Na ten album wiele osób czekało ze zniecierpliwieniem. Choć to dopiero drugie wydawnictwo Hoziera, to artysta wypracował sobie swoim debiutem wysoką pozycję na rynku muzycznym. Wytworzyło to wokół jego osoby wiele oczekiwań. Czy Wasteland, Baby! je spełnia?
Zacznijmy od tego, że trochę się przeraziłam ilością opublikowanych przed premierą singli z Wasteland, Baby! Często zdarza się tak, że zanim album się ukaże, fani znają już jego większość i w dniu wydania otrzymujemy zaledwie 3-4 nowe piosenki. Jednak najnowszy krążek Hoziera zawiera aż 14 utworów, więc nowości jest sporo i nie można się nudzić. Choć przyznaję, że niektóre single przewijam, bo już mi się trochę przejadły.
Aczkolwiek są takie kawałki, które chyba nigdy mi się nie przejedzą. Jednym z nich jest otwierający album utwór Nina Cried Power, który pojawił się we wrześniu zeszłego roku na EP o tym samym tytule. Ta przejmująca kompozycja, poprzez którą artysta wyraża swoją wdzięczność wobec artystów i aktywistów, którzy go inspirują, to esencja brzmienia Hoziera. Gdybym chciała kogoś przekonać do jego twórczości, to pokazałabym mu właśnie ten utwór. Dodatkowo muzyk zaprosił do współpracy przy tym utworze śpiewaczkę Mavis Staples. Pięknie się wspólnie dopełniają!
Utwór Almost, który również można było usłyszeć już przed premierą, to jeden z tych bardziej radosnych i tanecznych, na co wskazuje nawet podtytuł – Sweet Music. Przyjemna odskocznia od poważnych i nieczęsto wesołych kompozycji Hoziera. Takich, jak na przykład Movement, który za każdym razem niesamowicie mnie wzrusza.
No Plan to paradoksalnie pierwszy „nowy” utwór na płycie, czyli taki, którego nie mieliśmy okazji usłyszeć przed premierą. Na wstępie zaskakuje dość mocna gitara, choć potem kawałek bardzo przyjemnie sobie płynie i koniec końców okazuje się być jednym ze spokojniejszych na płycie. Podobnie jak Nobody, które z kolei nie zachwyciło mnie niczym szczególnym. Bardzo przewidywalny numer jak na Hoziera, który lubi pobawić się dźwiękami. To Noise Making również zapowiada się mocno radiowo i mało oryginalnie, jednak chórki, które pojawiają się w refrenach uratowały ten utwór w mojej opinii. Chociaż wciąż czegoś mi tam brakuje.
Gdy moje obawy zaczynają się powiększać, a zachwyty maleją, z odsieczą przychodzi As It Was! Na całe szczęście! Ta kompozycja sprawia, że totalnie się rozpływam. Takie minimalistyczny utwory w wykonaniu Hoziera, przekornie sprawiają wrażenie, że bardzo dużo się w nich dzieje. Być może dlatego, że Hozier jest mistrzem w czarowaniu głosem i potrafi nim zdziałać cuda, co możemy również usłyszeć w Shrike, także pochodzącym z zeszłorocznej Nina Cried Power EP.
W Talk z kolei słychać bardzo ciekawe brzmienie gitary. No i chórki! Ach te chórki, jak one dobrze brzmią u Hoziera. W niejednym numerze tworzą cały klimat. No i wszystkie wysokie rejestry, osiągane przez Hoziera, które są niczym miód na moje uszy! Talk jest z pewnością jednym z ciekawszych momentów na tej płycie. Chociaż równie mocno zaintrygował mnie kawałek Be – bardziej gitarowy, mocniejszy, ale też warty uwagi.
Dinner & Diatribes to najnowszy singiel. No i tu mamy pełnowymiarowego Hoziera, który bawi się muzyką i czerpie z jej najodleglejszych zakątków. Ten utwór został przesiąknięty delikatnymi klimatami country, co dało niesamowity efekt i kawałek od dnia premiery nie chce mi wyjść z głowy. Zdecydowana perełka i nie wiem, czy nie najlepsza piosenka na płycie. Dokładnie takich brzmień oczekiwałam od Hoziera!
Podczas Would That I dałam się nieźle zaskoczyć. Ten z pozoru monotonnie snujący się kawałek, podczas refrenu nabiera zupełnie innego brzmienia. Z delikatnej gitary i spokojnej recytacji nagle przeobraża się do mocnych bębnów i niemalże wykrzykiwania tekstu. Ciekawy zabieg! Osobiście bardzo lubię takie niespodzianki!
Sunlight. No kocham te chórki, przysięgam. Jak tak przysłuchuję się temu utworowi, to pomyślałam o orkiestrze. Chciałabym usłyszeć ten materiał w towarzystwie większego instrumentarium i myślę, że ma on ogromne predyspozycje do aranżacji na orkiestrę. Ależ to by dopiero wybrzmiało! Dobra, rozmarzyłam się trochę, ale posłuchajcie Sunlight i sami powiedzcie, czy nie mam racji?
Pozostał jeszcze tytułowy utwór Wasteland, Baby! Spokojny, wyciszający, skojarzył mi się od razu ze snem i faktycznie brzmi trochę jak kołysanka. Według mnie to bardzo dobry wybór na zakończenie albumu. Myślę, że gdzieś w środku nie wybrzmiałby tak kojąco i przyjemnie, jak brzmi właśnie na samym końcu, gdzie staje się piękną klamrą zamykającą wszystko, co wydarzyło się na albumie.
Wasteland, Baby! to dobry album, choć nie ukrywam, że mam trochę niedosyt. Znajdują się na nim mocne punkty, takie jak Nina Cried Power, Movement, czy Dinner & Diatribes, ale też kilka bardzo przeciętnych numerów. Od Hoziera oczekiwałam trochę większej zabawy dźwiękiem, na co zresztą zrobił mi niemały apetyt wypuszczonymi wcześniej singlami. Całości przyjemnie się słucha, jednak wybiórczo patrząc, na 14 kompozycji, które znalazły się na albumie, moją uwagę przykuwa może połowa z tego. Myślę, że można było ten album troszkę uszczuplić i zostawić na nim 9-10 bardzo dobrych utworów i odbiór byłby zupełnie inny.
Chociaż muszę przyznać, że po pierwszym przesłuchaniu album wydawał mi się o wiele monotonny, niż dziś, a z każdym kolejnym odsłuchem odkrywam w nim coraz więcej smaczków, więc może jeszcze muszę poświęcić mu trochę czasu, aby się w stu procentach przekonać. Mimo wszystko Hozier to wciąż bardzo oryginalna postać w muzyce i tym albumem nadal potwierdza swoje nietuzinkowe brzmienie. Delikatna monotonność albumu w żadnym stopniu nie sprawia, że artysta i jego muzyka jakkolwiek tracą w mojej opinii. Po prostu jest spokojniej. Mimo to, Wasteland, Baby! to wciąż pozycja warta Waszej uwagi!
- Data premiery: 01 03 2019
- Single: Movement, Nina Cried Power, Almost (Sweet Music), Dinner & Diatribes
Movement
As It Was
Dinner & Diatribes
Talk
