Ghost – Prequelle (2018), recenzja Weroniki Oszajcy

Kiedy przed kilkoma laty, heavy metalowy zespół Ghost stawiał swoje pierwsze kroki na światowej scenie muzycznej, momentalnie pojawiły się liczne kontrowersje z nim związane. Wszystko za sprawą niecodziennej estetyki wybranej przez jego członków – na czele bandu stał dotychczas tajemniczy Papa Emeritus, zastąpiony obecnie przez Kardynała Copię, który przewodniczy równie tajemniczym instrumentalistom, kryjącym się pod kryptonimem The Nameless Ghouls.  Mimo że z biegiem lat skład zespołu ulegał zmianie, oprawa wizualna pozostała niezmienna. Jednak, jak sami członkowie grupy Ghost tłumaczą, nie ma się czego bać – bynajmniej nie chodzi o satanizm, ich specyficzny wizerunek stanowi jedynie formę teatru, a muzyka i występy na żywo mają opowiadać różne historie oraz obrazować ludzkie słabości. Muzycy w żadnym wypadku nie chcą propagować zła i nakłaniać do niego swoich słuchaczy. Gdy w 2016 roku, grupa wydała swój bestsellerowy album Meliora, scena metalowa zatrzęsła się, wydawnictwo osiągnęło ogromny sukces komercyjny, a zespół odebrał statuetką Grammy. Pomimo przeprowadzonej w między czasie sądowej batalii między członkami grupy, 1 czerwca 2018 roku Ghost powrócił z kolejnym albumem studyjnym, Prequelle.

Znalezione obrazy dla zapytania Ghost - Prequelle

Wydawnictwo składa się z dziesięciu nowych utworów. Zaczyna się dość ciekawie, gdyż otwiera go popularna w Wielkiej Brytanii angielska przyśpiewka dla dzieci, Ring A-Ring O’ Roses, której motyw nieraz pojawia się w muzyce metalowej. Podobny pomysł znamy przecież z twórczości grupy Korn, gdzie wersy z dziecięcej rymowanki stanowią refren w utworze Shoots And Ladders. Na Prequelle, otwierający utwór  kryje się pod krótkim tytułem Ashes. Delikatny, dziecięcy śpiew i utrzymanie utworu w mrocznym nastroju świetnie wprowadza słuchacza w estetykę albumu. Tematyka wydawnictwa kręci się wokół znanych motywów średniowiecznych, takich jak pamięć o śmierci, nie obyło się również bez nawiązań do epidemii dżumy, która zdziesiątkowała populację na Starym Kontynencie w XIV wieku. Następnie zaczyna się energiczny kawałek Rats, pierwszy singiel promujący album, do którego został nakręcony teledysk.

Świetna gra gitarowa i dobrze wykorzystany potencjał wokalny utrzymuje się także w kawałku Faith, opowiadającym o walce niektórych grup ludzi z postępem technologicznym. Album jest bardzo melodyczny, świetnie skomponowane gitarowe rytmy doskonale zapadają w pamięć, nie zabrakło również niespodzianek – przykładowo, w utworze Miasma, fani usłyszą saksofon. Warto zwrócić uwagę na kolejny kawałek promujący album, Dance Macabre. Jest to oczywiście bezpośrednie nawiązanie do średniowiecznego motywu tańca ze śmiercią, ukazywanego w literaturze oraz na licznych obrazach pochodzących z tamtych lat. Utwór został utrzymany w melodycznym, nieco balladowym tonie, jednak nie zabrakło w nim również gitarowych riffów. Następna nuta również zaskakuje swoją melodią, znajdziemy tam dźwięki zupełnie odstające od tego, czego oczekiwalibyśmy na płycie heavy metalowej grupy. Oczywiście nie zabrakło gitary elektrycznej, jednak zaskakuje obecność skrzypków, dźwięków pianina, dzwoneczków, a nawet operowych głosów. Oprawa instrumentalna połączona z delikatnym śpiewem wokalisty sprawiła, że odbiorca może skupić się na przesłaniu, pojawia się tu nawiązanie do głównego hasła średniowiecza – Memento Mori.  Wersy takie jak

Don’t you forget about dying
Don’t you forget about your friend death
Don’t you forget that you will die

W bezkompromisowy sposób oddają to, co w średniowieczu było kluczowe dla artystów – zależało im na utrzymaniu, że wobec śmierci każdy z nas jest równy, a kostucha zapuka do drzwi każdej osoby, niezależnie od jej majętności, wieku czy pozycji społecznej. Podobną kompozycję instrumentalną posiada kawałek Helvetesfonster, gdzie mamy delikatną, nieco nostalgiczną, gitarową melodię. Obecne są również elementy elektroniczne.

Z łatwością można  zauważyć na Prequelle inspirację rockiem i metalem z lat 70. Album został utrzymany w spójnej koncepcji, a każdy utwór doskonale współgra z poprzednimi, tworząc wspólną opowieść i dopełnioną całość. Nie jest to wydawnictwo dla osoby, która szuka kilkudziesięciu minut głośnego, agresywnego bicia w gitarę – na albumie nie zabrakło melodyjności czy lżejszych dźwięków, co moim zdaniem absolutnie nie działa na jego niekorzyść. Dobrze dobrane teksty utworów i świetnie skomponowana muzyka sprawiły, że jest to naprawdę ciekawa poznania, osoby lubujące się w mocnych brzmieniach i bezkompromisowych tekstach z pewnością znajdą na tym albumie to, czego oczekują. Nie zabrakło mrocznej, dosadnej, Ghost’owej estetyki i świetnej muzyki, która z pewnością niejednemu przypadnie do gustu.

oceny

autor recenzji

Sprawdź nasze inne

Recenzje