14 grudnia przestrzeń klubu Studio po brzegi wypełniali ludzie, lecz nie tylko, bo co najważniejsze była jeszcze muzyka i to nie byle jaka. Krakowski koncert zwieńczał promocyjną trasę albumu Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan zespołu Hey, który potwierdza, że po 20 latach wspólnego grania jest w genialnej formie, a jako support pojawił się Skubas – wreszcie niezależny z własnym materiałem.
W rolę gościa wcielił się tym razem, jak już wspominałam, Skubas – wokalista o niesamowicie charakterystycznej barwie głosu, którą ozdabiają grunge’owe brzmienie gitary i brudne riffy, dzięki czemu jest to nowość na rynku muzycznym, lecz nowość taka, która nie przepadnie bez echa. Co mnie bardzo zdziwiło to to ile czasu dostał on na grę. Jednak pomijając już wszystko, te 30 minut wykorzystał bardzo dobrze i zdecydowanie w 100%. Jako, że wydał ostatnio swój debiutancki album Wilczełyko, podczas tej minitrasy promował oczywiście materiał, który się na nim znalazł. Usłyszeliśmy więc m. in. genialnie wykonane Więcej Nieba, singlowego Linoskoczka oraz utwór tytułowy krążka.
Po jego występie nastąpiła krótka przerwa techniczna, zwijanie i zmiana sprzętu, ostatnie próby i strojenie instrumentów, wniesiono dwa mikrofony i bęben [!] w miejscu, gdzie zwykle stoi Kasia Nosowska. Czyżby niespodzianka? I to jaka! Ale po kolei..
Pierwszym utworem na setliście – nie było trudno odgadnąć – okazał się ze względu na treść oczywiście Bez chorągwi w którym to właśnie zabrzmiały dzięki bębna, na którym Kasia przyznała, że ćwiczyła grę cały miesiąc! Od teraz jest to koncertowy, murowany numer 1, po którym dodała jeszcze nieśmiało – no, cześć, jesteśmy zespołem Hey, po czym przeszli szybciutko do kolejnego kawałka i usłyszeliśmy pierwsze dźwięki Wody. Jako, że ta trasa zbiegła się z 20-leciem istnienia zespołu, utwory były dobrane dość zróżnicowanie. Następne 5 pozycji to Umieraj Stąd i Faza Delta z poprzednika DRDSDM, Muka, przy której to znaczna część publiczności ruszyła do góry, a także Cudzoziemka w raju kobiet i żywiołowe A ty?.
Później nastąpił powrót do nowości i dostaliśmy singiel z najnowszej płyty, Lilię, Kulę i cyrkiel z opowieścią Kasi, jak to jej syn przyszedł na koncert w Warszawie, a gdy ona zapytała go jak podobała się piosenka, on odrzekł, że akurat stał na zewnątrz. Po tym pojawił się Wilk vs. Kot, zadedykowany oczywiście Pawłowi Krawczykowi, na co wskazał jednoznaczny wzrok Kasi skierowany na jego postać. Pod koniec dostaliśmy prawdziwy mix, bo znów pojawił się materiał z MURPu w tym tytułowy kawałek oraz Kto tam? Kto jest w środku?, prawdziwy klasyk w postaci Teksańskiego oraz sic, a także ponownie najmłodsze dzieci zespołu czyli Podobno ze znakomicie brzmiącym basem także na żywo i znów sprawdzian umiejętności Katarzyny z gry na bębnie oraz spokojnego, stonowanego że Kupidyn się Tobą interesuje. Na tym podstawowy set się skończył, a zespół w mig zniknął ze sceny. Publiczność bardzo głośno domagała się bisów, tak więc ponownie wyszedł on na scenę, kolejno chłopaki oraz na końcu Kasia, którą było widać już z oddali dzięki jej cekinowej części garderoby i na deser dostaliśmy Lot pszczoły nad tymiankiem, energiczną Cisza, ja i czas, cover Beck’a Everybody’s Gotta Learn Sometimes i domagającą się od publiczności Zazdrość.
W granicach godziny 23. studio zaczęło pustoszeć a z oddali jeszcze do wychodzącej publiczności łapkami na pożegnanie machały Wietnamskie koty…


