Zapewne starszym czytelnikom nieobca jest sentencja „Jimi Hendrix wielki Murzyn, swą gitarą ludzi wkurzył”, którą wyśpiewywał zespół Big Cyc osiemnaście lat temu. Jeśli tak ambitna sztuka, którą w swoim życiu uformował ciemnoskóry Jimi Hendrix, ma faktycznie być zdefiniowana jako narzędzie doprowadzające słuchacza do szału, to tym samym bezwzględnie oznajmiam, że liczę na udział większej ilości artystów wywołujących podobną irytację w odbiorcach. Rezultat wynikający z rozzłoszczenia audytora za pomocą równie wyrafinowanego kunsztu gitarowego musi być konsekwentnie utożsamiony z nieopisaną euforią receptywną.
Rok 2013 bardzo sowicie obdarował entuzjastów twórczości Jimi’ego Hendrixa. Inżynier techniczny muzyka, Eddie Kramer, dokonał kompilacji niepublikowanych dotąd utworów słynnego gitarzysty powstałych jeszcze w latach 60. Efektem tych działań było wykonanie wspaniałego albumu People, Hell and Angels, który zawiera dwanaście arcyciekawych wykonań Jimi’ego. Aczkolwiek po wydaniu tego materiału pojawiła się też mniej przychylna wiadomość dla koneserów tematu, gdyż Kramer zapewnia, że to już ostatni materiał, który został nam po Hendrixie. Zatem krążek, który ofiarowali nam mecenasi dorobku amerykańskiego gitarzysty, należy określić jako uwieńczenie ponadczasowego talentu muzyka i ostateczne przypieczętowane jego niebłahej, ale zakończonej już kariery artystycznej. Osobiście uważam Jimi’ego za jednego z najwyborniejszych i najbardziej uzdolnionych gitarzystów, którzy kiedykolwiek istnieli na Ziemi.
Jednym z najwspanialszych numerów na płycie jest kawałek Easy Blues. Dysponuje on świetną, przełomową (zwłaszcza jak na tamte czasy) i bogatą solówką gitarową, jest to wręcz epokowy i prekursorski składnik rzemiosła instrumentalistyki szarpanej. Nietypowa nośność akustyczna, która uwarunkowana jest nowatorskimi zastosowaniami gitarowych technik, stanowi spoiwo wpędzające melodię w wir nieporównywalnej z niczym biegłości artystycznej. Sprawne przebieranie przez muzyka koniuszkami palców i wprawianie w ruch gitarowych strun składają się na bardzo skomplikowaną trasę melodyczną, sięgającą swymi tonami obszarów silnej sprężystości i bogatej ekstensywności skali. Ta niesztampowa symfonia poszczególnych dźwięcznych drgań jest przykładem niebywale imponujących umiejętności Hendrixa. Równie ciekawe i skomplikowane efekty solo wygrywane na gitarze można uświadczyć np. na Somewhere, Bleeding Heart czy Izabella, ale talent Hendrixa do takich zabiegów jest właściwie wyczuwalny na każdym wykonaniu. Crash Landing ma już nawet znamiona rockowej nowoczesności, którą przesiąknięta jest twórczość Jimmie’go Page’a czy Rogera Watersa. Najnowsze wydanie z muzyką Hendrixa to profesjonalna kreacja nasilająca mój niezbity zachwyt nad koneksją niesamowicie rozbudowanych tonów oraz nad zaawansowanymi solówkami zaświadczającymi o doniosłej maestrii gitarzysty. W dodatku barwa głosu artysty posiada również ciekawą oprawę i przyczynia się do zręcznego urozmaicania wygrywanych tonów. Hendrix nie cenił własnych umiejętności wokalnych, ale ja uważam, że ich soulowa oprawa bardzo elegancko wpasowuje się w całą kompozycję melodyczną.
http://youtu.be/Z1or7umHWmI
Mnogość utworów nagranych na albumie People, Hell and Angels zdecydowanie porusza się po bluesowych rytmach, co szczególnie wyraźnie można unaocznić w takich wykonaniach jak Hear My Train a Comin’, Somewhere czy też Easy Blues. Sam prosperujący udział Hendrixa w rozwoju muzyki tego pokroju jest kolejnym z czynników jego działalności, który czyni z niego osobę w pełni zasłużoną dla muzyki XX wieku. Jest to tym bardziej istotne, gdy weźmie się pod uwagę, iż najnowsza odsłona Jimi’ego jest szczególnie podobna do jego pierwszej płyty. W repertuarze wywodzącym się z dawniejszych dokonań Jimi’ego, do utworów szczególnie emanujących bluesową falą artystyczną należy zakwalifikować Are You Experienced czy Purple Haze. W początkowych dziejach bluesa wielość wykonań trzymających się nutowych konwencji dysponowała charakterystycznym interwałem z nieco obniżonym siódmym stopniem (u Hendrixa widać jeszcze ten takt dość wyraźnie w utworze Are You Experienced). Później wraz z rozwojem kolejnych trendów afroamerykańskiej muzyki doszło do powstania bluesowego rozszerzenia zasobów akordów o tajemniczy dziewiąty stopień. Natomiast skala dźwiękowa została przez twórców bluesa usytuowana w majorowym spektrum dźwiękowym. U Hendrixa akordy zostały odrobinę poplątane, jego gitarowe riffy przeskakiwały pomiędzy rozpiętością mol a dur, szczególnie wyrazistą formę tego manewru widać w Purple Haze. Gdy nagrywany był materiał z People, Hell and Angels, Hendrix już dysponował tym oryginalnym stylem, choć jednocześnie był wciąż człowiekiem poszukującym i eksperymentującym. Dlatego był to czas, gdy muzyk doskonalił swe umiejętności i kierował swoją sztukę w nieznane rejony artystycznej twórczości. Dla miłośników zarówno delta bluesa, jak i trendów pochodnych materiał z tej płyty powinien stanowić prawdziwą ucztę artystyczną. Blues w wykonaniu Jimi’ego, również na ostatnio opublikowanym krążku, to niezapomniane doznania wypływające z wczesnych perypetii muzyki amerykańskiej. Daje on wyśmienitą mieszankę emocjonalną i powód do konceptualnego zachwytu nad wykwintnym warsztatem tego niezwykłego muzyka.
