John Mayer – The Search for Everything: Wave One (2017), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

0
172

Chłopak z gitarą byłby… no właśnie. John Mayer należy do tych szczęściarzy, którzy właściwie od razu po wejściu na rynek stali się pewnego rodzaju objawieniem. Wydana w 1999 EP’ka Inside Wants Out trafiła na 22 miejsce listy sprzedaży w Stanach Zjednoczonych. Już wtedy było pewne, że ten niepozorny chłopak z gitarą zajdzie bardzo wysoko. Sytuacja stała się faktem już dwa lata później, kiedy do sprzedaży trafił debiutancki album Mayera. Krążek Room For Squares sprzedał się w kilkumilionowym nakładzie, pokrywając się kilkukrotnymi platynami w Ameryce czy Australii.

Nie inaczej działo się przez kilka kolejnych lat, kiedy każdy nowy materiał nagrany przez Johna trafiał na pierwsze miejsca list sprzedaży, a kolejne utwory stawały się radiowymi hitami, niejednokrotnie nagradzanymi podczas wręczenia nagród Grammy. Niestety czasy świetności Mayera powoli mijają. Pomimo, że artysta do tej pory na koncertach gromadzi tysiące fanów, drugiego Your Body Is A Wonderland czy Gravity już chyba nie usłyszymy. Dwa ostatnie długogrające krążki Born And Rised oraz Paradise Valley nie stały się już tak popularne i trafiające w ucho jak ich poprzednicy.

Od czasu premiery ostatniej płyty minęły już prawie 4 lata. Dlatego powrót Johna Mayera miał być dla muzyki czymś ważnym. Jednak jedyne co potwierdził, to fakt że artysta może nadal trzyma się ram, które stworzył kilka lat temu i proponuje nam melodyjne, lekkie, a tym samym radiowe utwory, ale po tylu latach na rynku czas delikatnie wyjść poza schemat i stworzyć wartość dodaną swojej twórczości.

Najnowsza EP’ka The Search for Everything: Wave One ma to nieszczęście, iż ten powrót słynnego chłopca z gitarą delikatnie zniszczyła. Pierwszy utwór, który trafił w nasze ręce jeszcze przed premierą całości krążka to Love on the Weekend. Odkrywcze brzmienie, do którego dąży obecnie wielu wykonawców zaginęło gdzieś pomiędzy charakterystycznym dla Mayera dźwiękiem gitary prowadzącej, a pieszczącym uszy wokalem. Tak właśnie – wokal to jest jedyna kwestia, która pozostała z nim pomimo braku ciekawych melodii. Poza singlem promującym na EP’ce znajdziemy jeszcze bardziej wpadające w jammingowe klimaty, rytmiczne Moving On and Getting Over, które, gdyby nie brak melodii przewodniej, wybijającej się ponad resztę dźwięków, byłoby zdecydowanie lepszym wyborem na singiel. Numer 2 zajmuje Changing. Utwór z o wiele bogatszym instrumentarium i przede wszystkim rosnącym w miarę upływu tych 3 minut. Tą niezwykle krótką EP’kę zamyka spokojne i ckliwe You’re Gone Live Forever in Me. Szczerze mówiąc przy pierwszych dźwiękach wokalu Mayer brzmi jak nietrafiający w punkt melodii Chris Martin. Niestety głos Johna brzmi zdecydowanie lepiej i bardziej wyraźnie w niskim tonie, kiedy jest w stanie dotknąć słuchacza w jego najczulsze miejsca.

The Search for Everything: Wave One nie jest tym tworem, jakiego się spodziewaliśmy. Jeśli ktoś, tak jak ja oczekiwał, że Mayer ponownie zaciekawi melodiami takimi jak 10 lat temu, rozczaruje się bardzo szybko. Żeby jednak nie było tak niemiło, EP’kę warto przesłuchać, chociaż te kilka razy. Jednak ciężko będzie pozostać przy niej na dłużej.