Sobota z felietonem. Gwiazdy popu, gdzie tamte sukcesy?
Filip Anioł
Muzyka na przestrzeni dziejów wiele razy przechodziła metamorfozę. Z czasem jak owa część sztuki zaczęła obejmować większy obszar, powstawały gusta muzyczne – mniej lub bardziej wyrafinowane. Jedni woleli słuchać przydrożnego skrzypka inni czerpali przyjemność ze wsłuchiwania się w fortepianowe popisy Chopina.
Od XX wieku zaczęła pojawiać się muzyka nowocześniejsza – podchodząca pod gusta mas. Trendy wyznaczali wówczas m.in. Elvis Presley, Madonna i oczywiście Michael Jackson. Pop kierował życiem wielu ludzi, pop był muzyką kreującą codzienność – taki też pozostał – tylko w zmodyfikowanej formie.
XXI wiek przyniósł popularność takim gwiazdom jak Lady Gaga, Nicki Minaj, Rihanna, Beyonce (już jako solowa wokalistka), Katy Perry, Ke$ha czy Britney Spears. Ich osobowości muzyczne zasługują na uwagę i komentarz. Dokonam teraz krótkiego omówienia, porównania i ustosunkowania się do ich sylwetek. Zacznijmy od Britney.
Ogłoszona księżniczką popu wokalistka swój debiutancki album … Baby One More Time sprzedała na świecie w nakładzie- uwaga- 31 milionów kopii (!), a w USA pokrył się on czternastokrotną platyną. Show-biznes był jej – swoimi sukcesami przyćmiła nawet Madonnę. Później niestety z muzyką Britney było co raz gorzej: w odniesieniu do sprzedaży, praktycznie przez cały czas, utrzymywała się tendencja spadkowa. Jej gwiazda zaczęła powoli przygasać – finał: w roku 2007 przeszła załamanie nerwowe, sodówka uderzyła jej do głowy, zaczęła ćpać i staczała się na dno. Albumy Blackout i Circus wydane odpowiednio w 2007 i 2008 roku okazały się klapami komercyjnymi – a komercja to przecież źródło życia takich jak Britney. Obecnie przechodzi okres powolnego powrotu do świata muzyki jak i do zdrowia po wcześniejszych przejściach: wydała w marcu 2011 roku album Femme Fatale, który okazał się większym sukcesem niż dwa poprzednie. Jednak Spears nadal jest kontrolowana przez ojca i narzeczonego, jej fortuna pozostaje pod ich okiem. Muzyka tejże wokalistki jest moim zdaniem plastikowa: sam, często irytujący wokal Britney, w połowie płyty zniechęca do jej dalszego odsłuchiwania. Do dziś nie rozumiem jej fenomenu – po prostu pojawiła się w odpowiednim miejscu, o odpowiedniej porze, pomęczyła się przy przy mikrofonie, powydziwiała i nagrała album. Z reguły nie znoszę gwiazdek spod skrzydeł Disneya, ale wyjątkiem jest tu Christina Aguilera – jej muzyka jest w stanie obronić się sama; mimo klapy jaką okazał się Bionic z 2010 roku, który żadnego hitu nie przyniósł, głęboko wierzę, że jej umiejętności wokalne i to jaką wielką jest artystką, zostanie ukazane jeszcze na niejednym albumie.
Przejdźmy do gwiazdy, która zaczynała w zespole Destiny’s Child – Beyonce – jednak w 2003 roku postawiła na solową karierę, a krążek Dangerously in Love pokazał jej indywidualne możliwości i pozwolił się rozwijać. Do tej pory w ponad 11 mln egzemplarzy na całym świecie. Tak – mniej i to dużo od Britney – ale to w przypadku Beyonce nie ma znaczenia bowiem jest według mnie wokalistką z klasą – nie podążającą za tym co dyktują inni i robiącą swoje, czego potwierdzeniem może być jej ostatni album 4. Wokal i całokształt sceniczny stawia gwiazdę na jednym z czołowych miejsc wśród najlepszych artystek świata. Dlaczego śmiałem wymienić Beyonce w tym gronie? Dlatego, że miała stworzyć kontrast dla takich jak Britney. To totalne przeciwieństwo tandety, plastiku – jej muzyka swobodnie płynie meandrami raz czerpiąc troszkę z soulu, raz z popu, ale nie wychodząc poza granice R&B, który jest jej znakiem rozpoznawczym.
