Dwóch Brytyjczyków – Andy Clutterback (piosenkarz / producent) i James Hatcher (producent) – nie bez powodu zdecydowało się na projekt muzyczny o nazwie HONNE. Pochodzący z języka japońskiego wyraz oznacza dosłownie prawdziwe uczucia okazywane jedynie w relacji z bliską osobą. A skoro nazwa zobowiązuje to już na wstępie domyślamy się jaka jest ich muzyka! Nastawiona na intymność tworzoną poprzez połączenie ciepłego elektronicznego brzmienia ze zmysłową nutą soulu. Brzmi zachęcająco. A czy podobny odczucie niesie ze sobą debiutancka płyta Warm On A Cold Night?
Powyższy album zawiera w dużej mierze piosenki odgrzewane – znane z wcześniejszych dokonań muzycznych, czyli EPek: Warm On A Cold Night, All In The Value, Coastal Love, Over Lover oraz Gone Are The Days. W związku z czym starzy fani mogą poczuć się nieco zawiedzeni. Natomiast do szczęśliwców należą osoby, które dopiero poznają brytyjski duet, bo z pewnością kompozycje z powyższej kategorii okażą się najlepszymi momentami z płyty. Zacznijmy od tytułowego utworu Warm On A Cold Night który z miejsca przenosi nas w klimaty charakterystyczne dla HONNE. Jest przyjemnie i uwodzicielsko, jak na romantycznym spacerze w ciepłą wakacyjną noc. Aby kontynuować ten ujmujący stan przechodzimy do tropikalnego, ale i zdecydowanie bardziej tanecznego Coastal Love. Choć tym razem uczucie wystawione jest na próbę ze względu na dystans dzielący zakochanych to wszystko utrzymane jest w pozytywnym duchu: Mam nadzieję, że wiesz, że będę czekał tu na Ciebie moja kochana na tym nowojorskim wybrzeżu. Z kolei All In The Value porusza problem rozpadu relacji – jedna ze stron już odnalazła uczucie w kimś innym, a druga uważa, że ich miłość nadal ma swoją wartość. Całość wyróżnia linia basowa w stylu funky oraz gitarowa solówka stanowiąca jakby ostateczne rozliczenie się z trudną sytuacją. 3am dla odmiany brzmi bardzo figlarnie i zalotnie z jednym z fajniejszych szczególików na płycie – pluskiem wody w tle dla podkreślenia znaczenia słów: Ponieważ twoje oczy są jak ocean, w których się zanurzam. Na zakończenie dobrze znanych kompozycji warto jeszcze przybliżyć Gone Are The Days stanowiący wyraźne odejście od charakterystycznych nocnych brzmień duetu. Połączenie syntetyzatorów i skrzypiec w efekcie dostarcza energiczny kawałek ze wskazaniem na pop lat 80. Jednego chłopakom nie można odmówić – zdolności uwodzicielskich – A jeśli kiedyś już czułaś się w ten sposób, pokażę Ci, dziewczyno to, na co dotąd czekałaś.
Przejdźmy teraz do rzeczy mniej przyjemnych, a mianowicie utworów, których tak na prawdę mogłoby nie być na debiutanckim albumie. Treat You Right, Out Of My Control, It Ain’t Wrong Loving You, Take You High, Baby You’re Bad – nie odkrywają przed słuchaczem niczego nowego, a co najgorsze zlewają się w jedną całość. Zmysłowe melodie przechodzą w coraz bardziej schematyczne rytmy, a zalotne teksty piosenek zmieniają się w oklepane zwroty. Na domiar złego rozbrajający głos Andiego staje się miejscami nużący. To kolejny zawód dla oddanego fana Honne!
Jednakże całkowite spisanie duetu na straty nie miałoby sensu, gdyż tli się nadzieja. Dwie samotne perełki – Someone That Loves You oraz FHKD są na to dowodem. Pierwsza kompozycja z udziałem Brytyjki Izzy Bizu to niczym powiew świeżości, którego zabrakło w wyżej wymienionych kawałkach. Idealnie współgrające damsko-męskie wokale z niezawodnym elektroniczno-soulowym podkładem przenoszą nas ponownie w sensualne klimaty wsparte świetnie wyprodukowanym brzmieniem. Podobnie ma się sytuacji z kompozycją FHKD, która tylko potwierdza chęć zaryzykowania i zademonstrowania szerszych możliwości duetu. A z pewnością to się opłaca, bo mocno danceowy kawałek z dominującym refrenem: Fight it, Hide it, Kill it, Deny it sprawia, że prędko od niego się nie uwolnimy.
Brytyjski duet HONNE ma niewątpliwe predyspozycje do tworzenia chwytliwych kawałków, o czym chociażby świadczą poprzednie EPki, czy nowe utwory: Someone That Loves You, FHKD oraz Til The Evening. Dorzucając do tego fascynację Japonią oraz ukierunkowanie na tworzenie tzw. baby making music otrzymujemy duet szczególny z szansą na podbój rynku muzycznego. Nie zmienia to jednak faktu, że album Warm On A Cold Night tak na prawdę nie spełnia swojego zadania. Chłopaki za bardzo postawili na sprawdzoną formułę przez co większość piosenek jest powtarzalna, a co za tym idzie nudna. Czy chcieli przez to się zabezpieczyć? Ciężko stwierdzić, ale jedno się potwierdza – kto nie ryzykuje ten nie pije szampana!
Taki klimat HONNE jest najbardziej wskazany:

