Jain – Souldier (2018), recenzja Pawła Markiewicza

Muzycznego debiutu młodej francuskiej Jain nie zaliczam do zbytnio udanych i takich, które zasługiwałby na szerszy rozgłos. Nie oznacza to jednak, że artystka nie ma talentu. Zwyczajnie określałem ją jako osobę, która szła w złym kierunku i zawsze czegoś jej brakowało. Dziś, wraz z premierą drugiego albumu, dałem jej kolejną szansę. Jak przedstawia się Souldier i w jakim stopniu dojrzała muzyczna świadomość Jain od czasu wydania pierwszego krążka?

Pierwszą i najbardziej znaczącą różnicą, która oddziela grubą kreską debiut Jain od drugiego albumu jest fakt, że artystka otworzyła się na bardziej nowoczesne technologie, pozostając przy tym wszystkim sobą. Tu pojawia się wątek, o którym wspomniałem w leadzie – ona od zawsze miała talent, który niestety na siłę próbowano wsadzić w ramy, do których osobowość wokalistki nie pasowała. Teraz jest znacznie bardziej „cool” i „trend”, co paradoksalnie nie oznacza, że artystka zamknęła się na nurty muzyczne, których ostatnio próżno szukać we współczesnej muzyce popularnej. Widać jak na dłoni, że Jain czerpała garściami, wiadrami, a i może studniami z muzyki arabskiej, Bollywood i reggae. Połączenie tych wszystkich gatunków muzycznych sprawiło, że na Souldier został zebrany materiał optymistyczny i rytmiczny do tego stopnia, że brakuje stopniowania.

Na tym planie w końcu został wyeksponowany feeling i charyzma artystki, którego starczyłoby do porwania całych tłumów na największych festiwalach muzycznych na świecie – czego jej z całego serca życzę. Jain w delikatnym i zwiewnym stylu porusza się pomiędzy krótkimi, chwytliwymi melodiami. Świetnie sprawdza się w wolniejszych kompozycjach i tych, gdzie zwykłemu człowiekowi zabrakłoby tchu. Na wydawnictwie znalazły się także dwa kawałki, w których Jain pokazuje swoje możliwości raperskie. Z dystansem czy bez – wychodzi jej to dobrze. Do tych bogatych i wesołych produkcjach bardzo dobrze wpasowuje się cięższy rap.

I na szczęście – tutaj brakuje elementu francuskiego. Nieważne który artysta będzie chciał przebić się do europejskiej czy amerykańskiej świadomości – już po chwili słychać, że jest Francuzem. Tu tego nie ma i świetnie. Ten album cechują produkcje na światowym poziomie, muzyka nadająca się do każdej rozgłośni radiowej i teksty, które rozweseliłyby największego gbura. Ładunek pozytywnego przesłania, który został zamknięty w dziesięciu utworach, trudno jest zmieścić w skali.

Souldier to bomba optymizmu, która podnosi z kolan, ociera łzy i zaprasza do tańca. Nie brakuje tu chórków, etnicznych instrumentów, bogatych linii melodyjnych i krzepiącego głosu Jain. I tak jak Ariana Grande wydała płytę, przy której można trochę potańczyć i trochę popłakać, tak ta artystka stworzyła album pełen pozytywnego przesłania, którego radosny arsenał zaprasza nas na parkiet i pozwala zapomnieć o wszelkich problemach. Materiał ma również ważne przesłanie – to właśnie My jesteśmy najważniejsi i pewni siebie powinniśmy zawsze stawiać się na piedestale, nie zapominając o marzeniach i o bliskich.

oceny

autor recenzji

Paweł Markiewicz
Paweł Markiewiczhttps://allaboutmusic.pl
Student drugiego stopnia Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

Sprawdź nasze inne

Recenzje