W rytmie Pon De Replay, czyli swojego pierwszego singla – przywitała nas Rihanna – gwiazda tworząca muzykę z pogranicza R&B i popu. Pierwszy album wokalistki Music of the Sun sprzedał się naprawdę słabo porównując go z debiutami Britney czy Beyonce – w nakładzie 2 mln egzemplarzy (na całym świecie). Rihanna musi wzbudzać ogromne emocje, dużo kontrowersji żeby była zauważona. Według mnie nie musi tak przeć na szkło, ponieważ ma warunki wokalne, które jako tako obroniłyby się bez biustu na wierzchu czy kawałka nagiej pupy. Widać, że Rihanna bardzo obawia się konkurencji na rynku muzycznym, dlatego też wydaje jak szalona albumy co rok. Prawdopodobnie choruje na narcystyczne zaburzenie osobowości i ciągle musi być o niej głośno. Jestem ciekaw, kiedy jej muzyka „przeje” się ludziom. Póki co wychodziła z wszelkiej opresji obronną ręką, ale kiedyś, być może w trakcie promocji nadchodzącego albumu Unapologetic, ludzie powiedzą jej: Dość już. Spadaj na 3 – 4 lata do komory i się nie pokazuj. Czy Rihanna jest kiczowata? Od czasów Loud straciła, moim zdaniem, klasę i swój dość specyficzny styl, jakie miała w Rated R. Uległa komercji i powtarzalności. Ostatni album Talk That Talk ma kilka dobrych utworów, ale ogólnie jest nijaki, kleisty – nie porwał mnie. Piosenkarka zauważyła, że coś jest nie tak jak i przeszła do nagrywania nowego materiału. Samo jej postępowanie jest nieprzemyślane, infantylne, głupie. Droga Rihanno, może czas na zmiany!
Przejdźmy do gwiazdy, która zadebiutowała nieco później, a wszystko zaczęło się od całowania dziewczyny, czyli początek wielkiej kariery Katy Perry. Jest to jedna z najbardziej rozchwytywanych gwiazd światowego popu. Wyrównała rekord Michaela Jacksona doprowadzając 5 singli z jednej płyty na szczyt notowania Billboard Hot 100. Pominę kwestię ich jakości, gdyż mam wątpliwości czy są one równie dobre. Jest obecnie niekwestionowaną królową Billboardu i gdyby nie sukces Adele, z pewnością po równo z Lady Gagą, podzieliłaby się nagrodami Grammy – pod tym względem obie wokalistki są pokrzywdzone. Obecnie gwiazda zamierza zrobić sobie przerwę – i dobrze – nie ulegnie w ten sposób wypaleniu. Zamierza stworzyć materiał odbiegający od cukierkowych czasów Teenage Dream – bardziej mroczny. Teledyski Katy są wysokobudżetowe i bardzo intrygujące. Przy okazji premiery każdego z nich zastanawiałem się, co wymyśliła tym razem. Za każdym razem nie byłem rozczarowany jednak uważam, że muzyka Katy nie miałaby takiej siły przebicia bez nich dlatego każdy singiel w jej wypadku po prostu musi zostać zwieńczony drogim klipem.
