Joe Cocker to legenda. I choć skończył w tym roku 68 lat ani myśli przechodzić na „muzyczną emeryturę”. I bardzo dobrze. Cocker to wciąż artysta przez duże A, czego dowodem jest jego kolejny album wydany w listopadzie tego roku. Fire It Up to dawka mocnych brzmień, temperamentnych utworów ale również nieco spokojniejszych ballad. Wszystko podane ze smakiem i odpowiednio zrównoważone. Dokładnie w 11 kompozycjach.
6 listopada premierę miał 23 album Joe Cockera. Sam Cocker powiedział, że nagrywanie jest niczym malowanie obrazów i piosenki nie mogą wyglądać jak swoje kopie. W związku z tym jego „muzyczne obrazy” są różnorodne i unikatowe. Ileż werwy ma ten 68-letni mężczyzna, który wciąż czaruje swoim głosem i nagrywa takie płyty! Od zawsze pokazywał, że ma różne oblicza zaczynając od You Are So Beutiful przez Summer in The City czy You Can Leave Your Hat On, a kończąc na Tonight. Ma tak bogatą dyskografię, że można pomyśleć, iż nie jest w stanie nas zaskoczyć. A jednak! Fire It Up jest doskonałym przykładem, że można nagrywać dobre albumy niezależnie od wieku i bez korzystania ze wcześniejszej popularności.
Całość rozpoczyna kawałek I’ll Be Your Doctor, w którym mocny głos Cockera podkreśla kobiecy chórek. Artysta pokazał, że potrafi bawić się swoim głosem i że nadal drzemie w nim siła. Nie ma mowy o wycofywaniu się. Wręcz przeciwnie, numer od samego początku pokazuje na co stać Cockera i czego możemy oczekiwać po płycie. Po mocnym akcencie otwierającym krążek Cocker pokazuje nam swoją spokojniejszą stronę. You Love Me Back i You Don’t Need to Million Dollars to numery, w których głównie możemy podziwiać wokal Cockera. Mocny (mimo iż to spokojne piosenki), z charakterystyczną chrypką i w każdym calu dopracowany. I Come in Peace to genialne wykorzystanie fortepianu. Jest to jeden z lepszych numerów na płycie. Urzekła mnie również piosenka Younger – w której z kolei głównie słychać gitarę – oraz You Don’t Know What You’re Doing to Me.
Na uwagę zasługuj wykorzystanie bogatego instrumentarium. Mamy wspomniany fortepian, jest saksofon i trąbka, perkusja. Każdy instrument dobrze współgra z wokalem Cockera, uzupełniając go i podkreślając charyzmatyczną barwę.
Słabe strony? Najwidoczniej kompletny artysta tworzy krążki idealne, gdyż ja nie doszukałam się żadnych wad. Może wynika to z faktu, iż Cocker umieścił tylko 11 piosenek, które są przemyślane i dobrze dobrane. Także nie ma tutaj w czym wybierać i na co narzekać. To ciekawa propozycja, która pobija wiele najnowszych wydawnictw królujących na szczytach najlepiej sprzedających się krążków. Cocker to nie gwiazda. To legenda, to Artysta, który nie potrzebuje reklamy i rozgłosu. Nowa płyta to propozycja dla koneserów muzyki, poszukiwaczy dobrych brzmień, wyszukanych i wysmakowanych muzycznych klimatów.
Słychać na tym krążku, że Cocker to artysta spełniony, który teraz bawi się muzyką. Jest świadomy potencjału swojego głosu i tym samym nie musi eksperymentować. Fire It up to świetne połączenie energicznych brzmień z nieco spokojniejszymi balladami, które pozwalają na chwilę refleksji. I cieszę się, że Cocker nie rezygnuje z tworzenia. Jego kojący głos potrafi wywołać dreszcze a w te nadchodzące zimowy wieczory także rozpala. Jeżeli myśleliście, że Cocker to już „dziadek”, zachęcam was to przesłuchania tego krążka, który pokaże wam, że się mylicie. Niejeden młody artysta może pozazdrościć Cockerowi takiej swobody i niezwykłej muzycznej siły.



