Grzegorz Hyży wystąpił w Lizard King Toruń, relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Jakuba Molina

Grzegorz Hyzy, Lizard King Torun 9 kwietnia, fot. Jakub Molin 2

Wczorajszego wieczoru uczestniczyliśmy w koncercie Grzegorza Hyżego w toruńskim klubie Lizard King. Z tej okazji przygotowaliśmy dla Was relację i zdjęcia autorstwa Jakuba Molina. Zapraszamy do ich zapoznania się.

Do trzech razy sztuka. Tak jednym zdaniem można określić drogę Grzegorza Hyżego do Torunia. Wokalista już w ubiegłym roku zdążył się nam zaprezentować na plenerowym koncercie wieńczącym charytatywny bieg jednej z firm farmaceutycznych. Wówczas jednak przyjechał przeziębiony, a sam koncert został bardzo skrócony. Drugie podejście miało mieć miejsce jeszcze w marcu. Wokalista jednak ponownie zachorował, a sam koncert został na szczęście jedynie przesunięty. Koniec końców laureat X Factora przyjechał do nas 9 kwietnia i zaprezentował się pełnej okazałości wraz z całym zespołem.

O Grzegorzu można by wiele mówić. Jedni zarzucają mu, że gra typowe radiowe piosenki, inni zaś, że jego śpiew nie należy do najmocniejszych. Wszystkie te plotki można było jednak zdementować po wczorajszym koncercie, gdzie pokazał na co naprawdę go stać. Wokalista przyjechał promować do nas swój debiutancki krążek Z całych sił nagrany wspólnie z Tabbem. I to właśnie głównie tej płycie był podyktowany live. Usłyszeliśmy zatem jego największy przebój Na chwilę, który zna chyba każdy z nas. Jego energia była w każdym z nas, wielu śpiewało go przekrzykując samego Grzegorza. Nic dziwnego, piosenka brzmiała niemal w każdym radiu. Na scenie zabrzmiały również jego dwa kolejne single: Wstaję i Pusty Dom. Szczególnie interpretacja drugiego utworu przypadła mi do gustu. Rozpoczęło się iście klasycznie, cicho, akustycznie, gdzie pierwsze skrzypce grał wokal. Dopiero od drugiej zwrotki włączyła się reszta zespołu. Zespół prezentował także Dług, Świt czy ostatni singiel Zagadkę. Podczas koncertu usłyszeliśmy także kilka dobrze zaśpiewanych i zagranych coverów. Zaczęło się od porządnego bumu z elektronicznymi wstawkami. Tak prezentowali się w piosence Too Close Alexa Clarka. Nieco spokojniej było przy Magic Coldplay, aż podczas bisu zabrzmiał kolejny rockowy hit Use Somebody, zespołu Kings of Leon.

Koncerty Grzegorza Hyżego można podzielić na dwie części. Z jednej strony prezentuje nam energiczne kompozycje, które świetnie nadają się na pasma radiowe. Z drugiej jednak, potrafi świetnie zaśpiewać ballady. Jego głos jest wtedy stonowany, czuć skupienie i przekonanie, że śpiewa o własnych doświadczeniach. Między utworami często przykuca i rozmyśla, co widać na niektórych zdjęciach poniżej. Tworzy to świetną atmosferę na występie i skupia całą uwagę właśnie na niego. Choć Hyży nie należy do najbardziej rozmownych osób, koncert można zaliczyć do udanych. Zdecydowanie warto było się na niego wybrać. Czekamy zatem na powrót do naszego miasta podczas kolejnej trasy koncertowej.

Galeria zdjęć autorstwa Jakuba Molina

[/su_row]
[/su_row]

Czytaj również