Niedługo musieliśmy czekać na kolejny wielki debiut. Kochana lub nienawidzona, intrygująca, specyficzna, na swój sposób przyciągająca uwagę, swoiste indywiduum na rynku muzycznym. Tak w kilku słowach można ją opisać. Lady Gaga. To ona stwierdziła, że musi zmienić muzykę pop. Z pewnością jej się to udało. Nie mamy tu do czynienia z marionetką jakiejś wytwórni (Rihanna?), która kazałaby jej tylko śpiewać i dużo się uśmiechać. Gaga to rasowa artystka: pisze teksty, jest współproducentką wielu utworów, wyznacznikiem mody, nie tylko tej muzycznej. Ponadto ma praktycznie nieograniczoną kreatywność i charyzmę. Przykre jest, to, że wielu ludzi kojarzy ją tylko z sukienką z mięsa. Świadczy to o ich zupełnym braku świadomości muzycznej. Czy Gaga jest do szpiku skomercjalizowana? Na pewno nie. Wydając płytę Born This Way udowodniła, że nie liczy się tylko podbijanie klubowych parkietów i tworzenie wszech będącego radiowego popu. Dużym plusem każdego krążka gwiazdy są piosenki nie będące singlami tj. Speechless (The Fame Monster), Heavy Metal Lover, Bloody Mary czy Americano (Born This Way). Wokalistka nie wciska kitu swoim fanom – nie wyda albumu dopóki go odpowiednio nie dopracuje przy okazji dodając dużo od siebie do jego produkcji. Brawo!
Kolejnym objawieniem jest Ke$ha – za sprawą singla Tik Tok otworzyła sobie drzwi do wielkiej kariery muzycznej, stała się idolką nastoletniego pokolenia. Wydała debiut – Animal – nieco później EP-kę Canniball i zniknęła z show-biznesu. I to bardzo pochwalam, gdyż nie każda gwiazda potrafi oderwać się od celebryzmu, życia na zarabianiu za okładki czasopism czy udzielaniu wywiadów będąc długo wysuszoną muzycznie jednostką, która szuka łatwego zarobku zamiast siedzieć w studio i nagrywać nową muzykę. Ke$ha poczuła potrzebę pojawienia się – i jest. Wydała singiel Die Young zapowiadający jej kolejną płytę Warrior, która ukaże się już w grudniu. Wspaniale! Życzę jej wielu sukcesów i utrzymania umiejętności zapadania się pod ziemię robiąc wcześniej wokół siebie dużo szumu – reasumując – nienachlana, ale też i nieleniwa artystka.
Przyszedł czas na najmłodszą pod względem muzycznym z tego grona – Nicki Minaj, która zadebiutowała w 2010 roku albumem Pink Friday. Zaczął się szał na plastik: zrobiony ogromny kuper, dmuchane piersi zaczęły podbijać świat… Ale czy istotne jest, to, że ktoś tak wygląda mając muzycznie coś do zaoferowania? Absolutnie nie. Nicki nie próżnuje, niedługo wyda reedycję Pink Friday: Roman Reloaded z dopiskiem Re-Up i nadal podbija światowe listy przebojów. Ma wielu zwolenników i to dla nich jest jedną z najbardziej zapracowanych gwiazd show-biznesu. Czy przejmuje się antyfanami? Szczerze, bardzo w to wątpię. Robi swoje; co prawda komercja w jej utworach jest co raz bardziej zauważalna, ale nie do każdego one trafiają, a jak ktoś jest już zainteresowany tym, to już połowa sukcesu. Próbuje sił śpiewając popowo, posiada umiejętność bardzo szybkiej artykulacji słów, jest pomysłowa, nie oszczędza na teledyskach – próbuje sprzedać swoją muzykę czyniąc z niej co rusz coś innego.
Każda z nich jest inna, stara się pokazać z jak najlepszej strony: jednej zależy na ukazaniu pełnej gamy swojego talentu, innej na zdobyciu rzesz fanów, numerów 1 na Billboardzie i rozgłosu tak bardzo potrzebnego do sprzedania mnóstwa płyt, a pozostałym na tym wszystkim. Żadna z nich nigdy nie będzie zerowo komercyjna czy zupełnie lasnerska. Uważam, że do osiągnięcia ogromnych, długoletnich karier potrzebne jest im znalezienie równowagi w obu tych kwestiach.
* * *
Nota redaktorska: prosimy zauważyć, że felietony są autorskimi kompozycjami naszych redaktorów, przez co nie cały zespół redaktorski się z nim utożsamia i zgadza. Powyższy felieton wywołał małą burzę w redakcji, ale redaktor naczelny postanowił puścić go nie uwłaczając wolności redaktorskiej Filipa.