Matt Dusk to równo czterdziestoletni jazzman z Kanady, który od wielu lat odwiedza Polskę. Oprócz swoich własnych płyt, ma na koncie wydany w 2015 roku album, na którym śpiewa z polską piosenkarką Margaret.
Ostatnio wokalista nagrał nową płytę „JetSetJazz”, która utrzymana jest w klimacie lat sześćdziesiątych. Czy będzie to platynowy sukces, jak przy okazji duetu z Margaret? Czas pokaże! Tymczasem udajcie się z nami na chwilę na podróż po świecie Matta Duska.
Marta Umiejewska: Witaj ponownie w Polsce! Co Cię tutaj tak często sprowadza?
Matt Dusk: Część mojej rodziny mieszka w Olsztynie i tutaj też jest moja wytwórnia. Poza tym w Polsce można spotkać mnóstwo utalentowanych muzyków, fotografów… Po prostu lubię tu być. Zawsze spędzam tu chociaż kilka dni w roku.
MU: Wspomniałeś o polskich muzykach, a z niektórymi z nich miałeś już okazję pracować. Jak wspominasz Margaret?
MD: Świetnie! To bardzo pewna siebie kobieta. Kiedy zaczynaliśmy nagrywać płytę [„Just the Two of Us” – przyp. red.], miałem okazję spędzić z nią trochę więcej czasu. Zauważyłem, że to osoba, która nie boi się chadzać własnymi ścieżkami i nie podporządkowuje się społeczeństwu. Wydaje mi się, że to częste u piosenkarzy, bo przecież muszą mieć odwagę, żeby wychodzić na scenę. Ja sam zauważyłem, że bardziej mnie stresuje mówienie do publiczności, niż wywiady, bo publiczność zazwyczaj nie odpowiada, co najwyżej klaszcze. Ale z czasem się i tego nauczyłem, występuję już prawie 35 lat.
MU: Śpiewałeś też z Edytą Górniak. Czym ta współpraca się różniła?
MD: Z Edytą spędziłem o wiele mniej czasu, nagraliśmy tylko jedną piosenkę. Przed występem w Sopocie spotkaliśmy się na próbie i zaraz potem był nasz występ. Obie wokalistki są bardzo utalentowane, ale też z każdą osobą dynamika pracy bardzo się różni. Ogólnie uwielbiam występować w innymi artystami – czuję się wtedy, jakbym dostał najlepsze miejsce na widowni.
MU: Planujesz kolejne występy w Polsce?
MD: Tak, wracamy w lutym. Póki co jesteśmy na etapie szukania odpowiedniego miejsca do zaprezentowania materiału z nowej płyty.
MU: Nowej, ale wciąż jazzowej. Dlaczego jesteś taki wierny temu gatunkowi?
MD: Bo to jedyne co potrafię (śmiech). Próbowałem już wszystkiego, no może poza rapem i reggae, ale już jakiś czas temu usłyszałem, że jak ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego. Mimo że dałbym radę śpiewać pop, to konkurowałbym wtedy ze wszystkimi gwiazdami pop na świecie, a w tym im nie dorównam. Jazz śpiewam od wielu lat i czuję, że z każdym rokiem staję się lepszy.
MU: Mimo że „JetSetJazz” nie jest płytą świąteczną, to trochę tak brzmi. Potrafisz wyjaśnić, dlaczego?
MD: Jazz jest nierozłączny ze świętami Bożego Narodzenia ze względu na tradycję. W Ameryce najpopularniejsze piosenki świąteczne to wciąż „White Christmas” czy „Chestnut roasting on an open fire”. Z tego powodu kiedy ludzie słyszą piosenki jazzowe, to mówią „To brzmi jak Święta!”. U mnie w domu też śpiewa się te utwory. Ja uwielbiam klasykę – Frank Sinatra, Tony Bennett, Nat King Cole.
MU: W piosence „Rich in Love” śpiewasz, że nie potrzebujesz żadnych materialnych rzeczy, ale jestem przekonana, że masz jakieś ukryte marzenia…
MD: Tak jak wymieniłem – Maserati, jacht… (śmiech) Mam wielu zamożnych znajomych i spędzając z nimi czas zrozumiałem, że tak naprawdę najważniejsza jest przyjaźń i miłość. Wystarczy mi korzystanie z ich rzeczy, nie potrzebuję własnych (śmiech). Jako dziecko, bardzo ekscytowały mnie prezenty, to było dla mnie najważniejsze na Gwiazdkę; teraz zazwyczaj proszę, żeby mi ich nie dawano.
MU: Kolejnym pięknym utworem z nowego albumu jest „My Paris Is You”. Jaka historia się za nim kryje?
MD: Mój przyjaciel Vincent Degiorgio, z którym piszę teksty, prawie się tam przeprowadził! Opowiadałem mu historię o tym, jak pojechaliśmy zagrać koncert w Paryżu i w ostatniej chwili promotor zbankrutował. Okazało się, że mamy wolny tydzień. Zastanawialiśmy się, co robić. Wszystko, co udało nam się obejrzeć, opisaliśmy w piosence. Ale oczywiście w Paryżu byłem wielokrotnie, ale nie podoba mi się tam aż tak, jak w Kanadzie. Ze względu na charakter mojej pracy dużo podróżuję, a w Kanadzie zawsze czeka na mnie moja rodzina, tam czuję się najlepiej.
MU: Wydaje mi się, że wiele osób postrzega Cię jako bardzo eleganckiego dżentelmena. Jaką najmniej elegancką rzecz zrobiłeś w swoim życiu?
MD: Tego nie mogę Ci zdradzić! Ale faktycznie jest coś w tym, jak ludzie Cię postrzegają. Czasami próbuję być miły i pytam kogoś z ciekawości, ile ma lat, a w odpowiedzi słyszę, że jestem niegrzeczny. A chciałem tylko szczerze porozmawiać! Tak naprawdę uważam, że starsi ludzie wymiatają. Wiele osób nie obdarza ich wystarczającym szacunkiem, a oni tyle już przeżyli i często mają ogromne doświadczenie i wiedzę.
MU: Życzę Ci zatem pięknych, muzycznych Świąt w otoczeniu najbliższych!
MD: Dziękuję i do zobaczenia!