Na albumie przeważają pokaźne utwory z nieco umiarkowaną dynamiką, które mogą rzucać skojarzenia nie tylko z pierwszymi dokonaniami Hendrixa (np. The Wind Cries Mary), ale również z jego utworami odrobinę późniejszymi, zwłaszcza takimi jak Voodoo Child (Slight Return), Angel czy Cocaine. Do tej odrobinę złagodzonej części twórczej z najnowszego albumu Hendrixa można np. zaszeregować takie wykonania jak: Izabella, Villanova Junction Blues, Hey Gypso Boy czy nawet Bleeding Heart (cover Elmore’a Jamesa). Jest to szlak artystyczny, po którym stanowczo poruszały się wiele razy inspiracje przyświecające np. twórczości Erica Claptona, a które razem z działalnością Hendrixa wykazywały zapewne obecność jakichś obopólnych wpływów (tym bardziej, że muzycy współpracowali ze sobą w czasach działalności zespołu Cream). Na najnowszym materiale Jimi’ego można jednak uświadczyć także nieliczne piosenki nawiązujące do prężnej energiczności Hendrixa, którą w przeszłości zaprezentował w takich dziełach jak Crosstown Traffic, Gloria, American Woman albo Psycho. Są to przede wszystkim utwory Let Me Move You, Hear My Train a Comin’ oraz Inside Out. W Mojo Man (piosenka ta została zaprojektowana przez braci Allen) można z kolei dosłyszeć odrobinę inspiracji jazzowych, które również były kiedyś obecne w twórczości muzyka np. przy nagrywaniu kawałka Red House z jego debiutującej płyty Are You Experienced. Można tu unaocznić odrobinę instrumentów dętych wykonujących kilka pojedynczych, synkopowanych zabiegów. Warto dodać, że Hendrix jako pierwszy zastosował efekt Octavia w swojej gitarowej muzyce, który został opracowany przez Rogera Mayera. Na Mojo Man pojawia się lekko niecodzienna nośność dźwiękowa, mająca wręcz silne elementy vibrato, której przygotowanie było zapewne uwarunkowane między innymi tym ciekawym przyrządem elektronicznym. Podobne efekty dźwiękowe można uświadczyć wsłuchując się w Hey Gypsy Boy, który również jest świetnie skomponowanym utworem.
http://youtu.be/Ij30jRhoh2k
Jako ciekawostkę chciałbym jeszcze dodać, że kawałek Earth Blues przypomina mi łudząco muzykę kapeli Spooky Tooth z okresu Spooky Two. Refren jest wyśpiewywany w bliźniaczej tonacji, natomiast trakcja gitarowa zachowuje bardzo podobną melodykę. Gdyby wzmocnić tę kompozycję Hendrixa o charakterystyczne organy oprawione w stylistykę zespołu The Animals dodając zarazem dodatkowe partie strunowe, to otrzymalibyśmy kawałek bardzo zbliżony do Waitin’ for the Winds tej brytyjskiej grupy Spooky Tooth. Co dziwniejsze, obydwa utwory zostały zmontowane mniej więcej w tym samym czasie, czyli pod koniec lat 60 ubiegłego stulecia. Jimi Hendrix często bywał w Wielkiej Brytanii i udzielał tamtejszej publiczności koncertów, później wynajął nawet mieszkanie w Londynie (pierwsza połowa 1969 roku, dokładnie wtedy wydano album Spooky Two) zatem nie można wykluczyć ewentualnych wzajemnych inspiracji oraz wpływów. W każdym razie jest to kolejne wyśmienite dzieło twórczości Hendrixa, które wzbudziło mój potężny zachwyt.
http://youtu.be/1GKxtOgEtlg
Przechodząc do konkluzji, zaakcentuję kolejny raz moje deklaracje, które określają jak bardzo cenię Jimi’ego Hendrixa i jak bardzo jestem mu wdzięczny za jego wkład w muzykę dwudziestego wieku. Jedyne czego można naprawdę żałować, to faktu, że życie Hendrixa zakończyło się tak prędko, bowiem artysta nie dożył nawet trzydziestu lat. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak wiele motywów artystycznych mogłoby się jeszcze rozwinąć, gdyby jego kariera trwała znacznie dłużej. Podobnie jak wszystkie inne płyty, które zostały wydane pod nazwiskiem Jimi’ego, tak również i People, Hell and Angels uważam za wiekopomne arcydzieło, którego wartości nie można przecenić. Jeśli czytelnik ceni wyrafinowany kunszt gitarowy, to najnowsza płyta z dziełami Hendrixa jest dla niego pozycją obowiązkową.


