Grace VanderWaal – Just the Beginning (2017), recenzja Pawła Markiewicza

1
319
Grace VanderWaal - Just the Beginning

„Następczyni Taylor Swift” i „druga Taylor Swift” – to najpopularniejsze stwierdzenia jakie wypowiadają krytycy muzyczni i słuchacze w kierunku 13-letniej artystki, która zalśniła na deskach ubiegłorocznej edycji America’s Got Talent. Za jej atrybut można uznać ukulele, a charyzmatyczny, niski i chrypliwy głos można określić mianem jednego z największych znaków rozpoznawczych. Przed Wami recenzja debiutu fonograficznego Grace VanderWaal, która jest niezwykle dojrzałym muzycznie dzieckiem. A nie. Przepraszam. Nastolatką.

Cieszę się, że podczas procesu tworzenia materiału, Simon Cowell nie narzucił młodej artystce producentów, którzy przyćmiliby jej talent, oryginalność i świeżość, jakiej zaznaliśmy podczas castingów do America’s Got Talent 2016. Wraz z pojawieniem się Grace VanderWaal, wśród tanecznych, ciężkich kompozycji, które rządzą na listach przebojów, ona wprowadziła niezwykłą lekkość. Lekkość przypominającą letnie wieczory na hawajskiej plaży, w trakcie których można zapomnieć o wszystkich problemach.

Taka jest właśnie płyta Just The Beginning. Beztroska, łatwo przyswajalna i nieprzesłodzona. Grace VanderWaal nie jest typową nastolatką, która chciałą pójść utartymi ścieżkami, które wytoczyły starsze koleżanki. Wokalistka wprowadziła na komercyjny rynek coś swojego, z czym identyfikować będą ją słuchacze przez długie lata. Coś, czego artystka nigdy się nie pozbędzie – o tak, dla własnego dobra.

Nim album trafił w ręce żadnych nowej muzyki słuchaczy, wszyscy zafascynowani i zaintrygowani twórczością Grace, jak i jej osobą. Mogli odsłuchać dwóch singli – Moonlight i So Much More Than This, które paradoksalnie są podobne, ale znacznie różne oraz kilka promocyjnych utworów, np. Escape My Mind, będące jednym z najbardziej wyrazistych akcentów na wydawnictwie.

Ukulele jest tutaj elementem spajającym wszystkie utwory w jedną całość, która wbrew pozorom nie jest nudna. Każda następna piosenka ma w sobie coś odróżniającego od poprzednika, przez co Just The Beggining jest taką małą kopalnią, w której za każdym odsłuchaniem odkryjemy coś nowego, coś czego jeszcze chwilę temu nie słyszeliśmy. I pomimo, że płyta nie jest wymagająca i bezpośrednio dociera do słuchaczy, to ma w sobie pewnego rodzaju magiczną tajemnicę, do której rozwikłania potrzeba zaangażowania. Wiem, że brzmi paradoksalnie, ale naprawdę tak jest.

Every now and then
The darkness tries to chase me
And my legs are getting tired of running
Oh, please don’t
Please don’t let it get to me
Oh, I don’t wanna give up that easily
But the darkness keeps chasing me, me

I niech nie zrazi Was fakt, że Grace VanderWaal ma dopiero 13-lat, ponieważ jej świadomość i dojrzałość artystyczna jest większa niż chociażby Rity Ory, która do dziś nie może odnaleźć swojego „ja” w przemyśle fonograficznym. We wszystkich kompozycjach młoda artystka miała coś do powiedzenia. Na Just The Beggining jest kilka utworów, które wokalistka stworzyła sama. Bez żadnych doświadczonych kompozytorów czy songwriter’ów. W sumie po co komuś takie osoby, skoro samemu można prezentować taką postawę?

Świetny okazał się zabieg, który pozwolił słuchaczowi odpocząć od dźwięków ukulele. Grace całkowicie porzuciła instrument w Burned, które równie dobrze mogłaby zaśpiewać sama Aguilera – akompaniament samego pianino i ten chrypliwy wokal. Cudo. Bardziej aktualne, z lekką dawką ukulele jest wielowymiarowe Florets, które wzbogacone jest w odrobinę elektropopowe melodie. Czyżby kolejny singiel? Mam nadzieję.

Głęboko wierzę, że to nie będzie druga, trzecia ani czwarta Taylor Swift. Że na przestrzeni lat to wciąż będzie ta sama Grace VanderWaal, którą poznaliśmy w tym roku. Niech ona pisze, komponuje i wydaje jeszcze lepsze płyty, a sława na skalę międzynarodową przyjdzie sama. Ludzie potrzebują świeżości, a ta artystka nam jej dostarcza.

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.