Najpierw była EP-ka nagrana z Rykardą Parasol, po niej pojawiła się płyta z utworami Joy Division, a teraz przyszedł czas na materiał w pełni autorski, który zapełnił długogrający album. Zespół Heart & Soul niewiele ponad miesiąc temu wydał płytę zatytułowaną Missing Link i mam dobre wieści – ze strony muzyków spotyka nas wiele dobrego.
Heart & Soul to dream team polskiej sceny alternatywnej – jego trzon to Bogusław Bodek Pezda i Sławomir Dżabi Leniart. Do tego wszystkiego muzycy zaprosili do współpracy znakomitych gości: Łukasza Lacha (L.Stadt), Belę Komoszyńską (Sorry Boys), Hannę Malarowską (Hanimal), Justynę Kabałę oraz Patti Yang. Chyba nie sposób wyobrazić sobie większej gratki dla fanów ambitnych, lekko eksperymentalnych brzmień. W przypadku Missing Link wartym podkreślenia jest również fakt, że, jak to czasem bywa w przypadku grup okrzykiwanych dream team’ami, artyści bezbłędnie sprostali presji, bo takowa z pewnością przypisana jest wielkim nazwiskom, i nagrali płytę równą, inteligentną, przemyślaną i, co chyba najważniejsze, skupiającą wszelkie zalety każdego z artystów.
Album zaczyna się fenomenalnym Clear Your Mind z Łukaszem Lachem na wokalu, w którym wysoko zaśpiewane partie uzupełnione są świetnym refrenem. Wszystko to podparte jest niebanalnym, nieco połamanym bitem. Drugi utwór (z Belą Komoszyńską) zatytułowany jest Paris (Alexander). Wokalistka wprowadza mroczny klimat dodając nutkę melancholii, a gdzieś w tle jej głosu słychać smyczki – moment, gdy zostają same przywodzi na myśl motywy stosowane przez Killing Joke. Kolejna piosenka to singiel, czyli Lisbon. Jest to oczywiście najbardziej radiowa piosenka, ale nie ujmuje jej to uroku. Muzycy bardzo zręcznie połączyli tutaj inspiracje fado (gitara, perkusja, tekst) ze zdobyczami technologii, czyli po prostu z elektroniką.
Również Sun & Gun (numer 4 na Missing Link) jest wdrożeniem etnicznych fascynacji w muzykę współczesną. Motyw przewodni wygrywany jest tutaj na arabskim instrumencie strunowym- tym instrumentem jest oud. Bardzo dobrze komponuje się on z elektroniką oraz z delikatnym głosem Hanny Malarowskiej, a wskutek tego otrzymujemy jeden z najlepszych utworów na płycie. Natomiast, zaraz po nim, mamy do czynienia z drastyczną zmianą nastroju. Piosenka Raviolis a la Russe, zaśpiewana przez Justynę Kabałę, momentami kipi erotyzmem, momentami wynurza się z mroku, a momentami słodko (a może ironicznie?) przywodzi na myśl bajkowe melodie.
Szósty utwór to powrót Hanny Malarowskiej. Świst to jedyna piosenka na płycie zaśpiewana po polsku i, szczerze mówiąc, szkoda, bo to bardzo mocna pozycja. Połamany rytm, hipnotyczny wokal, wstawki przypominające Björk – jakże ogromna wszechstronność drzemie w tym kolektywie! W Porcelain, w którym Bela Komoszyńska wspomaga swoim głosem wyrazistą gitarę, słyszymy już więcej popu – myślę, że to dobry kandydat na drugi singiel. Na koniec, trochę jak wisienka na torcie, piosenka z Patti Yang – Wounded Healer. Jest to kompozycja, która znów wprowadza demoniczny klimat zlepiony z powielanych linii wokalnych, transowego bitu i, co koniecznie trzeba odnotować, genialnie wszczepionej solówki klawiszy.
Płyta nie jest co prawda długa, ale jest bardzo intensywna, co niweluje w niewielkim stopniu niedosyt po przesłuchaniu ostatnich sekund. Jest to krążek zbyt mocno pominięty, a przecież fenomenalny – myślę, że to jedna z ciekawszych propozycji polskiego rynku muzycznego w bieżącym roku. Tak więc warto czasem poszperać w polskiej alternatywie, którą tak rzadko słychać w rozgłośniach radiowych, bo można trafić na taką perłę jaką jest Missing Link. Gorąco polecam!

