Kartky – dom na skraju niczego (2019), recenzja Michała Szuma

Inne recenzje

Kilka lat w czołówce polskie rap gry, wypracowany własny styl i parę naprawdę dobrych płyt na koncie sprawiają, że na każdym kolejny krążek Kartky’ego czekam przynajmniej z uśmiechem na ustach, bo wiem, że poniżej pewnego poziomu raper zwyczajnie nie zejdzie. Pytanie, gdzie jest ten najniższy punkt, bo być może jest nim dom na skraju niczego ?

Podobny obraz

Album jest na pewno bardzo spójny. Wszystko to za sprawą przymiotów wspomnianych w pierwszych słowach tej recenzji: Kuba jest gościem, który wie czego chce i w którą stronę zmierza. To, czy dany kierunek się komuś podoba, jest sprawą czysto subiektywną, bo nie każdy musi być fanem dość twardego flow, niskiego głosu rapera czy przyśpiewek, które towarzyszą poszczególnym trackom.

Mi osobiście żaden z tych elementów nie rzuca się w uszy i jeżeli nie lubię, to przynajmniej toleruję poszczególne składowe stylu Kartky’ego, jednak w pewnych momentach płyty pomyślałem sobie „ufff – dobrze, że (cośtam)”. Tak było chociażby w przypadku detroit, do którego zaproszony został m.in. Tymek, wraz z melodyjnym refrenem, naprawdę dobrze wpisującym się w konwencję piosenki współtworzonej przez owianego ogromną sławą na polskiej scenie klubowej, DJ Hazela. Szczerze mówiąc, choć nie jestem wielki fanem zbyt elektronicznych brzmień, ten utwór jest moim TOP jeżeli chodzi o tę płytę.

Czy zatem źle to świadczy o reszcie nagrań? Trochę tak, trochę nie. Z jednej strony, żadne z nich nie wybija się już tak mocno, bo – chociaż są równie elektroniczne – sprawiają wrażenie dość podobnych jeżeli chodzi o tempo i dynamikę. Z drugiej strony, można tu wychwycić pewne drobne elementy, które (ponownie: czysto subiektywnie) stanowią o delikatnej przewadze konkurencyjnej jednych nad drugimi. Dla mnie takim utworem jest koszmar minionego lata – za oryginalnie zbudowany nastrój poprzez delikatne akustyczne intro, duży minimalizm instrumentalny i rosyjskie wokalizy, przyprawiające ciary na plecach.

Teksty na albumie to typowy Kartky, bo niektóre wersy są tak bardzo przekminione, że czasami chyba tylko on wie, co miał na myśli. Nie zrozumcie mnie źle: nie krytykuję rapera za poszczególne zwrotki, staram się raczej podkreślić inne podejście do tematu pisania. W stylu Kuby próżno szukać wyszukanych storytelligów i rozległych opowieści na jeden określony temat – jest to raczej skakanie z kwiatka na kwiatek, gdzie zmienia się zarówno przedmiot, jak i podmiot. Najlepszym przykładem jest kawałek westrwold – przesłuchajcie go w skupieniu a zrozumiecie, co mam na myśli.

Znalezione obrazy dla zapytania Kartky - dom na skraju niczego

Wnioski? Dość proste, bo sam album nie jest również wybitnie skomplikowany: dom na skraju niczego to kolejne zebrane doświadczenie, jednak nie wróżę mu sukcesu na miarę Black Magic. Ma w sobie kilka momentów, podczas których nacisnąłem replay, kilka które regularnie przewijałem, więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tym samym Kartky wyznaczył sobie poziom wody, poniżej którego nie zejdzie. Jest to dość stabilny poziom i w ogólnym rozrachunku całkiem niezły, ale rapera stać na dużo więcej, co zresztą niejednokrotnie już udowadniał.

-
  • Data premiery:
  • Single:
Najlepsze utwory:
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Michał Szum
Michał Szum
Pasjonat muzyki, wielbiciel sportu, miłośnik nauki, kucharz amator. W wolnych chwilach publicysta na All About Music :)

Czytaj również

Kilka lat w czołówce polskie rap gry, wypracowany własny styl i parę naprawdę dobrych płyt na koncie sprawiają, że na każdym kolejny krążek Kartky'ego czekam przynajmniej z uśmiechem na ustach, bo wiem, że poniżej pewnego poziomu raper zwyczajnie nie zejdzie. Pytanie, gdzie jest ten...Kartky - dom na skraju niczego (2019), recenzja Michała Szuma