Rok 2013 kreśli się nam na razie pod znakiem muzycznych powrotów. Mogliśmy już podsłuchać wydanej po pięciu latach przerwy (świetnej, tak na marginesie) płyty Dido Girl Who Got Away, Exile duetu Hurts, oraz chyba najbardziej nieoczekiwanego powrotu – bo po aż 10 latach – brytyjskiego wokalisty Davida Bowiego z albumem The Next Day. Powrót Justina Timberlake’a do muzyki dla wielu osób był zaskoczeniem. Nikt nie przypuszczał, że po siedmiu latach od wydania Future Sex/Love Sounds ma w planach kolejny krążek. A jednak…
The 20/20 Experience jest trzecim studyjnym albumem Justina. Poprzednie dwa – Justified oraz Future Sex/Love Sounds – na całym świecie sprzedały się w ilości siedemnastu milionów kopii. Takie single jak SexyBack, What Goes Around… Comes Around czy My Love święciły triumfy na całym świecie. Będąc u szczytu muzycznej sławy Timberlake postanowił poświęcić się aktorstwu. Od czasu do czasu wspomagał tylko swoim wokalem takie gwiazdy jak Madonna, Ciara, T.I.
Byłam bardzo ciekawa jak po tylu latach, które minęły od wydania poprzedniej płyty Timberlake odnajdzie się w muzycznym show biznesie. Zmieniły się trendy, wielu artystów topowych jeszcze w 2006 roku odeszło w zapomnienie, ich miejsce zajęli inni. Minęły czasy muzyki r&b. Panuje moda na dance pop, electropop, dubstep. W tym kierunku poszła m.in. Kelly Rowland, Christina Aguilera, Leona Lewis i Madonna. Zżerała mnie więc ciekawość, jaka będzie odpowiedź Timberlake’a. Czy też podąży za modą, czy pozostanie wierny swojemu stylowi? Dziś, po wydaniu The 20/20 Experience, możemy odetchnąć z ulgą, bo Justin to wciąż Justin.
Zapewne wiele osób było zawiedzionych, że po tylu latach czekania artysta zaprezentował nam tylko 10 utworów. Ja jednak uważam, że ta liczba jest odpowiednia biorąc pod uwagę fakt, że wiele z tych piosenek trwa ponad 7 minut!
Płytę otwiera utwór Pusher Love Girl. Piosenka ma świetny, jakby filmowy początek. Później przeradza się w klasyczne r&b. W głowie zostały mi jedynie fragmenty, kiedy Justin powtarza słowa tytułowe. Pusher Love Girl trwa osiem minut, ale na szczęście w połowie jej brzmienie się zmienia. Jest bardziej nowocześnie, nawet hip hopowo. Cieszę się, że utwór nie jest jednostajny. Dzięki ciekawemu zakończeniu nie mam ochoty udusić Justina za taką długość kawałka. Jedyne, co mi trochę przeszkadza, to jego wysoki głos w niektórych fragmentach. Nieco tylko lepsze wrażenie zrobił na mnie singiel Suit & Tie. Zaproszenie do współpracy Jay’a Z było świetnym pomysłem, bo urozmaica on ten numer. Justinowi i raperowi wyszedł przyjemny, hip hopowo-taneczny kawałek. Szkoda tylko, że zupełnie nie zostający na dłużej w głowie.
Chociaż dwa pierwsze utwory zrobiły na mnie całkiem pozytywne wrażenie, daleko im do Don’t Hold the Wall. To moim zdaniem najbardziej wyrazista, dynamiczna piosenka na The 20/20 Experience. Szybko wpada w ucho. Utwór posiada orientalny początek, przywodzący na myśl gorące Indie. Podoba mi się urozmaicenie tej piosenki różnymi odgłosami. Ja wychwyciłam tam chociażby dźwięki lasu, głosy dzieci oraz telefoniczną rozmowę między mężczyzną a kobietą. Natomiast nie bardzo podoba mi się Strawberry Bubblegum. To nudna piosenka r&b, która na domiar złego trwa osiem minut. Słuchanie jej mogę porównać do żucia gumy. Z początku jest przyjemnie, ale z czasem cały smak gdzieś uchodzi.
Tunnel Vision wydaje mi się ukłonem w stronę r&b sprzed kilkudziesięciu lat. A jednocześnie za sprawą delikatnej elektroniki numer ten brzmi współcześnie. Następujące po nim Spaceship Coupe nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ot, Justin stwierdził, że dziesięć piosenek wygląda ładniej niż dziewięć i dorzucił ten kawałek.
Utwór That Girl to najbardziej leniwa kompozycja na The 20/20 Experience. Timberlake śpiewa w niej jakby od niechcenia. Nie popisuje się głosem, brzmi momentami trochę ospale. Ale to jest plusem tej piosenki. Muzyka również jest oszczędna, minimalistyczna, stanowi jedynie tło dla Justina. O ile komuś przysnęło się podczas słuchania That Girl, rozbudzi go Let the Groove Get In. Jest to utwór, który zawiera w sobie nie tylko wpływy r&b czy popu, ale nawet muzyki latino. Przypomina mi trochę Like I Love You z Justified. Bardzo pozytywna piosenka będąca ukłonem w stronę dawnej twórczości Timberlake’a. Podobnie jak Mirrors (wy też słyszycie tam wpływy Cry Me a River?). To spokojniejszy kawałek odznaczający się naprawdę dobrym tekstem. Justin przelał na papier swoje uczucia do żony. Porównuje ja do lustra:
Aren’t you somethin’ to admire, cause your shine is somethin’ like a mirror (PL: czyż nie jesteś czymś do podziwiania, ponieważ twój blask jest niczym lustro).
Piosenka, która zamyka album The 20/20 Experience jest Blue Ocean Floor. To jedyna ballada na krążku. Utwór jest dość smutny, by nie powiedzieć przygnębiający. Bardzo wyciszający.
Najnowszy album Justina Timberlake’a przebojowością ustępuje dwóm poprzednim. Jego siłą są jednak same kompozycje – dopracowane pod każdym względem, przemyślane. Może i piosenki nie zostają w głowie na długo, ale słuchanie ich to przyjemność.
* * *
To pierwsza z trzech recenzji albumu Justina, które przeczytacie na All About Music. Zamiast opublikować wszystkie trzy jednego dnia (tak jak robiliśmy to wcześniej, postanowiliśmy publikować jedną recenzję dzień po dniu. Zatem jutro przeczytacie recenzję Łukasza M,, a w czwartek Filipa W.



