Gromee – Chapter One (2018), recenzja Marty Muśko

Muzyka taneczna jest dość specyficzną formą twórczości, jednak tak naprawdę ma ona o wiele więcej wspólnego ze sztuką, niż mogłoby się wydawać. W końcu od niepamiętnych czasów mamy do czynienia ze wspaniałymi kompozytorami, mistrzami swojego pokolenia, a technika rozwinęła się na tyle, że pozwala puścić wodzę kreatywności i tworzyć oraz łączyć najprzeróżniejsze dźwięki. Często kryją się za nimi twarze, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy na oczy, jednak gdy DJ wyjdzie z cienia i staje się rozpoznawalny, a do tego po chwili jesteśmy w stanie rozróżnić jego styl muzyczny – z pełnym przekonaniem można już mówić o sukcesie. Jeśli jeszcze nie słyszeliście debiutanckiej, złotej płyty Chapter One od Gromee’go, to jest najlepszy czas, aby się z nią zapoznać.

Do tego wąskiego grona z pewnością należy Andrzej Gromala, znany jako Gromee, który od kilku lat sukcesywnie poszerza grono swoich odbiorców. Muzyczny instynkt i talent DJ’a i producenta pozwolił mu na stworzenie wielu singli, które poziomem nie odstają od hitów obecnie będących na fali przywódców muzyki tanecznej. Taką kulminacją płynięcia, a raczej rześkiego dryftu w przypadku Gromeego można nazwać wygranie krajowych eliminacji 63. Konkursu Piosenki Eurowizji 2018 i wydanie debiutanckiej płyty – Chapter One, która oferuje sporą dawkę pozytywnej energii oraz dobrą zabawę. Składa się na nią dwanaście nagrań, które najtrafniej prezentuje muzyczny styl autora. Dźwięki EDM w jego wykonaniu oferują szeroki zakres dźwięków, często romansujących z różnymi odmianami elektroniki. Z debiutanckim Follow You z Wurld panowie ruszyli w kierunki europejskiego trance’u, a porywają do tańca wraz z rozpoczynającym krążek electro-housowym Fearless w towarzystwie szwedzkiej wokalistki May-Britt Scheffer. Słychać tu również echa nowoczesnego disco w Hurricane, a także egzotycznego dancehallu w premierowym Lingo. Wszystko idealnie wpasowuje się w ramy współczesnego brzmienia muzyki tanecznej, jednak często z ciekawymi zastosowaniami i połączeniami, co dobrze słychać przy Without You z gitarowymi akcentami. Będąc przy nowinkach w dorobku Gromee’go jestem zobowiązana do wyłonienia swojego faworyta spośród dość zasobnego składu gości specjalnych. Należy do nich Lucas Meijer, który wnosi do muzycznie słonecznego i beztroskiego świata odrobinę rockowej zadziorności.

nullW Light Me Up jest jej nieco mniej, jednak to właśnie ten singiel został wytypowany na podbicie odbywającego się w maju Konkursu Piosenki Eurowizji w Lizbonie. Pomimo braku awansu do finału, zupełnie nie żałuję oddanego głosu w preselekcjach na tę propozycję. Wręcz przeciwnie – już od dawna żaden polski reprezentant (poza Michałem Szpakiem) nie dostarczył mi tylu pozytywnych emocji w trakcie konkursu. Polska nareszcie wyszła z bezpiecznej i wygodnej balladowej strefy i pokazaliśmy się międzynarodowym odbiorcom z radośniejszej strony niż dotychczas. Tym razem się nie udało, ale pamiętajmy, że na ostateczny wynik i tryumf na eurowizyjnej scenie wpływa wiele czynników. Piosenka i wokal to kwestie priorytetowe odnośnie kryteriów oceniania, jednak niemniej znaczącą resztę tworzy prezentacja i jej klimat. Artysta ma trzy minuty na zawładnięcie sceną i na przekonanie międzynarodowego, często wymagającego widza, że to właśnie on jest zwycięzcą. Nasz występ na tle przesadnie wyreżyserowanej Szwecji i nieco skromniejszej, ale z pomysłem prezentacji Czech, wypadał zbyt koncertowo, chociaż brzmi to kuriozalnie. Jednak co tak naprawdę jest krzywdzące w zastałej sytuacji, to reakcje rodaków na rzekomą porażkę. Eurowizja i porażka nigdy mi się ze sobą nie komponowały, jakkolwiek niskie miejsce zajmują wykonawcy. Zwycięzca jest tylko jeden, jednak to jest jeden z nielicznych konkursów, gdzie nikt nie wychodzi przegrany, a przygoda nabiera rozmachu dopiero po samym wydarzeniu. Wielu artystów wychodzi z Eurowizji z kontraktami, propozycjami tras, międzynarodowym przebojem na koncie, a przede wszystkim z nowymi odbiorcami, których w takim spektrum nie zapewni im żadne inne wydarzenie muzyczne. Wracając do sedna, Light Me Up poza tym, że jest świetnej jakości klubowym utworem, ma w sobie coś, co rozwesela nawet w najbardziej posępny dzień.

nullSkoro mowa o wakacyjnym klimacie, ten słoneczny czas w minionych sezonach dodatkowo umilały przeboje takie jak Spirit i Runaway, gdzie główną rolę wykonuje Mahan Moin. Podstawową część debiutanckiej płyty Gromee zamyka w iście mistrzowskim stylu żywiołowych dźwięków 2BA. Napiszę krótko: oby więcej! Jego muzyka samodzielnie doskonale się broni bez wspierającego wokalu. Oprócz pewnego rodzaju instrumentalnego outro otrzymujemy również solidny polski akcent w postaci remiksów dwóch piosenek polskich wokalistek – Nieprawdy Ani Dąbrowskiej oraz Upiłam się Tobą Beaty Kozidrak. W tym starciu poprzez dynamiczny pop-rockowy nokaut wygrywa liderka Bajmu.

Gromee od lat sumiennie kompletował materiał na debiutancką płytę. Odkrywał i zapraszał do współpracy nietuzinkowych artystów takich jak Mahan Moin i Lukasa Meijera oraz innych międzynarodowych gości. Muzyk nie zapomina również o rodzimych wykonawcach. Z jednej strony uderza mocno podkręconą energią taneczną, z drugiej podkreśla rockowymi akcentami, a wszystko wpisane jest w brzmienia aktualne dla europejskiego rynku muzycznego. Wielu kompozycji z pewnością nie powstydziłby się żaden DJ działający na międzynarodowej arenie.

oceny

autor recenzji

Sprawdź nasze inne

Recenzje