Julia Marcell – Sentiments (2014), recenzja Joanny Gulewicz

Kiedy rzucę hasło Julia Marcell większość z Was ma zapewne przed oczyma ciemnowłosą ślicznotkę wirującą w rytm na poły etnicznej, na poły elektronicznej muzyki, której uroda przywodzi na myśl najjaśniejsze gwiazdeczki dawnego kina. Mało kto jednak wie, że ta przeurocza dziewczyna jest Polką i naprawdę nazywa się Julia Górniewicz. Piosenkarka, pianistka, skrzypaczka, kompozytorka, laureatka Paszportu Polityki, Fryderyka i Nagrody Artystycznej Miasta Torunia im. Grzegorza Ciechowskiego – a to zapewne dopiero początek wyróżnień.

Komponować zaczęła już jako 14-letni podlotek ale z wydaniem debiutanckiej EP-ki, zatytułowanej Storm wstrzymała się aż do roku 2007-ego. Dalsza kariera potoczyła się błyskawicznie. Dzięki pomocy fanów Marcell uzbierała 50 tysięcy dolarów na nagranie pierwszej płyty, a już cztery lata później została uhonorowana Paszportem Polityki:

Za w pełni autorskie i nowoczesne podejście do tworzenia muzyki. / Źródło: Relacja z gali Paszporty Polityki 2011 (pol.). www.polityka.pl. [dostęp 2014-11-15]

6 października ukazał się jej czwarty krążek – Sentiments. Album otwiera euforyczny singiel Manners. Niech nikogo nie zmylą rozpoczynające kawałek folkowe, radosne zaśpiewy, błyskawicznie bowiem przełamuje je rozkapryszona, butna i nieco rozwichrzona perkusja, której stara się dotrzymać kroku opóźniona w stosunku doń gitara i drapieżna, pełna maniery wokaliza. Pomimo, że całość mocno przypomina osławione w swej brytyjskiej gnuśności kawałki Peta Doherty’ego, Julia Marcell nie pozwala ponieść się schematowi i dzięki powracającym w refrenach lekkim i skocznym trelom sąsiadującym z niezmiennie kapryśną perkusją całość staje się świeża i niebanalna.

Również Teacher’s i Lost My Luck mają ten niegrzeczny, gnuśny „doherty’owski” posmak. Wokal jest agresywny, buńczuczny, wręcz krzykliwy a zwichrowany, niby rozstrojony bas i dynamiczne, ciężkie partie perkusyjne doskonale utrzymują zamierzony efekt ciężkości i skargi.

Całkowita zmiana atmosfery dokonuje się w Dislocated Joint. Utwór rozwija się powoli, subtelnie wychodząc od delikatnych molowych partii fortepianowych, którym towarzyszy szeptano-śpiewany wokal. Każdy kolejny takt włącza jednak kolejne instrumenty i kolejne ścieżki melodyczne, by kulminację osiągnąć w refrenie, gdzie wokaliza zwalnia, osiągając coraz wyższe rejestry i pociąga za sobą resztę instrumentarium, które też nijako ulega muzycznemu zawieszeniu, dzięki czemu kompozycja nabiera melancholijnych, pełnych tęsknoty rumieńców. Podobna konstrukcja prześwieca przez Maryanna. Kompozycja jest utrzymana w tonacji akustycznej, melancholijnej refleksji. Subtelny, senny i hipnotyzujący swoim pół-szeptem wokal, zupełne wykluczenie wszelkich instrumentów poza molowymi, zamkniętymi w kilku jakże znaczących dźwiękach partiami fortepianowymi oraz włączenie w całość niemal nieuchwytnych ech i pogłosów dowodzą, że Julia Marcell nawet za pomocą skąpych środków potrafi wywabić z cienia to, co najgłębiej ukryte i zmienić to w majstersztyk.

Halflife to propozycja sąsiadująca nastrojem z jazzem. Przydymiony, pół-szeptany, pół-nucony wokal oscylujący wokół niskich rejestrów i rytmicznie wybijająca rytm gitara basowa zmieniają odcień w partiach refrenowych, gdzie głos traci tempo i rozmywa się na całej długości tej części, sięgając po kontrastowe wysokie dźwięki, by pod koniec utworu zupełnie rozmyć się w wysokich rejestrach, pozostawiając po sobie tylko molowy i z taktu na takt gasnący akcent fortepianowy. Na podobnej zasadzie został pomyślany kawałek Tweleve. Pełna maniery wokaliza i rytmizujący bas zmieniają oblicze w refrenach, pozwalając melodii wznieść się w górę.

Dla odmiany utwór Piggy Blonde jest wdzięczną, na poły akustyczną kompozycją, w której pierwsze skrzypce należą do rozmarzonej wokalizy, a reszta instrumentarium zostaje zminimalizowana do sennie sączących się dźwięków tła, które dopiero pod koniec utworu wzrastają w siłę zamykając kompozycję niepokojącym i pełnym rezygnacji wielogłosem smyczków.

Cincina to jedyna polskojęzyczna propozycja na całej płycie. Utwór wypełnia skoczna, euforyczna atmosfera budowana dzięki silnie dynamizującemu efektowi klaskania, który ciągnie za sobą pospieszny, wyliczankowy wokal i dziką perkusję.

North Pole kompozycją balansuje między uroczymi, wdzięcznymi kompozycjami Natalii Imbruglii i niezastąpioną Norą Jones. Spokojna, niespieszna, acz trzymająca rytm wokaliza, stłumione tło muzyczne i powtarzający się stale motyw przewodni o durowym, ciepłym zabarwieniu – prosto i harmonijnie, lecz niebanalnie.

Zamykający album utwór Superman to propozycja eksperymentalna. Tworzywem kompozycji jest dominująca nad całością i rytmizująca partia basowa, za którą podąża zgodny zeń, bliski mowie i wciąż narastający zarówno skargą jak i tonacją wokal. Skrzydeł kawałek dostaje w partiach refrenowych, gdzie pojawia się podwójna wokaliza jednocześnie wznosząca się w kierunku wysokich rejestrów i trzymająca się nizin, dzięki czemu utwór nabiera przestrzeni.

Krążek Sentiments, jak to zwykle w wypadku Julii Marcell bywa, jest absolutnym majstersztykiem, przemyślanym i zrealizowanym z rozmachem od początku do końca i zdecydowanie stroniącym od prostych rozwiązań muzycznych, nie bojącym się sięgać po nowe rozwiązania, więc z cała pewnością wartym dużej uwagi. Jeśli macie ochotę zobaczyć na własne oczy jak ta przeurocza dziewczyna radzi sobie na scenie, zapewne ucieszy was wiadomość, że Julia Marcell właśnie ruszyła w trasę koncertową. Więcej informacji znajdziecie na stronie artystki: www.juliamarcell.com

julia marcell

Czytaj również