Już na samym początku zaznaczmy: to nie jest zły album. Przeciwnie – podoba mi się, momentami nawet bardzo. Jednak dla takiego zespołu jak Hunter niektóre utwory są zwyczajnie niegodne. A może inaczej – moje ogromne oczekiwania zwyczajnie zabiły tę płytę.
Hunter to dla mnie już legenda polskiej sceny metalowej. W swojej karierze (trwającej już od 1985 roku) wydali pięć albumów (sześć wliczając nowy). Do tej pory wszystkie udane. Debiutanckie Requiem lubię zdecydowanie najmniej. Jednak i na nim znalazłem kilka fantastycznych utworów (Requiem, Freedom, Żniwiarze umysłów). Kolejne – Medeis – jeszcze bardziej mi się spodobało. Dynamiczniejsze, zwyczajnie ciekawsze od poprzedniego. Jednakże dopiero T.E.L.I… dosłownie wbiło mnie w fotel. Pełne niebanalnych, różnorodnych rozwiązań, bardzo dobrych tekstów i świetnego wokalu. Jeszcze wyżej poprzeczkę podniosło HellWood. Inspirowana filmami, tajemnicza płyta szybko zdobyła me serce. A Arges to jeden z moich ukochanych utworów wszech czasów. Dobrze słuchało się także Królestwa, choć nie dorównało poprzednim dwóm krążkom. A Imperium? Zapowiadane jako mroczniejsza kontynuacja Królestwa na tle reszty twórczości Huntera wypada dość blado. Niestety.
Królestwa bywają piękne, Imperia – nigdy
Wad ten album kilka ma. Przede wszystkim nieporozumieniem – a nawet najgorszym kawałkiem w całej twórczości Huntera – jest dla mnie Imperium miłości. Miała to być chyba miłosna ballada. Coś jednak nie wypaliło. Piosenka charakteryzuje się nudną, mało ciekawą melodią, słabym, jakby wymęczonym wokalem oraz nijakim tekstem. Nie przepadam także za Imperium mæczety. Piosenka charakteryzuje się nudnym, zbyt rozlazłym refrenem. Jedyne, co zdobyło moje uznanie, to solówka gitarowa (krótka niestety) w moście. Całkiem podoba mi się (ale nadal jest poniżej poziomu zespołu) Imperium diabła. Szczególnie spodobał mi się w nim chórek w refrenie. Pod względem melodycznym to mocny, lecz łatwo wpadający w ucho numer.
Na szczęście na Imperium znalazło się także kilka naprawdę udanych utworów. Na mojego faworyta wyrasta bez wątpienia Imperium trujki. Zachwyca całość kompozycji. Muzycznie trzyma w napięciu do ostatniej sekundy. Szczególnie partie elektrycznych skrzypiec, które nadają piosence sporo dramatyzmu i powagi. Drak brzmi nawet lepiej niż w innych utworach. Najbardziej kocham mimo tego tekst, ale o nim jeszcze wspomnę. Po piętach Imperium trujki depcze Imperium strachu. To dla mnie zdecydowanie dwie najbardziej porażające i mrożące krew w żyłach kawałki. W Imperium strachu bardzo podoba mi się przede wszystkim wgniatająca w fotel końcówka. Oprócz nich na krążku znajdziemy takie utwory jak mocne, ale i szybkie, wręcz rozrywkowe Imperium szczujszczuura, thrash metalowe (z cudownymi riffami gitarowymi) Imperium zawiści orzeszpospolitej oraz mające niesamowitą, mrożącą krew żyłach, będącą monologiem końcówką Imperium waraciwara. Choć wszystkie uwielbiam, nie równają się z Imperium uboju. Numer został singlem promującym płytę, co było moim zdaniem świetnym posunięciem, gdyż godnie zapowiada materiał. To nieco niepokojący, a przy tym prześmiewczy kawałek z genialnym wykonaniem.
Imperium charakteryzuje się bardzo udanymi tekstami. Choć te do Imperium miłości czy Imperium diabła bardziej irytują niż zachwycają, tak pozostałe szybko zdobyły me serce. Imperium zawiści orzeszpospolitej bardzo dobrze opisuje mentalność ludzi w naszym kraju. Jak w tytule – charakteryzuje nas zawiść. Uwielbiam także nawiązujące do muzułmanów (moja interpretacja) Imperium mæczety oraz w prześmiewczy sposób poruszające temat uboju rytualnego Imperium uboju. W wielu tekstach pojawiają się aluzje do Boga. Często stawiające jego istnienie pod znakiem zapytania, co zgadza się z moimi własnymi przekonaniami. Szczególnie jednak kocham dwa fragmenty: jeden z Imperium strachu:
Lecz zanim życia zgaśnie w nim
zapozna dna rynsztoków rym
w poczuciu win – Krainie Tanich Win
Tam będzie Królem Pustych Flach
aż w końcu – BACH!
Czas sypnie w usta… PIACH!
a drugi z Imperium trujki:
Czasem jeden dotyk Nieba w bestię zmieni Cię
Wtedy nowy koszmar już nie skończy się we śnie
Wtedy CZARNOBIAŁY Anioł wezwie Was.. NABÓJ!!!
WTRÓJANIELETRUJ!!!
Imperium mogłoby stać się albumem roku. Gdyby zespół postawił wyłącznie na utwory w stylu dwóch pierwszych ujawnionych (Imperium trujki, Imperium uboju), mógłby nawet być krążkiem dziesięciolecia. Niestety poza kilkoma piosenkami płyta nie zachwyca. A nawet rozczarowuje. Zdecydowanie nie chcę słuchać Huntera w stylu Imperium miłości czy Imperium waraciwara. I nawet Drak brzmi jakoś tak gorzej niż na HellWood czy na Królestwie. I tu właśnie pojawia się największy problem longplaya. Nie da się odciąć jednej płyty od reszty twórczości. A Imperium bardzo od pozostałych odstaje. Koniec końców nie jest to jednak zły materiał. Przeciwnie – słucha się go dobrze, a ewentualne niedociągnięcia nadrabiają mocne, udane melodie oraz niebanalne, rewelacyjne teksty.
