Dociekliwi fani Kasi Kowalskiej mogli się zastanawiać nad ukrytym znaczeniem tytułu jej poprzedniej płyty. Nazwanie albumu Antepenultimate (to znaczy „trzeci od końca”) równie dobrze mogło być nawiązaniem do jego zawartości pod względem merytorycznym, co sugestią, że jest to przedprzedostatnie wydawnictwo piosenkarki w jej karierze. Druga wersja wydawała się na szczęście mało prawdopodobna. Nie sądzę też, żeby Kasia bezwzględnie zaplanowała sobie, że wyda w swojej karierze jeszcze tylko dwie płyty. W 2008 roku nikt się zresztą nie zastanawiał nad kolejnymi płytami artystki; fani skupili się na zawartości najnowszego, bardzo dobrego wydawnictwa. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że na kolejne przyjdzie nam poczekać dokładnie 10 lat.
Jeszcze trzy lata temu (2015) zestawiałem Kasię Kowalską z Agnieszką Chylińską, ponieważ obie panie aktywnie koncertowały, chociaż swoje ostatnie płyty wydały jeszcze w pierwszej dekadzie XXI wieku. Kasia Kowalska kontynuowała wówczas świętowanie 20-lecia debiutanckiego albumu Gemini, więc o nowej płycie nie było w ogóle mowy. Rok później (2016) wokalistka uraczyła swoich fanów pierwszym od ośmiu lat premierowym singlem. Fantastyczny singiel Aya zaostrzył apetyt fanów piosenkarki na jeszcze więcej. Musieliśmy się jednak uzbroić w cierpliwość, bo choć od początku było wiadomo, że nowy utwór jest zapowiedzią nowej płyty, to ewentualna data jej premiery nie była jeszcze znana.
Pierwszy od dziesięciu lat album Kasi Kowalskiej ukazał się 22 czerwca 2018 roku. Na płycie zatytułowanej tak samo jak pierwszy singiel, który ją promował – Aya – znalazło się 11 premierowych utworów oraz dwie pozycje bonusowe. Producentem płyty jest Adam Abramek – muzyk, z którym Kasia Kowalska współpracowała już przy płytach 5 i Antidotum.
Przebojowym singlem Aya Kasia Kowalska zaskoczyła wszystkich. Piosenkarka, która do tej pory kojarzyła się raczej z melancholijnymi tekstami (poza nielicznymi wyjątkami, patrz: Coś optymistycznego), nagrała utwór niezwykle pozytywny w przesłaniu. Pozytywny odbiór spotęgowała świetna muzyka – oparta głównie na perkusji, uczyniła tę piosenkę niezwykle energetyczną. Drugi singiel – Alannah (tak niewiele chcę) pozostał znacznie spokojniejszy, ale nie mniej udany. Jest nawet trochę folkowy, w czym duża zasługa banjo i grzechotek.
Pomiędzy singlami odnajdziemy oparty na dźwiękach fortepianu i gitary wzruszający utwór Dla Taty – to hołd dla zmarłego w zeszłym roku ojca artystki. Słysząc ten utwór, tata Kasi Kowalskiej z pewnością byłby z niej dumny, i to nie tylko dlatego, że każdy rodzic kocha swoje dziecko, ale również dlatego, że to po prostu piękna piosenka.
Utwór Miłosne zbrodnie do złudzenia przypomina Alabastra Bajmu (album Blondynka, 2012). Obie kompozycje różnią się co prawda dynamiką (akustycznie u Kasi Kowalskiej i rockowo w wykonaniu Bajmu), ale główna linia melodyczna pozostaje ta sama. Autorem jednej i drugiej piosenki jest producent Adam Abramek. Zabawna sytuacja.
Mimo pozytywnego przesłania singli, na płycie nie zabrakło też nostalgicznych utworów – czy to w tekście, czy w muzyce (Czerń i biel, Wyspy miliardów gwiazd, Krew ścinanych drzew, Tam gdzie nie sięga ból). Pierwsza i ostatnia z wymienionych zasługują w moim uznaniu na szczególne wyróżnienie. Jest też utwór z zupełnie przeciwległego muzycznego bieguna, czyli porywający rockową energią Przebaczenia akt. Z kolei Teraz kiedy czuję i Czas się kurczy to nowa Kasia Kowalska, która mnie osobiście podoba się najbardziej. Teraz kiedy czuję brzmi jeszcze piękniej w wersji akustycznej, ukrytej na samym końcu płyty.
Kasia Kowalska nieustannie się rozwija, odrobinę eksperymentuje, ale wszystko to robi w swoim niepowtarzalnym stylu, pozostając wierną muzyce, którą od zawsze tworzyła. Album Aya jest bardzo różnorodny, a to zawsze jest zaletą. Naprawdę warto było czekać.


