Po trzech latach od wydania ostatniego albumu (nie licząc świątecznego Someday at Christmas) uczestniczka piątej edycji American’s Got Talent Jackie Evancho wraca z nowym materiałem. I choć Two Hearts składa się głównie z coverów to możemy znaleźć na nim kilka kompozycji stworzonych przez samą wokalistkę. Jaki jest efekt tej mieszanki? Czy dziewczyna z anielskim głosem stworzyła album gotowy przebić jej poprzednie wydawnictwa?
Jackie Evancho swoją karierę rozpoczęła jako dziewięciolatka, a w wieku 10 lat wzięła udział w piątej edycji programu American’s Got Talent i choć nie wygrała show (zajęła 2. miejsce) to jej kariera nabrała rozpędu. 17–letnia obecnie Jackie ma na swoim koncie już siedem albumów studyjnych wraz z najnowszym zatytułowanym Two Hearts.

Płyta rozpoczyna się od spokojnego, melodyjnego i operowego wręcz Caruso, śpiewanego po włosku (w oryginale przez Lucio Dallę). Utwór w stylu do którego Jackie zdążyła nas już przyzwyczaić, gdyż zwyczajnie w takich aranżacjach jej wysoki, anielski, jak niektórzy mówią, głos wypada najlepiej. Jest to niestety wielki minus wydawnictwa, które jest bardzo jednostajne i tylko czasami zaskakuje jakimiś żywszymi brzmieniami. Kolejne utwory – Attesa i How Great Thou Art są utrzymane w podobnym tempie co otwierające Caruso. Sprawia to, że już na początku słuchacz zostaje wprowadzony w senny nastrój, z którego ciężko wyjść mu aż do końca.
Delikatne rozbudzenie następuje wraz z kolejnym utworem. Mama, choć znowu, bardzo podobna do poprzednich utworów w swojej melodii ma coś co sprawia, że wybija się nieco ponad swoich poprzedników. Kolejna takie ‘obudzenie’ następuje dwie piosenki później wraz z utworem Have You Ever Been In Love. Sytuacja jest tu podobna do tej przy Mama, niby tempo i aranżacja podobna do innych, ale w melodii jest coś, co sprawia, że piosenka przyciąga. Jest to też pierwsza kompozycja przy której zwróciłam uwagę na tekst, w poprzednich kompozycjach skupienie się na tym, o czym śpiewa Evancho utrudniał w większości jej bardzo wysoki, operowy głos, który wręcz zagłuszał słowa. Tekst Have You Ever Been In Love, choć nie odkrywczy to w pewien sposób chwyta za serce i sprawia, że zatrzymujemy się przy tym utworze.
Słuchając dalej albumu dostajemy trzy znane większości i lubiane piosenki – Safe and Sound, Writing’s on the Wall i A Thousand Years. O ile dwie pierwsze wypadają naprawdę dobrze, głos Jackie ładnie komponuje się z melodią i tempem obu utworów (chociaż w przypadku Writing’s on the Wall dalej wolę oryginał i zachrypnięty głos Sama), to ostatnia – duet z artystą Fernando Varelą (wersja live), jest zupełnie nietrafiona. Przede wszystkim jest to wina przetłumaczenia i zaśpiewania tego utworu po włosku (w oryginale Christina Perri śpiewa po angielsku). Język ten zupełnie nie pasuje do melodii i sprawia, że całość brzmi dziwnie i nienaturalnie.
Cztery z pięciu ostatnich piosenek na albumie to utwory w których pisaniu brała udział sama Jackie. Sane i Pedestal to kompozycje, jak na artystkę, żywe i budzące nieco słuchacza. Pierwsza trochę mi nie podchodzi, jest to spowodowane dziwnymi przejściami i bitem, który mnie osobiście denerwuje. Druga natomiast to solidna, dobrze brzmiąca, choć nie powalająca piosenka. Mimo to jednak, oba utwory idealnie przygotowują słuchacza na trio kończące album, a są to trzy najlepsze kompozycje na całym wydawnictwie. Zacznijmy od The Haunting i Wonderland. Ballady, ale nie operowe do jakich wokalistka nas przyzwyczaiła, tylko lekko popowe, tak potrzebne na tym albumie. Poruszają tekstem, melodią i swoją innością, w porównaniu do innych utworów. Podobnie jest z zamykającym Apocalypse. Kompozycja utrzymana w stylu dwóch poprzednich, z chwytającymi za serce słowami i melodią, idealnie podsumowuje cały krążek.
Jackie stworzyła album bardzo podobny do jej poprzednich wydawnictw. Artystka wciąż krąży wokół tych samych gatunków muzycznych i mało eksperymentuje. Z jednej strony trudno się dziwić – jest młoda, ma jeszcze czas, ale z drugiej – na rynku muzycznym trochę już jest i fani mają prawo oczekiwać od niej czegoś świeżego/nowego. Przyczyną tej jednostajności artystki może być jej trudny, wbrew pozorom, głos. Taki mocny sopran dobrze komponuje się tylko w wąskiej grupie brzmień, dlatego eksperymenty z gatunkami muzycznymi są w tym przypadku bardzo niebezpieczne. Mimo to, pod koniec płyty, Jackie daje nam nadzieję na to, że muzyka, która tworzy sama to nie operowe pieśni, ale też spokojne, klimatyczne, flirtujące z popem ballady. Dlatego tak bardzo czekam na w całości autorski album Evancho bez, w większości nużących, coverów. Artystka ma ogromny potencjał, a Two Hearts jest dobrą zapowiedzią tego co szykuje dla nas w przyszłości. Na razie pozostaje nam tylko czekać, słuchając jej autorskich kompozycji (może z pominięciem nieco nużącej Attesy), które są zdecydowanie najlepszą częścią albumu.

