Achh ta Ifi. Od pierwszego do ostatniego dźwięku nie można się od niej oderwać. Elektryzuje nas, porywa w swój specyficzny, nieco magiczny a przy tym urzekający, muzyczny świat. Tak! Właśnie takich debiutów chce się słuchać. Na takie debiuty się czeka.
Jak już wspomniałam wyżej Ifi Ude – Polka nigeryjskiego pochodzenia – swoim debiutanckim albumem zabiera nas w dosyć specyficzny świat. To mieszanka wielu gatunków, to album różnorodny i przedziwny a zarazem tajemniczy i magnetyczny. Ifi pokazuje, że jest specyficzna, charyzmatyczna, że wie co chce tworzyć. Ostatnio mam to szczęście trafiać na świetne debiuty. I tak recenzowałam debiut, swoją drogą genialny, Dawida Podsiadło, piękny album Lilly Hates Roses kolejni byli MoMo (również mocny debiut). Przyszedł czas na Ifi.
Moje imię w języku ibo oznacza „coś dobrego” – i codziennie staram się mu sprostać. Jestem autorką muzyki i tekstów; producentką i wokalistką. Obecnie mieszkam w Warszawie. Tworzę własną muzykę od 2012 roku. Marzę o tym, aby wydać debiutancki album.
Tak niedawno opisywała siebie Ifi, kiedy to zwracała się z prośbą o wsparcie do fanów. stanęli oni na wysokości zadania i od 14 października będziemy mogli posłuchać albumu Ifi Ude, jednak już dzisiaj możecie go przedpremierowo słuchać w serwisie WiMP.
O Ifi Ude dowiedzieliśmy się poprzez jej udział w Must be the Music. Już wtedy jej osoba zaciekawiała. Dzisiaj otrzymujemy od niej debiutancki krążek z 16 kompozycjami, które są mieszanką różnych gatunków, technik, instrumentów, głosów, odgłosów a jednocześnie wydaje się być przemyślany i spójny. Te kompozycje mimo swojej różnorodności współgrają ze sobą i tworzą niesamowitą muzyczną mozaikę. Hipnotyzujący trans, egzystencjalny minimalizm, sięganie po elektronikę, akustyczne instrumenty, 3 języki. Istna mieszana wybuchowa.
Z informacji prasowych mogliśmy się dowiedzieć, że w pracach nad krążkiem wzięli udział: Kamil Nikiel (Constant Love), NoBrain – odpowiedzialny za remiksy; perkusista Wojtek Oleksiak (Jazzpospolita); gitarzysta Michał Chęć (Łąki Łan); klawiszowiec Jarek Jóźwik (m.in. Łąki Łan, Nosowska czy Czessband); klawiszowiec Marcin Zabrocki (Hey, Nosowska), skrzypaczka Agnieszka Sroczyńska (R.U.T.A., Czessband) czy odpowiadający za miks i mastering Marcin Bors (m.in. Hey, Brodka). Słychać, że ten krążek jest wymyślony przez Ifi, robi na nim co chce. Bawi się dźwiękami, łączy, dzieli, miesza. Czaruje.
Już na samym początku uwagę przykuwa okładka. Twarz Ifi stworzona z mozaiki. Twarz roześmiana i promienna. I taki też jest ten krążek. Radosny, utrzymujący nas w przyjemnym, bujającym klimacie. Miejscami jest żywiołowy, czasem melancholijny i nostalgiczny. Ifi niewątpliwie ma wiele twarzy i wiele swoich odcieni. Album rozpoczyna numer Shake It Don’t Panic to kawałek żywy i energetyczny. Następnie mamy singiel My Baby Gona, który na krążku ma jeszcze swoje dwa remixy. Każdy z nich jest inny, każdy stanowi odrębny numer.
Ifi śpiewa zarówno w języku polskim, angielskim oraz w języku ibo. I w każdym brzmi dobrze. Przepięknym numerem jest kompozycja Inna. Tekst o miłości jest pełen przejęcia i ujęty w ciekawy sposób. Podobnie jest w kompozycji zatytułowanej wełna. Rozpoczyna się niezykle delikatnie i uwodzicielsko. Snuję się, tworzy tajemniczą aurę by niespostrzeżenie zlać się z kolejną piosenką Constatnt Love. Kolejną polską kompozycją, która zasługuje na uwagę jest Miłościoszczelny. Piosenka bardzo wesoła, prostolinijna a przy tym po prostu ciekawa. Skoczna.
Chwile – numer oparty na jednym prostym zdaniu przewodnim:
Lubię chwilę kiedy wracam do domu a Ty czekasz na moje ręce
Bardzo subtelne wyznanie miłości, zaproszenie do zbliżenia. W tej piosence Ifi wyłącznie bawi się swoim głosem, modulując go, zmieniając tonację. Cała kompozycja okraszona jest pojedynczymi dźwiękami, które podkreślają jej wokal. Mój ulubiony numer na płycie. Fala to kolejna piosenka po polsku z nieco folkowym refrenem.
Słuchając płyty ma się wrażenie, że jest na niej mnóstwo czasu, przestrzeni, dużo spokoju. Muzyka leniwie płynie, ciągnie się, ale jest przyjemne przemijanie. Na tym albumie jest wszystko i nie znalazło się to tam przez przypadek. Elektronika wpleciona, w niektóre kompozycje jest bardzo subtelna i wyważona. Podkreśla wokal Ifi jak chociażby w piosence Armadie. Ifi wyraźnie eksperymentuje, pokazuje pewien rodzaj orientalności. Korzysta ze swojej wyobraźni, bawi się dźwiękiem. Łączy, dzieli i kombinuje. Stąd jej muzyka jest niszowa i wymagająca. Słuchając jej debiutu poznajemy Ifi, poznajemy jej wyobrażenie o muzyce. Nie ma w niej strachu przed zabawą formą i techniką.
W muzyce czuć jej wrażliwość. Wokal jest miękki, subtelny i kobiecy. Wszystkie dodane dźwięki, wszystkie pomuruki, szepty stanowią ciekawy dodatek, który współgra z głosem artystki. Ifi tworzy muzyczne obrazy. Każda piosenka stanowi opowieść. Odrębne opowieści, które mimo to łączą się w spójną całość. Całość dopełniona jest spójnym, orientalnym i oryginalny wizerunkiem scenicznym artystki.
Lubię rzeczy dziwne, esksperymentalne, takie które mnie zauroczą i uwiodą. Niewątpliwie debiut Ifi do takich należy. Nie jest to album ławy w odbiorze i wymaga wielu przesłuchań, aby w pełni go odkryć. Jednak czas na to poświęcony nie jest stracony. I pewnie Ifi nie trafi na listy przebojów, nie będą jej piosenki puszczane non stop w radio. I dobrze. Będą dalej czarować i uwodzić, nie staną się papką dla mas, której ostatnimi czasy mamy po dostatkiem. Posłuchajcie Ifi i przenieście się w jej świat. Świat dziwnych i niekonwencjonalnych dźwięków, świat magiczny i na swój sposób wyjątkowy. Przy tym albumie nie można robić nic innego. Należy usiąść i wysłuchać go od początku do końca. Należy zagłębić się w niego i odkrywać… i odkrywać… i odkrywać. Cytując Franka Zappa: Pisanie na temat muzyki jest jak tańczenie na temat architektury. Nic więcej już nie piszę, posłuchajcie ;)


