sukcesu. Za to duży plus dla artystki.
All That Matters (Beautiful Life) to kolejny utwór, który przypadł mi do gustu – brzmienie przyjazne radiu – kandydat na wakacyjny singiel. Mam nadzieję, że Ke$ha będzie długo promowała Warrior – musi pokazać na co ją stać ludziom, którzy oceniają artystę tylko po singlach. A przez to wysuwają niesprawiedliwe wnioski, co do całokształtu jego twórczości słysząc w radiu często perfidnie pocięte utwory, tak, aby zmieściły się w czasie antenowym… Chrzanić ten czas!
Utworem, który pokazuje piosenkarkę z zapowiadanej, bardziej rockowej strony jest Last Goodbye. Określiłbym to jako pop-rock. Wytwórnia nie mogłaby zmienić o 180 stopni obranego na początku kariery kierunku w stylistyce muzycznej Ke$hy, bo mogłoby się to skończyć klapą komercyjną. Kilka utworów bardziej rockowych na płycie, która zawiera w sumie 16 kompozycji (biorąc pod uwagę wersję deluxe) nie zrobi wokalistce krzywdy – wręcz przeciwnie – wzbogaci ją o nowe muzyczne doświadczenia.
Ogromnym zaskoczeniem dla mnie jest umieszczenie utworu Out Alive zaledwie na bonusie krążka. Choć patrząc na to z bardziej obiektywnej strony (omijając fakt, że uwielbiam takie klimaty), to dobry zabieg, gdyż Out Alive niezbyt klei się z utworami ze standardowej edycji płyty jednak żywię ogromną nadzieję, że stanie się singlem.
Podsumowując – płyta Warrior, to dla mnie najlepszy album 2012 roku. W życiu nie spodziewałbym się, że taki ktoś jak Ke$ha może być stawiany na jednej półce z Christiną Aguilerą, Lady GaGą czy P!nk. Pierwsza z wymienionych ostatnio przygasła, choć jej muzyka, mimo niskiej sprzedaży, nadal jest chroniona przez ogromny talent. Druga zmieniła muzykę pop, jest artystką będącą w stałej muzycznej podróży – ikona. Trzecia nadal nie rozczarowuje – mimo osadzania swojej twórczości w, praktycznie tylko, pop-rocku, zaskakuje mnie za każdym razem. Ke$ha, w moim mniemaniu, dołączyła do tego grona. Gorąco polecam Warrior miłośnikom i alternatywnego rocka i osobom miłującym się w bardziej popowych dokonaniach Ke$hy. Będę do niego wracał jeszcze nie raz. Jest to dopiero drugi album, a pierwszy na łamach All About Music, któremu mogę dać dziesiątkę bez większych wahań. Brawo!
Autor oceniał wersję deluxe krążka.Warrior na All About Music
- Recenzja Filipa Wiącka – 2.5
- Recenzja Filipa Anioła – 10
- Recenzja Zuzanny Janickiej – za godzinę
- Recenzja Łukasza Mantiuka – za dwie godziny
- Singiel C’mon
- Teledysk Die Young
- Ke$ha nazywa nowy album: Warrior
