Henry no Hurry (2017), recenzja Marty Mrowiec

0
481

Henry no Hurry to jednoosobowy projekt Wawrzyńca Jana Dąbrowskiego (Letters From Silence, Henry David’s Gun). Niebawem ukaże się jego debiutancki singiel i wierzcie mi jest na co czekać.

W moje ręce trafiła epka zawierająca trzy premierowe utwory. Jest to bardzo subtelny, ale wyrazisty materiał, który dobrze wróży nadchodzącej płycie długogrającej.

Jeden samochód, kilka instrumentów.

Bez pośpiechu, bez oczekiwań.

Sam ze sobą i swoimi „dziwactwami”.

Raz Henry, a raz Harry.

Dr Jekyll i Mr Hyde.

I właśnie tę niespieszność słychać w tych utworach. Tutaj wszystko jest na swoim miejscu, jest pewien rodzaju spokój i melancholia. Są gitarowe dźwięki i brudny, garażowy wokal. Jest trochę indie-folku i alternatywnych dźwięków. Mieszanka, która zaskakuje, ale która sprawia, że przyjemnie się jej słucha. Wspomniane trzy utwory to The Road, No One of Your Name i The Axis of the World. W pierwszym z nich na pierwszy plan wysuwa się wokal. Wyrazisty i charyzmatyczny, który świetnie komponuje się z gitarą. Posłuchajcie sami.

Kolejny jest stonowany, jednak w pełni wybrzmiewa w refrenie. Na zakończenie dostajemy najbardziej spokojny i klimatyczny kawałek. Te trzy utwory pokazują, że Henry no Hurry jest artystą, który nie boi się eksperymentować, który bawi się muzyką, ale jest w tym wszystkim świadomy i dojrzały. Czekam na długogrający album i wiem, że to będzie dobry materiał. Pozostaje mieć nadzieję, że nie przejdzie niezauważony. Henry no Hurry właśnie jest w trasie koncertowej, więc jeśli będziecie mieć okazję koniecznie się wybierzcie. Zapewne na żywo brzmi jeszcze lepiej.

Projekt na poły muzyczny, na poły podróżniczy i po trosze pisarski. Obwoźny zakład koncertowy odwiedzający z założenia miejsca małe, kameralne.

PRZEGLĄD RECENZJI
ocena
8
Poprzedni artykułPo Tytule #25 – In the Name of Love
Następny artykułKolejne szczegóły festiwalu w Opolu
Marta Mrowiec
Gdyby nie muzyka zapewne więcej pisałaby o książkach. Gdyby nie książki pewnie więcej pisałaby o muzyce. Słucha głównie rapu, ale jest też otwarta na to co dziwne, eksperymentalne i odkrywcze. Unika przeciętności i tego co akurat modne, chyba że jest dobre. Często wraca do starszych,polskich kawałków, które mają swój specyficzny klimat.
henry-no-hurry-2017-recenzja-marty-mrowiecHenry no Hurry to jednoosobowy projekt Wawrzyńca Jana Dąbrowskiego (Letters From Silence, Henry David's Gun). Niebawem ukaże się jego debiutancki singiel i wierzcie mi jest na co czekać. W moje ręce trafiła epka zawierająca trzy premierowe utwory. Jest to bardzo subtelny, ale wyrazisty materiał, który...