Witajcie w domu Harry’ego. Harry Styles – Harry’s House, 2022 (recenzja)

Inne recenzje

Nareszcie nadszedł ten dzień, dla wielu jak święto – Harry Styles wydał nowy album. Od poprzedniego – Fine Line – minęło prawie dwa i pół roku, więc ta żądza nowej muzyki jest jak najbardziej uzasadniona. Czy została zaspokojona?

Zacznijmy od samego początku, a więc od tytułu. Pierwotnie nie byłam do niego przekonana, jednak po kilkukrotnym przesłuchaniu płyty już wiem, dlaczego artysta właśnie na taki się zdecydował. Harry’s House to w dosłownym tłumaczeniu dom Harry’ego. Muzyk zaprosił nas do siebie i dzięki temu mamy okazję poznać co mu w duszy gra. A gra tam bardzo dobrze.

Gdybym miała określić tę płytę jak najtrafniejszymi epitetami padłoby na prawdziwa, autentyczna. Słuchając Harry’s House można odnieść wrażenie, że to jest najprawdziwsza wersję artysty, taka jakiej wcześniej nie zaprezentował. Wobec tego my, słuchacze powinniśmy czuć się tym przytłoczeni, a jest wręcz przeciwnie. Harry, mimo podejmowania bardzo osobistej tematyki, zrobił to we własnym, niepowtarzalnym stylu.

Dźwięki lat 70. oraz 80. przeplatają się z mocną perkusją czy syntetyzatorami. Ballady z piosenkami, które sprawiają że ma się ochotę wszystko rzucić i zacząć tańczyć. Ciężka tematyka z lekkością i po prostu szczęściem. Harry’s House to dzieło różnorodne, lecz składające się na spójną całość.

Mamy utwory taneczne, które brzmią jakby były wyrwane z drugiej połowy minionego wieku. Trudno pozostać niewzruszonym, kiedy na głośnikach leci Music For a Sushi Restaurant czy Late Night Talking, od których zaczyna się album. Wszystko wskazuje na to, że drugi z nich zostanie następnym singlem i bardzo dobrze – jest to piosenka, która ma zadatki na to, aby powtórzyć ogromny sukces As It Was.

Przywołana przeze mnie wizytówka Harry’s House, czyli As It Was, to według mnie najlepszy numer z płyty. Harry nie mógł wybrać lepszego singla promującego, w końcu piosenka cały czas zdobywa nowe kamienie milowe na Spotify i najprawdopodobniej zostanie kawałkiem, który w najkrótszym czasie dotrze do miliarda odsłuchań. Wesoła muzyka, ciężki tekst i fenomenalny bridge to rzeczy, które najbardziej cenię w tym utworze. Dodać do tego nietuzinkowy teledysk i mamy piosenkę idealną.

Na Harry’s House pojawia się również jeden, według mnie bardzo dobry utwór, który jest swego rodzaju eksperymentem. Jest to chwytliwe Satellite, które przyciąga do siebie przede wszystkim cudownym bridgem. Słychać w nim agresywną perkusję oraz popis wokalny artysty. Jego wysokie noty wybrzmiewają jedynie w tle, jednak są na tyle znamienne, że od razu zapadają w pamięć. Momentami Harry wykonując je brzmi jak absolutny król wysokich dźwięków, z którym Styles miał wiele wspólnego, czyli… Pozostawiam to zdanie urwane, aby wtajemniczeni mogli je dokończyć.

Warte uwagi są również dwie nieco spokojniejsze piosenki, czyli Little Freak oraz Matilda. Osadzone pomiędzy Daylight i Cinema tworzą wyraźny kontrast względem tych piosenek. Harry po raz kolejny pokazał się jako genialny tekściarz. W Little Freak podejmuje tematykę podobną do Cherry z Fine Line. Z kolei Matilda swoim dużym ładunkiem emocjonalnym przypomina Falling (również z Fine Line). Stała się ona bardzo popularna i szczerze mówiąc, wcale mnie to nie dziwi, bo trudno przejść obok tego utworu obojętnie. Szczególnie mocno w pamięć zapadają słowa, z którymi praktycznie każdy może się utożsamić:

You don’t have to be sorry for leavin’ and growin’ up

Matilda

Zarówno pod wspomnianym aspektem tekstowym, jak i muzycznym obie piosenki zasługują na uznanie, a po cichu liczę, że Matilda w przyszłości zostanie singlem.

Pozostałe piosenki (oprócz jednego wyjątku) są dobre, spełniają powierzoną im funkcję. Nie są one, przynajmniej dla mnie, aż tak zapadające w pamięć, jak te wymienione wcześniej, jednak nie można praktycznie nic im zarzucić. Wierzę, że mają one swoich zwolenników, bo każda z nich ma swoje mocne punkty (np. outro w Love Of My Life, wykorzystanie metody strumienia świadomości w Keep Driving czy odprężający refren Cinema). Po prostu do mnie aż tak bardzo nie trafiły.

Teraz przyszedł czas na ten jeden błąd. Jest nim Boyfriends, którego po prostu nie umiem pojąć. Od samego początku, czyli przedpremierowego występu na Coachelli, nie mogę się do niego przekonać. Według mnie nie ma w nim nic co by go wyróżniało, jest monotonny i po prostu zbędny.

Po analizie wszystkich piosenek mogę z czystym sercem powiedzieć, że oprócz jednego potknięcia Harry’s House to album bardzo dobry, a przede wszystkim spójny. Harry stworzył płytę, na którym wszystkie utwory wydają się idealnie pasować w obraną estetykę. Nie znajdziemy na nim przypadkowości, kompozycje są kompletne. Jedyną rzeczą, nad którą trochę ubolewam jest mała liczba piosenek wyrazistych. Mimo tego, wierzę, że wszystkie utwory mają potencjał, a każda osoba słuchająca albumu znajdzie na nim coś dla siebie.

-
  • Data premiery:
  • Single:
Najlepsze utwory:
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

Nareszcie nadszedł ten dzień, dla wielu jak święto - Harry Styles wydał nowy album. Od poprzedniego - Fine Line - minęło prawie dwa i pół roku, więc ta żądza nowej muzyki jest jak najbardziej uzasadniona. Czy została zaspokojona?Zacznijmy od samego początku, a więc od...Witajcie w domu Harry'ego. Harry Styles - Harry's House, 2022 (recenzja)