Kate Bush – Before the Dawn (2016), recenzja Katarzyny Turowicz

0
286

Jeśli wierzyć przekazom, bilety na serię jej 22. koncertów w Londynie dwa lata temu rozeszły się w około 15 minut. Zapotrzebowanie na nie było tak duże, że na równi z przeciętnym słuchaczem w kolejce po wejściówki musiał stać sam właściciel hali Hammersmith Apollo, a nawet takie ikony świata muzyki jak Paul McCartney. Jedynie David Gilmour otrzymał od niej specjalne zaproszenie. Ten cykl koncertów należy bezsprzecznie postrzegać w kategoriach pewnego cennego doświadczenia, a to wydawnictwo traktować jako jedno z najważniejszych wydanych w tym roku i najbardziej wyczekanych w ciągu ostatnich dekad.


Kate Bush w świecie muzyki jest pewnym wyjątkowym zjawiskiem. Enigmatyczna osobowość, niezwykle skomplikowane partie wokalne, specyficzny, eteryczny sposób bycia na scenie, unikalna wrażliwość muzyczna. Ale to nie wszystko. Na niespotykany fenomen Brytyjki składają się też – a może przede wszystkim – wieloletnie przerwy między poszczególnymi albumami, dekady pozbawione jej koncertów, nieistnienie w życiu publicznym, przy równoczesnym, nieocenionym wręcz wkładzie w rozwój muzyki i jej współczesny kształt. Do kroczenia jej śladem przyznają się chociażby Björk, Robert Smith oraz Tori Amos. Nic więc dziwnego, że album Before The Dawn już na długi czas przed premierą cieszył się tak wielką popularnością, zainteresowaniem i uznaniem.

Najnowsze wydawnictwo Kate Bush swą strukturą łudząco przypomina wyjęty ze świata literatury dramat. Trójaktową kompozycję rozpoczyna porywające wykonanie pochodzącego z albumu The Red Shoes wydanego w 1993 roku utworu zatytułowanego Lily. I już od pierwszych dźwięków artystka zachwyca. Słychać, że Kate Bush jest w niesamowitej formie, a mimo upływu 35 lat nieobecności na scenie głos Brytyjki zupełnie nie stracił na świeżości i swojej mocy. Słychać też, że powrót na scenę sprawia jej organiczną radość. Pierwszy akt dzieła wypełniają przede wszystkim utwory pochodzące z albumów Aerial (2005) oraz Hounds of Love (1985). Można rzec, że właśnie materiał pochodzący z tych dwóch płyt w przeważającej mierze pojawia się na całym tym wydawnictwie. Już w części pierwszej Before The Dawn pojawiają się najpopularniejsze utwory Kate Bush – koronkowe, delikatne, 8-minutowe King of The Mountain czy niekwestionowana perła muzyki pop, czyli legendarne Running Up That Hill (A Deal With God).

Po tak mocnym wstępie przychodzi czas na akt drugi stanowiący pewnego rodzaju „rekonstrukcję zdarzeń” z części The Ninth Wave znajdującej się na płycie Hounds of Love. Utwór, a jednocześnie pierwszy singiel tego wydawnictwa, And Dream Of Sheep rozpoczyna trwającą przez cały akt drugi opowieść o kobiecie tonącej w morzu. Kolejno następujące po sobie utwory, jak chociażby Under Ice czy Hello Earth rozwijają tę historię, rozbudowują wątek. Mroczne, budzące niepokój kompozycje wypełniające akt drugi zamyka dużo jaśniejszy utwór The Morning Fog będący łącznikiem między częścią drugą a trzecią tego wydawnictwa.

Ostatni akt Before The Dawn wypełnia dysk drugi albumu Aerial zatytułowany A Sky of Honey. Nieśmiało rozpoczęty ostatnim utworem poprzedniej części, akt trzeci jest bardziej pogodną, jaśniejszą w swej treści odpowiedzią na mroczną wymowę drugiego rozdziału tego wydawnictwa. Podobnie jak dwa poprzednie, akt trzeci również pozbawiony jest kompozycji Kate z lat 1978-1982. W tej części pojawia się natomiast syn artystki, Albert McIntosh wykonując utwór Tawny Moon. Album kończą wykonane na bis utwory Among Angels oraz Cloudbusting.

Należy wyraźnie podkreślić, że zarejestrowany materiał, który słyszymy na tym wydawnictwie, nie był poprawiany czy „dogrywany” w studiu. Tym bardziej należy wyróżnić ten fakt przez wzgląd na to, że Kate Bush jest typem perfekcjonistki, i że to właśnie ona podjęła decyzję o nienaruszalności technicznej tych nagrań. Dzięki temu są żywe, chropowate, nieco ubrudzone, a przez to niesłychanie autentyczne.

Kate Bush od zawsze ceniła sztuki teatralne i taneczne. Już od początku swojej kariery często wykorzystywała je dla pełniejszego oddania tego, co chce przekazać muzyką i słowami. Nie inaczej było też w tym przypadku. Artystce na scenie, prócz muzyków, towarzyszyli także tancerze, aktorzy, a nawet iluzjonista. Specjalną oprawę temu, co działo się na scenie zapewniały opracowana w najmniejszym detalu scenografia, pokazy multimedialne oraz gra świateł. Plany wydania tego koncertu na DVD/Blu-Ray obecnie stoją pod znakiem zapytania. Tymczasem wyobraźnia pozwala usiąść wygodnie na jednym z foteli hali Hammersmith Apollo, malować obrazy i rozpływać się w tych dźwiękach całkowicie. Być tego częścią.

Zazwyczaj koncertowe, nawet tak bardzo rozbudowane wydawnictwo nie rekompensuje nam jednak nowego, studyjnego materiału. W przypadku tej artystki ta reguła nie ma żadnego znaczenia. Kate Bush swoim powrotem i tym właśnie albumem wypełniła pewną głęboką pustkę, którą pozostawiła po sobie w 1979 roku, i która była niezwykle dotkliwie odczuwalna. Natomiast tym, którzy mogli osobiście uczestniczyć w tak wielkim i jednym z najważniejszych wydarzeń w świecie muzyki ostatnich lat, pozostaje ogromnie zazdrościć.