Kasia Moś zdradza kulisy Eurowizji: „nawet za wniesienie krzesła trzeba płacić”

Kasia Moś, reprezentantka Polski na Eurowizji w 2017 roku oraz ostatnia osoba, której udało się awansować do finału udzieliła wywiadu Radiu Zet.

Kasia Moś wzięła udział w Eurowizji w 2017 roku w Kijowie z utworem Flashlight. Była ostatnią reprezentantką Polski, która awansowała do finału. Tam zajęła miejsce 22. W wywiadzie dla Zetki zdradziła m.in., że na Eurowizji płaci się dosłownie za każdy detal.

Budżet na nasz występ też nie był zbyt wysoki. Konkurs kosztuje. Na Eurowizji nawet za wniesienie krzesła na scenę trzeba dodatkowo zapłacić. Nie wiem, jak to dziś wygląda. Może fundusze są większe niż za naszych czasów. Nie mogliśmy sobie pozwolić na zbyt wiele. Chcieliśmy np. użyć efektu dymu, ale po prostu nie było na to środków. Pewnie gdyby ktoś z Polski wygrał którąś z Eurowizji, to podejście byłoby inne. Może znalazłyby się pieniądze.

https://www.youtube.com/watch?v=c3S3g0MKx08

Skomentowała również naszą tegoroczną piosenkę, River.

Piosenka jest okej, ale jeśli mam być szczera, to nie jest mój muzyczny świat. Mogę jednak obiecać, że na pewno będę trzymać kciuki.

Zdradziła też, że chętnie wróciłaby na Eurowizyjną scenę, ale tylko z odpowiednim utworem.

Gdybym miała świetny utwór i czuła, że to jest właśnie ta piosenka, to kto wie. Chciałabym na pewno, żeby brzmiała zupełnie inaczej niż „Flashlight”. Zmieniłam się od tamtego czasu. Poza tym nigdy nie kochałam tego utworu wielką miłością. Zdecydowanie wolałam „Addiction”. Zawsze żałowałam, że nie było na odwrót i nie pojechałam na Eurowizję z tą piosenką.

Cały wywiad przeczytacie na stronie Radia Zet.

27 maja Kasia Moś wydaje płytę z utworami Karin Stanek, legendy bigbitu z Bytomia, czyli z rodzinnego miasta artystki.


Czytaj również